Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [76]  PRZYJAC. [95]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
amd
Pamiętnik internetowy
BBB - Biegowo Blogowa Bagatela

Artur Dębicki
Urodzony: 1968-04-27
Miejsce zamieszkania: 3city
110 / 158


2012-11-29

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Martyrologia ? (czytano: 534 razy)



Odpisałem, wróciłem do domu, zastanowiłem się i opanowała mnie irytacja i złość na samego siebie. Dalem się wpuścić w kanał jak jakiś greenhorn! Ten wpis jest owocem moich pretensji do samego siebie.
O co mi idzie? Już wyjaśniam.
Izka, napisałaś, czytając mój wpis o młodych podchorążych poruszających do działania ulicę Warszawy, że masz dość martyrologii. A ja, osioł, zamiast zastanowić się przez chwilę, nabrać dystansu i powiedzieć głośno – hola hola, zaraz, to nie tak – dałem się wciągnąć w ten bezsensowny labirynt.
A więc (drżyj moja kochana polonistko z podstawówki zwalczająca zaczynanie zdania od a więc) – wyprostujmy te zawikłane ścieżki i rzućmy trochę światła na ten labirynt.
Po pierwsze – Izka, zwracam się personalnie do Ciebie. Dlaczego martyrologia?
Czy jeżeli idziesz na groby swoich bliskich to jest to martyrologia którą rzygasz? Czy jeżeli wyjmiesz fotografie swojego zdechłego już psa i zaczniesz je oglądać, wspominając to co było, radość, zabawy, piękne chwile kiedy wszystko było możliwe – czy to jest martyrologia której masz dosyć i o której nie chcesz słuchać? Nie?
No właśnie – dlaczego nie?
Pisałem o podchorążych idących w nocy na Belweder. Dlaczego kojarzy się to Wam (Tobie i Tomkowi) z martyrologią? Ci wspaniali młodzi ludzie zrobili to, co z racji wieku należy do młodych. Ruszyli do działania, porwali do czynu kraj. Wykonali swoją robotę i wykonali ją całkiem nieźle. Możemy i powinniśmy być z nich dumni. Sprawili się na czwórkę, może z plusem. Mogli zrobić swoje lepiej – zaaresztować Konstantego czy nawet go zabić (to był okupant, nie żal mi go bardziej niż np. zabitego Kutschery w 1944 roku). Tym niemniej zrobili co do nich należało, ruszyli lawinę a lud Warszawy ją podtrzymał.
Nieszczęśliwy koniec w październiku 1831 roku obciąża nie młodych, lecz ówczesne elity które nie zdały swojego egzaminu z kierowania i rządzenia. Czy dlatego, że nie mamy szczęścia do elit, że zwykle rządzą nami ludzie miałcy i słabi mamy odnosić się z niechęcią do młodych gniewnych?
Patrząc na zdjęcia nieżyjących bliskich wspominamy dobre chwile, nie rozpamiętujemy złych. To nie jest martyrologia – nazywamy to pamięcią. Dotyczy zarówno jednostek jak i zbiorowości.
Skąd zatem ten automatyzm – wspominasz przeszłość? Powstania, zabory, wojny? To martyrologia, czyli robisz coś bardzo złego.
Musimy się cofnąć na chwilę w przeszłość.
Na początku XVIII wieku nasz król, który nawiasem mówiąc był Niemcem (byliśmy wówczas w unii personalnej z Saksonią, krainą, którą kilkadziesiąt lat później zniszczyły Prusy, narzucając światu swoją, dominującą do dzisiaj swoją wizję historii Niemiec) zdecydował się wejść do spółki z carem Rosji. Wszedł na zasadach partnerskich wciągając nas, Rzeczpospolitą, do Wielkiej Wojny Północnej. Tylko że nasz przeciwnik, Szwed, okazał się być (prawdopodobnie) jednym z największych wodzów wszechczasów. Na nasze ziemie weszły obce wojska i tak już miało zostać na wiele lat. Straciliśmy suwerenność.
Od trzystu lat z okładem prawdziwie niezależni, jako gospodarze w swoim własnym kraju byliśmy przez: dwa lata pod koniec XVIII wieku (od 1791 do 1792 roku, po zawarciu przymierza z Prusami, kiedy z naszego terenu wycofały się wojska rosyjskie, do momentu kiedy Rosja na nas napadła, oraz potem, podczas Insurekcji Kościuszkowskiej), niecały rok podczas powstania listopadowego, dwadzieścia lat w pierwszej połowie XX wieku no i od roku 1993. Ja byłbym jeszcze skłonny doliczyć jeszcze okres Księstwa Warszawskiego, podejmuję się bronić sprawy napoleońskiej, ale to w sumie detal, można doliczyć pięć lat.
Niecałe 50 lat na przestrzeni trzystu. Jedna szósta. Przez 85 procent z tego czasu, czyli podczas ostatnich trzech wieków o tym co się działo na ziemiach polskich, o podatkach, gospodarce, nauczaniu w szkołach, czy też – last but not least - gdzie nasi chłopcy mają ginąć decydowano nie w Warszawie, ale w Berlinie, Wiedniu no i przede wszystkim w Petersburgu a potem w Moskwie.
Nasze elity przystosowały się do tej sytuacji. Nauczyły się, że nie sprawują suwerennej władzy, że są tylko zarządcą, że wykonują czyjąś wolę. Żeby nie zwariować stworzyły idelogię, ideologię którą można nazwać ideologią kolaboracji. Przy Tobie, Najjaśniejsza Pani stoimy i stać chcemy – powtarzali to pod adresem kolejnego cara, cesarza, kajzera czy pierwszego sekretarza.
Myślę osobiście, że stąd taka ambiwalencja wobec Drugiej Rzeczpospolitej. To był kraj, którego elity były niezależne i suwerenne. Nasz obecne elity chciałyby być takie same, ale zbyt się boją samodzielności żeby się odważyć być niezawisłymi, stąd taka miłość i zarazem taka nienawiść do przedwojennej Polski. Zazdroszczą im, bo wiedzą że nie są w stanie im dorównać, przekonują samych siebie, że są pragmatyczni i realistyczni, że nie hołdują ideałom, a równocześnie w głębi duszy wiedzą, że są wobec nich karłami.
Wracając do martyrologii – w książkach z których nas uczono historii naszego kraju, w gazetach, publikacjach, akademiach – ciągle powracał ten sam przekaz. Przekaz będący próbą zmierzenia się z problemem kolaboracji z okupantem, racjonalizacji działania elit, które starały się przekonać samych siebie, że robią słusznie.
Być może było tak za zaborów. Być może tak było za PRL-u. Ale teraz juz tak nie jest.
Martyrologia?
Nie.
Świadomość, że wszystkie nacje realizują interesy swoich krajów. I że polityk urzędujący w Warszawie powinien robić to samo, co jego odpowiednicy w Berlinie, Sztokholmie, Moskwie czy Pradze.
Dbać przede wszystkim o interes naszego kraju.
Dam przykład z ostatniej dekady. Nie jestem fanem postkomunistów ani Aleksandra Kwaśniewskiego, ale gdy było trzeba pojechał podczas pomarańczowej rewolucji do Kijowa wspierając w ten sposób nasz interes i zyskując za to dożywotnią niechęć Rosji. Słychać było chyba chichot historii.
Patrzę na naszą przeszłość i widzę w niej masę rzeczy wspaniałych, takich do których warto nawiązać i sporo błędów, których nie powinno się popełniać. Pamiętam o jednych i o drugich i chcę o nich pamiętać.
To nie jest, Izka, martyrologia, to ta pamięć i ta świadomość kim jestem nadaje sens mojemu istnieniu jako obywatelowi mojego kraju.
Wiesz, na koniec chciałbym gorąco podziękować Tobie i Tomkowi. Wasze komentarze pod moim tekstem pozwoliły mi na tę refleksję. Spowodowały, że zmierzyłem się z pewnym zagadnieniem, doprowadziły do uświadomienie sobie i zdefiniowania kilku ważnych spraw.
Dziękuję Wam.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Tr (2012-11-30,00:51): Mała poprawka Arturze: moje zwierzęta nie zdychają. Umierają. Tak jak przyroda na zimę. I nigdy nie rzygałam martyrologią więc nie moge i teraz nią rzygać. Po prostu mam dość. Nikim nie gardzę, o nikim nie zapominam. Nie chcę tylko żeby narzucano mi sposób w jaki ma się przejawiać mój patriotyzm. Nie mam ochoty pochylać się nad synami, którzy polegli, nad córkami i matkami, które się nimi opiekowały. Bo: dla mnie każda wojna jest tak głęboko niemoralna, niejednoznaczna i obrzydliwa, że nie jestem w stanie czytać o nich i myśleć, że byli wspaniali i umarli po to, żebym mogła mówić po Polsku. Chcę żeby zostawiono mnie w spokoju i nie zmuszano do refleksji bo jest akurat rocznica. Kiedy będę miała na to ochotę to sobie poczytam, może