2013-01-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Obóz biegowy -Brzoza 2012 (czytano: 562 razy)

Po raz pierwszy wybrałam się na obóz biegowy. Wybór obozu był troszkę przypadkowy - zdecydował termin. Padło na obóz organizowany przez Piotra Mańkowskiego i Gosię Sobańską czyli Strefę Maratonu w Hotelu Brzoza k/ Bydgoszczy w okresie sylwestrowym.
Wybór okazał się być doskonały. A obóz okazał się być okresem pierwszych razów....
Czas od 26 grudnia 2012 do 2 stycznia 2013 zapamiętam na długo i to bardzo pozytywnie.
Uczestnicy obozu to mieszanka osób wiekowo między 20+ a 50+, na różnym poziomie wytrenowania, reprezentujący różne zawody. Zrobił się interesujący tygielek osobowości, dzięki czemu nie brakowało ciekawych rozmów, również na tematy poza biegowe.
Mieliśmy 4 dni po dwa treningi dziennie: po śniadaniu główny trening biegowy (II zakres i pomiar mleczanu, siła biegowa, rytmy, zabawa biegowa, wybieganie czyli podstawowe środki treningowe), po obiedzie krótszy bieg i ćwiczenia na sali (obwody siłowe, piłki lekarskie rozciąganie itp), czasem po kolacji wykład. Potem był start w biegu sylwestrowym, bal, nowy rok i dzień powrotów, więc bieganko już tylko raz dziennie.
Zróżnicowany poziom wytrenowania uczestników nie stanowił żadnego problemu, podzieliśmy się na mniejsze grupki i każdy mógł trenować w odpowiednim dla siebie tempie. Było 4 trenerów tj. oprócz wspomnianych Gosi i Piotra, mieliśmy przyjemność pracy z Grażynką Syrek i Błażejem Brzezińskim. Obserwowanie Błażeja przy prezentacji elementów siły biegowej - skipów, wieloskoków to czysta przyjemność. Gorzej, że potem mogliśmy obejrzeć filmiki z naszych mizernych - w większości - starań prawidłowego wykonania owych ćwiczeń.
Po raz pierwszy przez tydzień biegałam codziennie i treningowo przebiegłam 88 km + 10 km w zawodach. W międzyczasie był bal do białego rana i wspólne szaleństwa taneczne. Biegacze dali popis wytrwałości, jako jedni z ostatnich opuszczaliśmy parkiet :-) Trening w Nowy Rok wykonany został wyłącznie siłą woli, dzięki zbiorowej moblizacji grupy. Ciekawsze było noworoczne popołudnie.
Spora grupka uczestników obozu wzięła udział w morsowaniu, z czego dla większości był to debiut.
Przyznam, że nie wykazałam się nadmiernym hartem i jako jedna z pierwszych opuściłam jeziorko. Jednak dla mega zmarzlucha jakim jestem i tak cudem było przełamanie się i wejście do wody. Początkowe uczucie jest straszne, ból okrutny (jakby ciało cięto nożami, pierwsze skojarzenie jakie mi wówczas przyszło do głowy), potem ciut lepiej, ale i tak boli. Stan po wyjściu z wody - niesamowita energia.
Plan do wykonania na zimę - nawiązać kontakt z warszawskimi morsami i powtórzyć kąpiel.
Czego sobie życzyliśmy przy pożegnaniach? - spotkania na kolejnym obozie :-)
Mimo dużych obciążeń treningowych, w biegu sylwestrowym do poprawienia życiówki na 10 km zabrakło mi 3 sekund, a jeśli uwzględnić, że ok 10-15 sek straciłam na zatrzymując się przy mającej kłopoty zdrowotne biegaczce, to właściwie pobiegłam rewelacyjnie. I to praktycznie bez większego wysiłku, cały czas z dużym zapleczem sił, pozując do zdjęć obozowym fotografom :-)
Większość uczestników obozu wybiegała lub wyrównała swoje życiówki.
Kupując przed wyjazdem odzież i buty taniej hiszpańskiej firmy miałam nadzieję, że lepiej zainwestować w obóz niż drogi sprzęt. Dziś jestem tego pewna. A dodatkowym bonusem była frajda spotkania innych pozytywnie zabieganych :-)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2013-01-03,07:29): Wystarczy jeden taki "obóz", żeby zmienić, błędne mniemanie, że nie da się trenować w grupie biegaczy, o różnym stopniu wybiegania....Grażyny nie widziałam, chyba z 15 lat...ale nic się nie zmieniła:))
|