2014-09-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pewnego razu w Jakuszycach (czytano: 503 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.facebook.com/biegajwkarkonoszach?ref=hl

Ależ się fajnie biegło w Letnim Biegu Piastów! Choć był to piąty biegowy dzień z rzędu i ponad 70 km w nogach w tym czasie. Na szczęście dla mnie dość wolnych, dzięki Edycie, naszej najwolniejszej (co nie znaczy, że wolnej!) obozowiczce, której towarzyszyłem podczas treningów, prowadzonych przez Darka Kruczkowskiego. W efekcie nie byłem zmęczony pod koniec obozu.
Z porad Darka najbardziej pamiętam ćwiczenia sprawnościowe (w poprawie sprawności amatorzy mają największe rezerwy) i dotyczące techniki biegu. Na cudownej Hali Izerskiej Tomek nagrał nas podczas rytmów... Jak się potem zobaczyłem na dużym ekranie, i porównałem nie tylko z Darkiem-mistrzem, ale i innymi obozowiczami, to stwierdziłem, że biegam fatalnie. Bardzo, bardzo fatalnie. Nie wyciągam nóg do przodu... O rękach latających jak u kurczaka nawet nie wspominam, choć o nich akurat wiem od dawna i czasem nawet staram się (gdy pamiętam i mam jeszcze siły) nad nimi panować.
W trakcie Letniego Biegu Piastów (zorganizowanego wzorowo w każdym calu) próbowałem biec lepiej technicznie (nogi plus ręce jak wahadła!), poszalałem na zbiegach, na starcie nie byłem tak zmęczony jak przed Maratonem Karkonoskim. Wynik 1:56 na połówce górskiej jest nadspodziewanie dobry – lepszy nawet niż na wiosnę w Sobótce. Ale przyznać trzeba, że – jak na górski – to półmaraton łatwy.
Na pewno biegłbym dłużej, gdyby nie wspaniały doping naszych obozowiczek. To, co wyprawiała Gosia, zapamiętali także Ci, którzy jej wcześniej nie znali. Poszła ponad kilometr w głąb trasy (na Górny Dukt Końskiej Jamy) i darła się niesamowicie. Bliżej mety była Agnieszka, Kasia i Edyta (gdy skończyły swoją dychę), Natalia... Dodatkowo mocno mobilizował mnie oddech na plecach Asi i Kasi oraz Wojtka, a także uciekające plecy z flagą Wolnego Tybetu Darka. Nasza obozowa ekipa Biegaj w Karkonoszach jest naprawdę świetna!
W ogóle oba turnusy obozów, których byłem nie tylko uczestnikiem (w miarę możliwości, bo musiałem także „normalnie” pracować), ale i organizatorem (razem z Tomkiem zwanym Huckiem) były rewelacyjne. Oczywiście podstawą jest dobra atmosfera, a tej – dzięki obozowiczom - było blisko do doskonałości. No ale gdy ktoś lubi bieganie po górach, i na urlop wybiera górski obóz biegowy, a nie wczasy all inclusive, to musi być osobowością nieprzeciętną...
Pierwszy turnus okazał się dolnośląski (Wrocław, Legnica) pod względem składu, a drugi ogólnopolski (Szczecin, Olsztyn, Kraków, Gliwice). Pierwszy był wesoły, beztroski, bardzo biegowy pod względem rozmów, a drugi... Hmmm... Też wesoły i beztroski (rozkręcaliśmy się z każdym dniem osiągając szczyt formy w zieloną noc;-). Ale ta radość, i rozmowy pełne humoru, podszyte były osobistymi refleksjami nad swoim życiem. Jakby magiczne miejsce, jakim są Jakuszyce, towarzystwo podobnych sobie, jak również bieganie, natchnęły nas do rozmów o ważnych sprawach (najważniejszych w życiu...), które zwykle pewnie rzadko analizujemy, mknąc przed siebie w szalonym pędzie codzienności.
Wycieczki biegowe na Śnieżne Kotły, Mokrą Drogę, Halę Izerską, Orle były super. Spacery wieczorne też (zwłaszcza pierwszy obóz w nich gustował :-) Program dopełniały spotkania z organizatorami dużych biegów.
To był mój debiut w roli współorganizatora obozów. Pomysł ich przygotowania wziął się nie tylko z popularności biegania, możliwości wykorzystania świetnych tras w Karkonoszach i Górach Izerskich, oraz znajomości z Darkiem Kruczkowskim. Dla mnie to znakomita odskocznia od biurowej codzienności, w której zarabiam na życie. Nie jedyna, ale jedna z dwóch najlepszych. A może nawet najlepsza.
Zdjęcie zrobiłem podczas obozowej wycieczki nad Śnieżne Kotły na głównym grzbiecie Karkonoszy.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Tr (2014-09-02,12:42): Właśnie niedawno rozmawiałam z kimś o technice biegu. Trochę się podśmiewaliśmy, że niby ta technika taka ważna, a potem maraton wygrywa ktoś, kto biega śmiesznie. Po prostu dziwny jest ten świat. Ale na pewno zawsze warto pracowac nad techniką. :) kokrobite (2014-09-02,12:49): Gdyby ci, którzy wygrywają maratony pomimo złej techniki, poprawili ją, to by dopiero wykręcali czasy :-)
|