2026-01-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Biegowy rok 2025 (czytano: 42 razy)

Biegowy rok 2025 – droga, która nauczyła mnie więcej niż same wyniki
Rok 2025 był dla mnie sezonem, który trudno zamknąć w tabelce wyników, kilometrach czy życiówkach. To był rok budowania, sprawdzania siebie, czasem cofania się o krok po to, żeby później ruszyć dalej z większą świadomością.
Nie wszystko układało się idealnie. I dobrze — bo właśnie w takich momentach bieganie pokazuje swoją prawdziwą wartość.
Trening – więcej nie znaczy zawsze lepiej
Ten rok upłynął pod znakiem regularności i szukania równowagi. Kilometraż rósł, ale nie był celem samym w sobie. Dużo biegania w terenie, sporo pracy nad siłą, wytrzymałością i podbiegami — elementami, które w biegach górskich bardzo szybko weryfikują przygotowanie.
Były tygodnie, w których wszystko „klikało”, ale były też takie, gdy ciało jasno mówiło: zwolnij. 2025 nauczył mnie słuchać sygnałów, zamiast je ignorować. Zrozumiałem, że forma nie buduje się z dnia na dzień, a cierpliwość bywa najtrudniejszym treningiem.
Starty – nie każdy bieg to walka o wynik
Zawody w 2025 roku traktowałem bardziej jako sprawdzian drogi niż pogoń za konkretnym czasem. Były biegi, gdzie założenia udało się zrealizować niemal idealnie, ale były też takie, które brutalnie pokazały braki — szczególnie na dłuższych podbiegach i w końcówkach.
Jednym z ważniejszych momentów sezonu był Sowiogórski Festiwal Biegowy – „Mroczny Śpiewak” (30 km), który stał się symbolicznym zamknięciem górskiego roku. Jesienne kolory, trudna trasa i zmęczenie sezonem w nogach sprawiły, że ten bieg był bardziej refleksją niż walką. Pozwolił spokojnie spojrzeć na to, gdzie jestem i co warto poprawić przed kolejnym sezonem.
Były też starty krótsze, szybsze — jak zejście pierwszy raz w roku poniżej 20 minut na 5 km — które przypomniały, że prędkość nadal jest ważna, nawet gdy głowa coraz częściej ciągnie w góry.
Bieganie poza startami
Coraz większą rolę w 2025 roku zaczęły odgrywać treningi bez presji. Biegi bez zegarka, spokojne wyjścia w teren, wędrówki, które bardziej regenerowały głowę niż nogi. To one często dawały największą frajdę i motywację do dalszej pracy.
Zrozumiałem, że bieganie nie musi być ciągłym sprawdzianem. Czasem wystarczy wyjść, pobiec swoją ścieżką i wrócić z poczuciem, że to był dobrze spędzony czas.
Wnioski na przyszłość
Rok 2025 nie był idealny — ale był potrzebny.
Dał solidne podstawy, jasno wskazał słabe punkty i pozwolił zamknąć sezon z poczuciem, że kierunek jest właściwy.
Teraz czas na spokojne planowanie 2026 roku. Bez pośpiechu, z głową i z większą świadomością własnych możliwości. Bo każdy sezon to nie tylko kolejny numer startowy, ale przede wszystkim kolejny etap drogi.
I dokładnie tak chcę do tego podchodzić dalej.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |