2012-10-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton Poznań (czytano: 958 razy)

Dzień, w którym moja linia życia wskazała liczbę 41,5 na długo pozostanie w mojej pamięci. Po pierwsze nie znany do tej pory prawie nikomu austriak Felix Baumgartner wyskoczył na spadochronie z wysoko¶ci ponad 38km z aluminiowego Toi-Toi"a zawieszonego na syntetycznej prezerwatywie. A po drugie o 9:00 rano stan±łem (po raz pierwszy w życiu!) na starcie MARATONU z wielk± nadziej± na osi±gnięcie dobrego wyniku. Co przyniosły mi 3 lata biegania oraz 2 miesi±ce przygotowań do tego startu dowiedziałem się już na 27 kilometrze (do 25km moje tempo oscylowało na poziomie końcowego wyniku 3:30-3:35) Niestety na pocz±tku ulicy Warszawskiej zaczęła się męka. Nie mówię tu o tradycyjnych piss-stop’ach, ani o ¶cianie. Układ oddechowy pozwalał, a głowa nakazywała mi przebiec te ostatnie 15km najszybciej, jak potrafię, ale mię¶nie w obu łydkach skróciły mi się o jakie¶ 50% (przepraszam wszystkich lekarzy za nie¶cisł±, bo też subiektywn± diagnozę) Cóż z tego, że piłem na każdym punkcie z wod±, że miałem ze sob± dwa żele energetyczne, że zjadłem nawet banana... Zabrakło mi jednej, ale za to bardzo ważnej w biegach długodystansowych rzeczy: suplementacji magnezem! Z tego powodu ostatnie 15 km, zamiast z u¶miechem na ustach przebyłem z grymasem na twarzy, raz po raz masuj±c "pal±ce" łydki. Takiego bólu, który nasilił się po przekroczeniu linii mety (a endorfiny gdzie?) nie znałem, a trochę tego było: urazy podczas gry w piłkę nożn±, upadki z rowera na tward± nawierzchnie, raz zakończyło się to szyciem łokcia. Oprócz do¶wiadczenia i pokory, których żniwo zebrałem w tym biegu mam też mał±, satysfakcję! Nie poddałem się i ukończyłem ten bieg w czasie netto 3:52:10, co jak na debiut jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Wczoraj byłem już na pierwszym godzinnym treningu i nie odczuwałem żadnych dolegliwo¶ci. Absolutnie nie zniechęciłem się do biegania takich dystansów, a wręcz przeciwnie. Maraton to nie jest zwykły bieg z punktu A do punktu B, to wyprawa w nieznane obszary ludzkich możliwo¶ci. Podróże też kształc±, jak bole¶nie się o tym przekonałem. W tym miejscu składam sobie obietnicę, że w kolejn± podróż z maratonem wybiorę się chętnie, ale przedtem porz±dnie najem się gorzkiej czekolady. Zawiera magnez i nie będzie to już dla maratonu takie słodkie spotkanie. PS. Zdjęcie zrobione z uszanowaniem prawa do ochrony wizerunku. Ja biegnę z numerem startowym 2835
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu michu77 (2012-10-19,02:38): No to... gratulacje Piotrek, ale trzeba było biec ze mn± ;-))) Kocjur (2012-10-19,15:25): Piotru¶ gratuluję :-) kurcze czemu mi się wydawało, że masz już maraton za sob±. Piękny debiut :) majorek (2012-10-19,15:30): rano kawka wieczorem żuberek ! tak trzymaj RADAR (2013-01-11,01:09): gratulacje.. trochę póżno ale zawsze :) Pozdrawiam
|