2014-09-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Marcialonga Running (czytano: 1092 razy)

Pobudka skoro świt, bez problemu, bo i tak prawie nie śpię. Mariusz Dziadkowiec-Michoń z Kingą i Markiem zabierają mnie do busa spod Kauflandu – to regularne miejsce zborne, blisko mojego domu, łatwe do znalezienia. Do Lubania po Mariusza Indyka i jakiejś uroczej wsi pod Lubaniem, gdzie czeka na nas komandor Biegu Piastów Darek.
Piękna pogoda, świetnie się jedzie po niemieckich autostradach. Trochę przysypiam, ale im bliżej Alp, tym mocniej wracam do życia. Monachium, Innsbruck, Brenner, Italia!
Najpierw do Moeny, gdzie będzie następnego dnia start. Tam, w teatrze, jest biuro wydawania numerów. Czas otwarcia minął, ale... Drzwi nie są zamknięte. W pakiecie, poza numerem i ulotkami, koszulka z długim rękawem, skarpetki, bidon, galaretka Enervitu...
Parę fotek i jedziemy na bazę w hotelu położonym wysoko, nad Val di Fiemme, w pobliżu wioski Carena. Trafia mi się miejscówka z Komandorem i Mariuszem I. Mogę powiedzieć, że takiej obstawy nie miałem nigdy w życiu: dwóch oficerów w pokoju! ;-)
Rano resztki makaronu z kolacji (mamy kuchnię w pokoju) stanowią moje śniadanie. Kawy nie wziąłem, szkoda. Jedziemy na start do Moeny.
Prawie 3 km rozgrzewki, pamiętam i stosuję obozowe rady Darka Kruczkowskiego na jej temat.
Chłodno, słonecznie. Prawie 1500 na starcie (ukończy 1423). Głównie Włosi, trochę słychać niemiecki i czeski. Polacy: nasza czwórka i jeszcze dwie osoby. Marcialonga Running (25.5 km) to nie to samo co kultowa Marcialonga zimowa (70 i 45 km), gdy na biegówkach rywalizuje 8 tysięcy ludzi z całego świata, a zapisy kończą się po 10 minutach.
Ale jest świetnie! Zostaliśmy zgłoszeni na zawody przez Stowarzyszenie Bieg Piastów, w ramach współpracy organizatorów biegów narciarskich zrzeszonych w Światowej Lidze Narciarskich Biegów Długich Worldloppet, za pośrednictwem biura Marcialongi. Przydzielono nam drugą strefę startową. Dla mnie zdecydowanie za mocną. Muszę więc uważać na początku, by nie dać się porwać, tym bardziej, że trasa leci lekko w dół. Jest bardzo szybka. W ogóle start jest wyżej niż meta, do punktu 21.097 km głównie opada, a potem wspina się ostro do mety w Cavalese.
Głównie asfalt, po drodze urocze miasteczka, między innymi Predazzo. Niezbyt szeroko, ale OK. Odkryta przestrzeń doliny Val di Fiemme, ograniczona górami gdzie okiem sięgnąć. Pogoda dopisuje, widoczność idealna, kilkanaście stopni.
Pierwsze cztery kilometry powoli, po 5:20-5:30. Potem ruszam, na mocniejszych zbiegach nawet 4:35, przeważnie jednak 4:50.
Mieszkańcy nas pozdrawiają, atmosfera bardzo sympatyczna, choć nie tak gorąca, jak podczas Marcialongi na biegówkach.
Połówka w 1:47:24 (średnia 5:06). Pod górę ciężko, ale inni wolniejsi, więc wyprzedzam, także jednego z naszych. Nie będę ostatni z ekipy Biegu Piastów. Końcówka ile fabryka dała. 2:14:02. Średnia 5:15. Jest nieźle, choć do życiowej formy sporo brakuje.
Prysznic i szatnia na hali sportowej przy mecie – jak podczas zimowej Marcialongi. Jedzenie na dworze – piknikowo, bardzo fajnie. Żadnych ochroniarzy i ograniczeń! Super!
Jedziemy na stadion, na którym odbywają się najważniejsze zawody narciarskie. Chcemy podpatrzeć, bo czeka nas rozbudowa Polany Jakuszyckiej. Bardzo zgrabnie wszystko urządzone, parkingi dla wozów telewizyjnych pod polaną, co w zimie ma kapitalne znaczenie. Budynki niezbyt duże, nie psują krajobrazu.
Przyjeżdża Angelo Corradini – prezydent Marcialongi i Worldloppet. Towarzyszy mu małżonka, również zaangażowana w organizowanie zarówno Marcialongi, jak i mistrzostw świata, pucharu świata i innych wielkich zawodów. Mamy sporo pytań... Jest co podpatrzeć. I zazdrościć, bo pod względem budżetu, w dużej mierze dzięki wsparciu samorządów lokalnych, to jest naprawdę inny świat.
Angelo pokazuje nam zaplecze stadionu – podziemne garaże dla ratraków i armatek na potrzeby zawodów pucharowych i mistrzowskich. Mówi fachowo o sprzęcie, który jest używany. Potem jedziemy kilka kilometrów do innej miejscowości, gdzie jest magazyn Marcialongi – osobne ratraki i armatki.
Wręczamy na pamiątkę pakiety startowe Letniego Biegu Piastów, Angelo z żoną obdarowują nas albumami fotograficznymi pokazującymi Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym w Val di Fiemme w 2013 oraz... Oczywiście, bo to Włochy przecież, kilkoma paczkami makaronu!
Wieczorem długie Polaków rozmowy przy pizzy i piwie. Rano zakupy i powrót. Mariusz DZ ma mnóstwo ciekawych wiadomości na temat Włoch – przyjeżdża tu od dziecka, najpierw jako syn wybitnej zawodniczki (swojej mamy) i trenera (taty), a później jako zawodnik. Zna świetnie włoski, czuje się jak u siebie, wielu ludzi zna.
Szybki, krótki wyjazd, ale rewelacyjny. Jest duża szansa, że w styczniu tam wrócę, by powalczyć z 70-kilometrowym dystansem na nartach biegowych.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |