2015-12-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Projekt X (czytano: 564 razy)

Planowałem to już kilka lat, a to brakowało ochoty a to było coś do załatwienia a to kolizja z treningiem a właściwie przerażało mnie to wszystko. Ten tajemniczy projekt nie skrywa jakichś wielkich zamierzeń typu wystrzelenie rakiety na księżyc, spotkanie z UFO czy nawet sex z nieznajomą. Od jakiegoś czasu myślę jak połączyć przyjemne z pożytecznym i biegać do pracy i z powrotem. I nie chodzi bynajmniej o te banalne 14 km w jedną stronę, już kiedyś udało mi się przebiec taki dystans więc jakoś go i teraz zmęczę. Cały problem leży w logistyce i aprowizacji. Idąc po kolei: wybiegam z domu powiedzmy o 5:30 żeby być w pracy około 7:00. Oczywiście nie ma czasu na śniadanie w domu. Zabieram kanapki do plecaka. Mam na sobie strój biegowy raczej nie przydatny w pracy zabieram koszulę (wyprasowaną) , spodnie ( na szczęście nie w kancik) i bieliznę do plecaka. Jak sądzę przybiegnę zziajany i nieświeży zabieram ręcznik, dezodorant i wodę toaletową (opakowanie szklane) do plecaka, część z tych rzeczy mam na szczęście w wersji samolotowej opakowanie < 100ml. Do tego normalne rekwizyty cywilizowanego człowieka, zabieram do plecaka: telefon, portfel, portmonetkę w sumie dobre pól kilo. Plecak już się robi nieprzyjemnie wypchany i dość ciężki, oceniam całość na około 2 kg. W pracy muszę czasem wyjść na zewnątrz, nie zabieram kurtki, swetra i butów do plecaka, to wszystko zostawiłem czujnie w piątek w pracy. Przybiegam do pracy i co dalej, gdzie się przebrać ? W pokoju służbowym a co będzie jak ktoś wejdzie? Kolega z pracy, sprzątaczka czy może jakaś piękna koleżanka, po prostu obciach. Zamknąć się w pokoju? W sumie wyjdzie na to samo. Zdecydowałem się na służbową toaletę, krąg zainteresowanych zawęża się do sprzątaczki i kolegi z pracy, obciach mniejszy a i tak jakoś się muszę umyć i przebrać. Pozostaje delikatna kwestia dotarcia do łazienki z rzeczami do przebrania, życzliwi koledzy zawsze mogą się spytać z politowaniem czy żona mnie wyrzuciła czy może mam awarię wody w domu. No i na koniec co zrobić z przepoconymi rzeczami, rozwiesić w pokoju na krzesłach zapakować z powrotem do plecaka czy zamknąć do szafy. Po prostu ffuujj….!
Z powrotem jest o tyle prościej, że nie muszę się myć a przebrać się mogę jak wszyscy już wyjdą bez niepotrzebnego kibicowania.
A więc rzuciłem się na głęboką wodę! W piątek do pracy podwiozła mnie żona kręcąc głową z niedowierzaniem, po pracy przebrałem się dyskretnie, zapakowałem koszulę, telefon, portfel i portmonetkę do plecaka a resztę rzeczy zostawiłem w pokoju i ku zdziwieniu kilku maruderów skierowałem się do wyjścia w stroju biegowym. Niby wszyscy wiedzą, że biegam ale traktują to bardziej wirtualnie, czasem obejrzą jakieś zdjęcie czy medal, który im pokażę i to wszystko a tu nagle na korytarzu facet w opiętej koszulce i w rajtuzach , a to ci dopiero! Wybiegam na dwór a tu pogoda do niczego, psa by nie wyrzucił za drzwi ale kości zostały rzucone. Przeraźliwy, porywisty i lodowaty wiatr i mżawka. Biegnę 2 km ul. Żwirki i Wigury do Poleczki. Póżniej 2 km Poleczki do wiaduktu nad torami, plecak niby jest lekki ale wypakowany i pękaty, podskakuje i kiwa się na boki nieprzyjemnie tak, że ciągle muszę go poprawiać lub przytrzymywać którąś ręką. Na 7 km dobiegam do Puławskiej ale biegnę równoległą uliczką, żeby nie widzieć i nie czuć korka na ulicy. Po następnych 2 km dobiegam do autostrady , ale oczywiście przejście jest zagrodzone ekranami akustycznymi. Z 10 minut biegam wzdłuż nich szukając przejścia do chodnika, wszystkie furtki techniczne są zamknięte. Nie pozostaje nic innego jak wrócić do Puławskiej na przejście dla pieszych . W sumie nadkładam ponad kilometr drogi , nie ma sprawy. Na Puławskiej korek, nawet nie zdawałem sobie sprawy jadąc samochodem, że jest tak głośno , śmierdzi spalinami a samochody jadą wolniej niż ja biegnę. To kolejne, ciekawe życiowe doświadczenie. Do domu zostaje mi jeszcze jakieś 5 km. Dobiegam do celu po 1godz. 20min. w sumie wyszło ponad 15 km. Jak na razie Projekt X przebiega zgodnie z założeniami.
W poniedziałek wstaję jak zwykle ale wsadzam śniadanie do plecaka, koszula, spodnie, bielizna i ręcznik plus parę drobiazgów do higieny. Robi się z tego niezły ciężar i pokaźnych rozmiarów plecak. Wybiegam z domu 5:30 na dworze mży zimny deszcz, jest 2 st.C . Nie ma co się rozczulać. Biegnę tą samą trasą co w piątek ale nie tracę już czasu na szukanie drogi przy autostradzie, plecak związuję sznurkiem na piersiach jest stabilniejszy i nie podskakuje już tak jak przedtem. W pracy jestem 6:40, zrobiłem prawie 14 km, jest nieco czasu, żeby ochłonąć i się ogarnąć bez publiczności. Rzeczy trochę suszę na grzejniku później w szafie, w sumie nie jest źle.
Można powiedzieć, że projekt odpalił. Jak będzie później zobaczymy . Jeśli wytrwam to na pewno wprowadzę jakieś usprawnienia . Wyraźna korzyść jest taka, że nie muszę tracić czasu na trening , mimo ze czas podróży jest 2 razy dłuższy niż samochodem a to przecież prawie 30 km dziennie. Nigdy bym w tygodniu nie wygospodarował tyle czasu na trening!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Inek (2015-12-15,09:41): Gratulacje!!! jacdzi (2015-12-15,17:40): :-)
Andrea (2016-01-02,21:25): Janek, teraz już wiem dlaczego masz takie dobre wyniki i trzymasz wagę biegową. Gratulacje! Życzę Ci aby Ci nie przeszło! Walcz codziennie z takim dystansem!
|