2008-03-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Warszawskie Biegi Górskie 4/4 oraz samotny KNUR (czytano: 303 razy)

Tak, jestem przed sobotnim biegiem w Falenicy w optymistycznym nastroju. Mimo padającego deszczu. Sądzę, że będzie łatwiej biegać, bo piach nie będzie taki sypki. Jest dość ciepło jak na tę porę roku, są jakieś wichry, ale na wydmie nieodczuwalne. Robię fajną rozgrzewkę, ale parę minut opóźnienia na starcie w tym deszczu wychładza mnie, szczególnie nogi. Ruszam dość dziarsko i czuję te drętwe mięśnie ud, mokre spodnie. Sądzę, że to minie. Pierwsze kółko poszło nieźle, w czasie zbliżonym do tego, które zrobiłam dwa tygodnie temu, gdy była życiówka. Na drugim kółku dopadają mnie niechciejstwa. Pusto. Nikogo za mną, nikogo przede mną. Nie chce mi się. Mokry piach zamiast dawać utwardzoną nawierzchnię lepi się do butów, więc razem tworzą spory ciężar do przenoszenia, jest ciężko. Drugie okrążenie kończę z 2-minutową stratą i bez woli walki. Ostatnie kółko jakoś mnie lekko mobilizuje, ale sił nie mam zupełnie. Tylko na ostatnim podbiegu i zbiegu walczę, bo pojawiają się na trasie osoby wolniejsze, które chyba dubluję, pojawiają się Benek i Wawer, którzy mi kibicują. Metę osiągam w fatalnym czasie 55:51 przemoczona i zupełnie zniechęcona do biegania.
W niedzielę ze względu na licznie odbywające się w kraju zawody na swoją poranną wycieczkę biegową ruszam sama. No prawie. Ze mną jeszcze Trzech panów w łódce (nie licząc psa) oraz Pat Metheny. Mam też duży zapas napojów - niby mam ćwiczyć mięśnie ramion, ale już po pół godzinie ręce mi od tego drętwieją, omdlewają, w końcu po trzech kwadransach zaczynam upijać, żeby mi było lżej. Wicher wieje, słońce przebija się przez chmurzyska, a ja znów nie mam motywacji do biegania ciągłego - robię sobie co jakiś czas przerwę na marsz. Po trzech godzinach okazuje się, że zrobiłam nieco powyżej 25 km. Do domu wracam naprawdę wypluta, cały dzień nie mam na nic siły, poleguję, odpoczywam, lekko przerażona swoim stanem piszę rozpaczliwego mejla do mojego trenera...
fot. Dorota Świderska (www.maratonczyk.pl) - optymistyczny nastrój przed falenicką klęską
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |