2010-05-21
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 9 pkt 65 km, czyli moja GOLGOTA : / (czytano: 2378 razy)

Na punkcie 8 liczyłam na dłuższy popas, tym czasem Alek pogania nas do dalszej drogi. W ostatniej chwili chwytam kubek z gor±cym rosołkiem, o którym tak marzyłam!!
Piję w drodze, połowę rozlewam, parzę sobie język … jestem w¶ciekła! Kiedy przełykam ostatni kawałek makaronu czuję, że zaczyna mi się robić mokro na plecach ... cholera
to cieknie z bukłaka!! z plecaka wylewa się sporo wody! Czas biegnie, a my zaczynamy mieć w±tpliwo¶ci , czy idziemy dobr± drog±!? Wła¶ciwie to w ogóle nie miałam czasu spojrzeć
na mapę, więc teraz zupełnie nie wiem gdzie jeste¶my i nie umiem złapać żadnego punktu odniesienia. ¦cieżka kończy się gdzie¶ na grz±skiej ł±ce, niedawno przebrane skarpety
s± znów całkowicie mokre. Trawersujemy jedn±, drug±, trzeci± ł±kę ... co rusz płoszymy stada saren, mijamy ambony my¶liwych i pl±taninę ¶cieżek nie wiadomo dok±d wydeptanych!? Rozchodzimy się by szukać ¶ladu szlaku ... zostajemy z Beat± same i odkrywamy, że nie mamy zapisanego telefonu od Alka!! nawołujemy ... po chwili słychać ... jest!! dalej szukamy, znów się rozchodzimy i schodzimy ... w końcu zaczynamy wspinać się na górę w nadziei, że tam trafimy na szlak. ¦cieżka jest stroma, mam wrażenie że idę korytem strumienia. Powalone, spróchniałe drzewa, mokro, ¶lisko i stromo ... zakręt, my¶lę: "może teraz będzie już prosto!? ale nie!! dalej w górę! w końcu docieramy do grani, tylko gdzie dalej!? w prawo czy w lewo!? idziemy w lewo ... mamy szczę¶cie, bo pojawiaj± się inni zbł±kani. Id± z przeciwnej strony, więc wiemy że mamy zawrócić. W większej grupie robi się raĽniej... idziemy dalej i dobrze, bo za jaki¶ czas wyłaniaj± się kolejne dwie osoby ... oni już w 100% wiedz± gdzie s± , bo id± szlakiem którego szukamy!! Uff ... udało się !! ale płaska , szeroka droga szybko przemienia się w kolejn± stromiznę ... pniemy się na górę Gorc. Jest to chyba najtrudniejszy punkt do zdobycia, prawie 700 metrów przewyższenia. Czuję jak słabnę, mam nadzieję, że każdy zakręt zwiastuje koniec wspinaczki, ale tak nie jest. Alek z Beat± s± z przodu, czekaj± na mnie, a moje nogi nie chc± i¶ć ...w końcu z mgły - ledwo, ledwo, wyłania się bacówka ... koniec!!? Nie ... może jeszcze dojdę do „dziesi±tki”!? Proszę Beatę i Alka, żeby nie czekali na mnie ... jest chyba 13!? ... o 13.58 wysyłam do Beaty sms-a: " U mnie ok :) mam towarzystwo, więc walcz do końca" ... o 21.24 melduję się na mecie.
Nim dotrę do mety, wiem już że Beata jest trzecia - udało się!! jestem z niej dumna :)
Za towarzystwo na ostatnich kilometrach dziękuję Patrykowi :)
KIERAT 2010
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora DamianSz (2012-01-24,18:57): Dziękuję Ci, że w swej relacji nie wspomniała¶ o mokrych majtkach ,-)
|