pomyślę, a może nie. I tyle. Ja nie muszę za wszelką cenę w każdej minucie mojego życia udowadniać, że jestem córką tej ziemi. Wystarczy, że dobrze wychowuję moje dzieci. To według mnie jest najlepszym wyrazem miłości do ojczzny. I troska o nasze PKB. A jeśil chodzi o granice to już jako małe dziecko tłumaczyłam mojej mamie, że należy je znieść! A nie je stwarzać i bronić. :) Miło mi, że zmusiłam Cię do refleksji ale nie było to moim celem. Mam tyle rzeczy na głowie, że Powstanie Listopadowe i każde inne jest na samym końcu moich zainteresowań. I nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. :)
Tr (2012-11-30,00:53): Z tym, że dobrze wychowuję moje dzieci nieco przesadziłam. Powiedzmy: najlepiej jak potrafię wychowuję moje dzieci. :)
renia_42195 (2012-11-30,07:20): W jakiejś części się z Tobą Iza zgadzam, ale osobiście martwi mnie że zapytana młodzież nie zna podstawowych faktów historycznych. Nie zna historii swojego kraju, bo się to pomija (patrzę na szkołę córki). Rozmawiamy z nią i wpajamy jej, że nie zaczęliśmy istnieć tak tu i teraz, że gdzieś coś miało miejsce i że to, że teraz jest jak jest z czegoś wynikło. I chyba oto tu bardziej chodzi, a nie oto, że 11 listopada (na przykład) ma usiąść i medytować na temat Piłsudskiego). A może ja źle zrozumiałam? A zwierzęta to jednak zdychają, z całym szacunkiem do Twoich przekonań w tym temacie :)
Marysieńka (2012-11-30,07:34): "to ta pamięć i ta świadomość kim jestem nadaje sens mojemu istnieniu jako obywatelowi".... myślę podobnie...:)))
Tr (2012-11-30,07:43): Najwyraźniej nie masz innych zmartwień Renia, czego Ci zazdroszczę. :)
renia_42195 (2012-11-30,07:54): Iza, zmartwień mam sporo - takie jak prawie każdy :) Ale czy mam córci opowiadać, że z kosmosu się urwała. Chcę by była świadomą obywatelką. Kiedy będzie mieszkać za granicą nie będzie musiała słuchać ich wersji naszej historii, a uwierz mi - gadają bzdury. Mieszkałam kiedyś w Berlinie (9 lat temu) i były na kursie osoby z całego świata i usłyszały taką historię - to Polska napadła na Niemcy w 1939 roku ... Ręce mi opadły. I dlatego powinna znać tę prawdziwą historię i tyle w temacie :)
Tr (2012-11-30,08:10): zebyś mi jeszcze pokazała w którym miejscu napisałam, że nie trzeba pamiętać..
renia_42195 (2012-11-30,08:16): Iza, faktycznie - wprost tego nie napisałaś, że nie należy pamiętać. I nikomu nie narzucam myślenia o tym non stop ;) Nie spierajmy się o takie rzeczy - każda z na żyje w zgodzie z samą sobą i tego się trzymajmy, "piątka" :)
amd (2012-11-30,08:48): Fajna ta Wasza rozmowa, dziewczyny wiecie ? :) Udanego lania wosku w Andrzejki :) A jak nie lejecie - dajcie się ponieść, a co tam. To też nasze słowiańskie dziedzictwo :)
PW (2012-11-30,10:38): MARTYROLOGIA to termin wykuty przez populistów, wykorzystujących dla swoich celów politycznych ofiary wojen. Żołnierzom, powstańcom czy dysydentom nie w głowie postawienie ich w przyszłym panteonie martyrologii tylko całkiem ludzkie uczucia - nienawiść, poczucie krzywdy, a najczęściej zwykła, brutalna ZEMSTA.
Tr (2012-11-30,12:05): Się nie odezwałeś to sobie pogadałyśmy :)
Henryk W. (2012-12-01,07:02): Dla mnie to, że uroczyście przypomina się wydarzenia z historii naszego kraju to pozytyw. Nie wyobrażam sobie, aby z tego zrezygnowano.
Basieczka (2012-12-27,11:42): Historie tworzą ludzie... historię Mojego Kraju tworzą również Ci, którzy walczyli o Jej wolność...będę o tym zawsze pamietać i wpajać to moim dzieciakom...







 Ostatnio zalogowani
Lektor443
02:00
Mr Engineer
00:41
KoMarek
23:11
Raffaello conti
23:06
michal.r
23:02
marz
22:43
andrzejgonciarz
22:41
bogaw
22:33
J0Ker
22:30
milu7
22:29
kolor70
22:23
wiesław
22:05
radio_judasz
22:05
soniksoniks
22:02
nairam
21:51
Marek.run
21:44
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |