2010-10-05
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Berlin Marathon 2010 (czytano: 884 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.adidas.com/campaigns/mysports/index.asp?e=BM10M&n=Piotr%20Suchenia&r=27271&nt_s1=&ct_s1=

Berlin, Berlin i po Berlinie, kolejny maraton, z tego co się orientuję 15, w nogach. Jak było? Mokro, zimno, ale fajnie, mocno, satysfakcjonuj±co (prawie) i luĽno oczywi¶cie z atrakcjami, bo jakby nie inaczej, ale zacznijmy od pocz±tku.
Plan na samym pocz±tku był prosty, rozmienić 2:30, ale Ci którzy mnie znaj±, wiedzieli, że nie czułem się na tyle i obstawiałem wynik między 2:31 a 2:32, na tyle było mnie stać i tyle wychodziło z ostatnich treningów. Ja tak mam, że przy pewnych akcentach bieganych bardzo mocno, wiem na ile mnie stać zarówno w połówce, jak i w maratonie, jednakże 2:33:48 to nie 2:31. Co się stało...? Wiele zewnętrznych czynników miało na to wpływ. Wiadomo, najważniejsze przed maratonem to regeneracja, sen, odpoczynek i spokój... niestety pewne osobiste sprawy sprawiły, że tego zabrakło. Niespodziewanie wyskoczyła nieprzespana noc, kilka lekko pozarywanych, sporo km i czasu za kółkiem i brak spokoju w głowie, która była zaprz±tnięta innymi, ważniejszymi sprawami, cóż, życie... Ostatni trening zrobiłem więc w ¶rodę, spokojne BNP 8km, gdzie zacz±łem po 4"30 a kończyłem po 3"45/km i miałem mega luz. Planowałem jeszcze potruchtać w pi±tek, ale nie wyszło.
Do Berlina wyjechali¶my w sobotę rano. Sylwu¶, Piotrek z bratem Pawłem, Iwona i ja. Podróż przebiegała spokojnie, bezstresowo w sympatycznym nastroju. Żadnego stresu i spinania się, totalny luz. Kilka godzin po nas miał wystartować Krzysiek, z którym mieli¶my się spotkać na miejscu, w biurze zawodów. Dojechali¶my na miejsce, odebrali¶my numery, pochodzili¶my po expo i czekali¶my na Krzy¶ka, który stał w gigantycznym korku. Po 17 Krzychu dalej stał w korku, bez perspektywy szybkiego wyj¶cia a biuro było czynne do 18, więc poszedłem i pogadałem z obsług±, czy jest opcja odbioru numeru przeze mnie. Pan w biurze spisał mnie z "ID" i udało się odebrać pakiet za Krzy¶ka :) było przed 18, więc udali¶my się do hotelu, oczywi¶cie w korku, bo jakżeby inaczej. Krzychu czekał na nas przy hotelu, który był... zamknięty a na szybie wisiały jakie¶ kartki :) w języku niemieckim oczywi¶cie. Na kartce był numer telefonu, więc Paweł zadzwonił i okazało się, że hotel został zamknięty przez policję... extra :) nie mieli¶my gdzie spać. Zadzwoniłem do Agnieszki, która spała w 4-ro gwiazdkowym hotelu i obiecała rozeznać się w temacie wolnych miejsc. Paweł zadzwonił do żony, do Polski, która na necie szukała hotelu w Berlinie. Znalazły się 2 i do jednego z nich udali¶my się, było około 21, ech... zamiast spać i regenerować się przed startem. Pogoda w Berlinie była paskudna, deszcz, deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, lipa na maxa. W niedzielę wstali¶my około 6. ¦niadanko, koksiki i do auta, zdobywać Berlin! Za Grunwald, za Westerplatte ;) Na dworze oczywi¶cie padało, chociaż słowo padało, to delikatne okre¶lenie... Potruchtali¶my około 2km i ubranie w peleryny przeciwdeszczowe, ja jeszcze w stare lycry i t-shirta, ustawili¶my się w kolejce do boksu startowego "A". W boksie spotkali¶my Przemka Giżyńskiego, który planował złamanie 2:30 i to mu się udało - gratulacje !!! Ja byłem umówiony z Jurkiem Skarżyńskim i Ag±, że do 25km będę j± prowadził, planowali¶my pobiec bardzo podobny wynik ~2:32. Chwila koncentracji i ruszyli¶my... na pocz±tku było tłoczno, pierwszy km 3"54, mijanka i wyprzedzanie, tak przez 2 km. Biegło się luĽno i dobrze, ale było mi zimno. Cały czas lał deszcz, były kałuże, koleiny wypełnione wod± i wszyscy naokoło chlapali. Na około 3km dogoniłem Agę i zaczęli¶my z Krzy¶kiem rozprowadzać jej bieg.
Pierwsza pi±tka - 18:17, kolejna - 18:18, czyli 10km zrobili¶my w 36:27, całkiem planowo, szczególnie jak na te warunki. 10-15km - 18:10, czyli 15km zrobili¶my w 54:37. Samopoczucie super, chociaż nogi z zimna miałem lekko pospinane i twarde. Ciekawe było to, że praktycznie nie piłem. Brałem po 1-2 łyki wody i trochę Vitargo z Agnieszki bidonu.
Na 20km zameldowali¶my się po 1 godzinie i 12 minutach (5km - 18:20) a na połówce czas wynosił 1:16:57... czyli żeby poprawić PB, trzeba byłoby się spi±ć. Na półmetku na ¶rodek ulicy wyskoczył Jurek i zacz±ł nas gor±co dopingować i robić zdjęcia. Ja lekko przyspieszyłem, ale prędko¶ć 3"38-36 była w tym dniu optymaln±.
Kolejn± pi±tkę przebiegli¶my w 18:27, następn± w 18:25, czyli 30km zrobili¶my w 1:49:49, tempo lekko spadło, trzeba było więc przycisn±ć. Z lewej strony biegła zawodniczka z Chorwacji z pacemakerem, więc zabrałem się z ni± i lekko z Krzy¶kiem podkręcili¶my tempo.
Krzysiek przyspieszył, więc w końcu zaczęło się lekko mocniejsze wybieganie :) 30-35km zrobili¶my w 18:03 a następn± pi±tkę w 18:06. Na 40km było więc 2:25:58, ale nie patrzyłem na zegarek, więc nie wiedziałem na ile lecę. My¶lałem, że na mecie będę miał czas w okolicy 2:35... Przebiegaj±c pod Bram± Branderbursk± wiedziałem, że jest jeszcze niedaleko, więc pu¶ciłem się ostrym finiszem, o dziwo nie było żadnych problemów. Żadnego skurczu, spadku mocy czy osłabienia, jedynie było zimno i mokro ;) Wbiegaj±c na metę ¶cigałem się z zegarem, który zbliżał się do 2:34... ostatnie 2,195km zrobiłem w 7:50, czyli po 3"34/km. Czas netto, który uzyskałem to 2:33:48, brutto 2:34:02. Kilka sekund za mn± wbiegł Krzysiek a minutę póĽniej Aga. Wszyscy oprócz mnie z nowymi PB. ech... Jako¶ dotelepałem się po medal, zaczęła strasznie boleć mnie lewa pachwina a obsługa kilka razy chciała wysłać mnie do medyka, lecz się nie dałem :) Tak mnie bolało, że postanowili¶my z Krzy¶kiem wzi±ć rikszę i dojechać ni± do samochodu :) Pani się nami zaopiekowała, przykryła kocykiem i tak dotarli¶my na parking. Naj¶mieszniejsze było to, że około 15 minut szukałem kasiory, i w pewnym momencie pani zapytała się, "czy jest możliwo¶ć, że dostanie zapłatę", więc poczęstowałem j± czekoladk± i dalej szukałem. Znalazłem, zapłaciłem i podziękowałem za podwiezienie :) Przebrali¶my się i poszli¶my szukać reszty.
Paweł uzyskał czas 3:12:59, Piotr 3:41:14, Iwona 3:51:58 (ponad 12 minut trwało zanim Iwona dotarła do linii startu od momentu wystrzału startera), Sylwu¶ 4:41:46. Szczególnie dumny jestem z mojej małżonki, Iwona uzyskała piękny czas w debiucie, szczególnie w tak paskudnych warunkach pogodowych :)
Podsumowuj±c... bieg był jak najbardziej ok, aktywny, mocny i co najważniejsze bez żadnego spadku energetycznego, skurczu czy ¶ciany. Mogę z cał± pewno¶ci± powiedzieć, że to był dobry bieg. Co dalej... :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Wojtek57 (2010-10-06,10:13): Matko i córko!! W głowie się kręci od tych czasów i międzyczasów;))Biec z takimi"założeniami"..aż dziwne,że nie pomyliłe¶ trasy;))W tak± pogodę nabiegac taki wynik!No no! Gratki także dla żonki;)I fajnie,że udało Ci się wci±gn±c j± do tego czasochłonnego hobby;)Pozdrowionka dla Was;) benek (2010-10-07,10:13): Gratki Suchy ale wieksze gratulacje dla Iwony bo w debiucie taki czas to naprawde niezle :] Ojla (2010-10-07,12:50): Szkoda, że nie spotkali¶my się w Berlinie :( . Iwona musiała mnie wyprzedzać! Gratki, piękny debiut!!! :)))
|