2014-09-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| JIZ 50 RUN (czytano: 739 razy)

Nie ma to jak bieganie po lodach. Zamiast obiadu... Lekko i przyjemnie. Organizatorzy pierwszej letniej Jizerskiej Padesatki (znanej z biegu zimowego) zaprosili biegaczy na start na godz. 15. Wypadało więc zjeść coś koło południa. Na obiad było za wcześnie. Oczekując w Szklarskiej Porębie na Darka zjadłem szarlotkę i duże lody. Taki zestaw okazał się idealny.
Pojechaliśmy tam reprezentując Stowarzyszenie Bieg Piastów, zaprzyjaźnione z organizatorem Jizerskiej Padesatki. Dołączył do nas jeszcze Jarek z leśniczówki w Jakuszycach. Pogoda była przednia, sobota wolna, kompania świetna, więc wyjazd był bardzo przyjemny.
Pięknie jest w Bedrichovie w czeskich Górach Izerskich, gdzie Jizerska się odbywa. Ładne domy, bez płotów, wszystko bardzo zadbane, teren pofalowany, idealny do biegania i na rower, dużo lasu.
Do biura z numerami nie było kolejki, do toalet także. Szatnia również na miejscu. Wszystko jak należy.
30 minut rozgrzewki – ponad 4 km.
Startujemy wśród prawie 300 osób. Trasa piękna, z gatunku łatwych górskich, czyli, wszystko, co trzeba (podbiegi, zbiegi, konary, trochę kamieni), na niej jest, ale profil jest na tyle łagodny, że taki średniak jak jak nie musi ani na moment przechodzić do marszu. Może tylko nieco za dużo asfaltu - około 35 procent całości.
Spore fragmenty trasy pamiętam z zimowej Jizerskiej Padesatki. Ale jest sporo nowości, na przykład bieg po zaporze na jeziorze. Bardzo dobry pomysł.
Biegnie się świetnie! Pierwsze trzy kilometry pod kontrolą, ale potem lecę mocno. Dystans ma 23 km, więc można pójść ostro. Długo trzymam tempo w okolicach 5:00, dopiero na forsownym podbiegu wyraźnie spada.
Darek biegnie blisko mnie, na końcowych 2 km ucieka. Gonię go na ostatnim zbiegu. Na mecie jestem 6 sekund za nim.
2:02:02 brutto, netto ze 16 sekund mniej. Średnia 5:18 – w górach nigdy tak szybko nie biegłem. Ale czuję ten bieg w kościach. Było dobrze, forma chyba rośnie.
Bawełniane koszulki finishera czekają za metą. I zupka z chlebem. Izotonik i woda bez ograniczeń.
Rano w niedzielę z Wojtkiem i Sylwią rekonesans (ostatni) przed Biegiem dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Wojtek będzie w nim uczestniczył. O ósmej ruszamy z Jakuszyc. Błoto, deszcz, ale idziemy...
Trzy weekendy ostatnie – trzy starty, więc już starczy. Do Silesii nie będę startować. Czas trochę poluzować. Raz w tygodniu będę biegać ciągłe na stadionie. Poza tym luźno. Może coś z tego wyjdzie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |