2007-11-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| ” Jarek, ale ty nie masz szybkości…” (czytano: 174 razy)

2001 mało biegam… dlaczego… sam nie wiem… do dziś… obrażony na cały świat… na siebie… rodziców… trenera… jednym słowem na wszystkich i na wszystko.
Zima… nie przepracowana … im sezon dłużej trwa tym szybciej nadrabiam zaległości…
MMP 3km przeszkody… 9.11.73 miejsce 6… nie narzekam…
W tym roku rozstaje się z trenerem Januszem…
Biegam na jesień ulice… Parzymiechy …, Chromik…, Będzin…
2003 zaczynam poważnie trenować… nie wiem czy słowo „poważnie”, to nie za małe słowo…
Styczeń …535,9 km…
luty… chory… wiec tylko 350,1km…
marzec…423,2km…
Jestem coraz szybszy… w głowie mam słowa Tr. JANUSZA… ” Jarek, ale ty nie masz szybkości…” , niestety nie mogę się z tym zgodzić… brakowało mi wytrzymałości szybkościowej… poprawiłem to…
Dla przykładu trening: owb1-3km, R- 20’, RYTM- 3x100m, WTK-300m (43,5’’) p-4’, 2x500m (1.13”, 1.14”), p -4’, 2x300m (44’’, 44,5’’) przerwa oczywiście w truchcie 400m. Na koniec 2km truchtu. Kto nie ma szybkości??
Sprawdzam się na 600m… i dziwie się sam sobie… 1.26,5… hmmm … jestem mega szybki… ale na 1500m znów biegam… 4.00. ??... kolejne starty… 800m… i sam siebie zadziwiam 1.56.43…
AKADEMICKIE MISZTRZOSTWA POLSKI… 3000m… 8.27.67 kolejny rekord życiowy, ale znów 11 miejsce. Na pocieszenie dostaje medal brązowy – rywalizacja wśród AWF-ów.
Przyszedł i czas na poprawienie 1500m… jadę do Bielska…nie cierpię tego stadionu… od kiedy pamiętam zawsze tam wieje i jest zimno. Staje na kresce… biegnę… na mecie melduje się 4… ale z wyniku jestem zadowolony… 3.55.93.
Każdy chyba marzy aby biegać poniżej 4min. … ja, od tamtego dnia marze, aby biegać poniżej 3.50!!!
Na początku lipca wracam znów do Bielska. Tym razem MPS. Tłukę się z tyłu stawki w biegu na 5000m. Ile nabiegałem… 14.43.19… miejsce… 15!... chyba przed ostatnie… nic nie poradzę trenuje dalej…
W sierpniu… biegam … szybko… 150m-18.9, 100m-12.4, 150m-18,00 i… nadrywam mięsień dwugłowy w prawej nodze… trzeci raz w karierze!! Miesiąc bez biegania… potworny ból… problemy z poruszaniem. ZNOWU!!
We wrześniu… już biegam… chyba trochę za szybko… jadę do Piekar… Wadowic… Knurowa… Lublińca… Mysłowic… znów Wadowice… Ruda Śląska… Jastrzębie… kończę sezon duży niedosyt pozostaje.
Jak pozostaje niedosyt … trzeba coś z nim zrobić… rok 2004 rozpoczynam od obozu w SPALE… podsumowuje kolejne tygodnie w styczniu… 150km, 132,9km, 157,4km, 105,5km dalej luty… 182.5km … myślę… paranoja.
Zaczynam sezon startowy od biegu Korfantego… wygrywam…podobno robie rekord trasy… czuje się jak gwiazda… wywiady… zdjęcia… w Krapkowicach… znów nieźle 31.06 hmmm 3 miejsce…
Bieżnia… 3000m -8.20.82 … bardzo mile się zaskoczyłem… pewnie nie tylko siebie… tydzień później… 3.53.49… w Krakowie … i znów niespodzianka … też zresztą miła… bardzo miła…
Przeprowadzam się do Poznania… takie życie… tam mieszkam… pracuje… trenuję.
Malta niedaleko… więc warunki mam niezłe… przygotowuje się do MMP na 10000m… nadchodzi 8.08.2004 r…. stresuje się jak nigdy wcześniej… bieżnia… 10km… będzie ciężko… żar leje się z nieba… wyruszam. Kończę na 4 miejscu… sekunda do 3… znów mnie medal omija… i to tylko o włos… czas 30.36.
Wrzesień MMP w Gdańsku na 5000m- 14.31.33… 1500m- 3.56….
Kończę z bieżnią…
Już tradycyjnie biegnę w Knurowie…Parzymiechach… pojawiam się w Mysłowicach… Wadowicach… Brennej… pierwsze zawody za granicą… Ruda Śląska… Ostrów Wlkp. …
Zapomniałem dodać… wracam na kochany Śląsk… na znane ścieżki biegowe… tutaj się najlepiej czuje… tu mi dobrze…
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |