2008-07-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kijów (czytano: 479 razy)

Jestem już na miejscu od wczoraj i mam za sob± poranny pierwszy bieg, ale najpierw o podróży.
Przedwczoraj Warszawa, poci±g relacji Wa-wa Centr.-Kiev Pass, godz. 21.15
Trzyosobowe kuszetki, komplet. Trafił mi się Polak chyba z Bydgoszczy, który od 6 lat pracuje na Ukrainie (postury żylastego "karka", ale jak się póĽniej okazało całkiem sympatyczny no i gadatliwy) oraz nieco póĽniej mruk i milczek z Dęblina, który wysiadł wcze¶niej gdzie¶ na zapadłej wsi ukraińskiej.
Znaczna czę¶ć trasy zeszła na pogaduszkach, gdzie ja raczej byłem słuchaczem, a mój towarzysz "kark" Jacek oratorem.., resztę przespali¶my. Słodki sen przerwany został tylko raz przez dowcipnych (albo mało dowcipnych) ukraińskich celników, gdy po oddaniu paszportów do¶ć brutalnie zaatakowali mój przymulony snem umysł słodkim "Pokażi pysk"..
Z racji tego, że Jacek mieszkał długo w okolicach Kijowa niemal bez przerwy dawał mi dobre rady, co do miasta. Jak się mogłem spodziewać, niektóre nawet bardzo życiowe. Przede wszystkim wyprostował moje mniemanie o mie¶cie, które nabyłem drog± internetu, o tym, że miasto jest owszem wielkie, ale prawie bez samochodów. I wielkie, i z wielkimi samochodami. Kijowianie (?) lubuj± się w wielkich, nowych samochodach, tak terenowych jak i vanach. Poza tym opowiadał o ciekawych miejscach, z których już niektóre zdołałem zaliczyć...
Tak z niewielkim opóĽnieniem (15.10) dojechali¶my do wielkiego miasta Kijowa, gdzie Jacek podprowadził mnie jeszcze na taksówki. Po wstępnym targu z taryfiarzem (targować trzeba się wg Jacka zawsze, wtedy nie wł±czy licznika i będzie jechał najkrótsz± możliw± tras±) zajechałem do swojego hotelu na lewym brzegu Dniepru "Slavuticz".
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |