Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [12]  PRZYJAC. [63]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
renia_42195
Pamiętnik internetowy
"Narzekałem, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem człowieka, który nie miał stóp". - James Barrie

Renata W.
Urodzony: 19..-02-01
Miejsce zamieszkania: okolice Poznania
178 / 207


2013-01-22

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Roziskrzony śnieg słyszę pod stopami... (czytano: 417 razy)

 

Cisza wokół, a pod nogami słychać skrzypienie śniegu : ) Świeżego i nieskazitelnie białego… : )

Cisza jest we mnie, taki spokój o jakim człowiek marzył po kilku małych burzach… jest wreszcie we mnie… A uczelnia na chwilę poczeka… nie zając – nie ucieknie : )

Roziskrzony śnieg zachęca do pokonywania następnych kilometrów… I śnieg pada wciąż i jest zwyczajnie bajecznie : )

Mam jedną małą przypadłość – gdy jestem w podróży, nieważne jakim środkiem lokomocji (tramwaj, samochód czy rower) uwielbiam zaglądać, tak bardzo delikatnie ludziom w okna. Widzę ich zwykłą codzienną krzątaninę. Ktoś czyta książkę, ktoś ogląda TV, a jeszcze ktoś inny krząta się w kuchni i przygotowuje posiłek… takie zwykłe codzienne życie.. Lubię przyglądać się ludziom właśnie w czasie podróży jaką przebywam. Ale najbardziej wtedy, gdy za oknem jest wstrętna pogoda – może lekko im zazdroszczę tego, że oni są w ciepłych domach a ja jestem w podróży do mojego celu? Może? A może nie? Nie wiem…

I właśnie ten roziskrzony śnieg słyszę pod stopami i wokół siebie zauważam totalną pustkę. Wszyscy w taka pogodę siedzą w domach i raczej nie ma co liczyć na spotkanie kogoś idącego – nie w tej miejscowości. Tutaj prawie wszyscy pokonują drogę do… sklepu, kościoła czy apteki samochodem. A pieszo to nikt prawie nie chadza. Tylko my biegacze i spacerowicze z psami udeptujemy chodniki zaśnieżone…

I dlatego w czasie biegania panuje tutaj taka cisza… I można zaglądać ludziom w okna, gdy się jest samemu w podróży na własnych nogach. Oni siedzą w cieple, oglądają TV lub wykonują inne swoje codzienne czynności, a ja klepię swoje kilometry na mrozie i w śniegu po kostki : )

A może trzeba było nie wychodzić z domu? Tez posiedzieć w cieple i poczytać coś na uczelnie? Ale czy wtedy mogłabym zobaczyć moją miejscowość uśpioną o godzinie 18-stej? Coś co nie może się prawie wydarzyć w dużym mieście? Gdzie życie biegnie zupełnie inaczej, intensywniej?

Biegnę po mojej mieścinie… Psy szaleją za płotem (jedyna aktywna forma życia) i po za śniegiem rozbieganym pod stopami czuję radość z tego, że tutaj właśnie mieszkam i tutaj właśnie mogę biegać : ) czuję taką dziecięcą radość z tego, że biegnę po śniegu, że biegnę po ścieżkach mało uczęszczanych przez pieszych. Czuję radość z tego, że może na mnie też ktoś spogląda z okna i pomyśli sobie: „wariatka, w takie zimno biegać musi”…

Oj, nic nie musi… Ale chce i to bardzo chce : ) Bo lubię biegać, może niekoniecznie szybko… Ale wyjście z domu pozwala naładować „akumulatory” pozytywną energią… pozwala przemarznąć i docenić ciepło domu po powrocie z treningu : )

I chyba to jest piękne w trenowaniu zimą – wyjście z domu mimo mrozu, pomimo śniegu opadającego z nieba i świadomości, że można było posiedzieć w domu przy kominku, a nie wlec całej siebie na mrozy… : )

Nie lubię zimna, ale uwielbiam powroty do domu. I żeby je docenić muszę z tego domu w jakiś sposób wyleźć, by móc wrócić i poczuć ciepło domu… innej możliwości nie ma : )



Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Kaja1210 (2013-01-23,06:51): 7 lat temu przeprowadziłam się z miasta na wieś. Tu ludzie raczej przemieszczają się rowerami. Jedynymi biegaczami jesteśmy mąż i ja. Biegam od maja 2011 w tym czasie spotkałam na swoich ścieżkach 3 biegaczy, precyzując - 3 razy osobę biegającą. Szału nie ma. Miejscowi pewnie myślą o nas tak jak to ujęłaś - wariaci. Ale to nie ma znaczenia. Ważne jest poczucie wolności, o którym piszesz. Muszę tylko dodać do tego taką szczyptę romantyzmu pożyczoną od Ciebie.
Namorek (2013-01-23,09:04): Obecne bieganie zwłaszcza po chodnikach , po mieszaninie śniegu i soli daje odczucia podobne do biegu po plaży . Stopy tak samo uciekają w tył . Nie jest łatwo . Można się umęczyć - Moje odczucia z wczorajszego biegu po chodnikach Poznania :-)
Marysieńka (2013-01-23,09:35): A ja kocham zimno ale powroty do domu kocham jeszcze bardziej:))
jacdzi (2013-01-23,09:47): Skrzypiacy snieg to niezle warunki dla biegacza, oznacza mrozik a wiec brak chlapy lub lodu. Niech wiec skrzypi nam.
paulo (2013-01-23,14:57): też lubię pola, lasy, łąki i tę ciszę, a najlepiej jak jestem sam na łonie przyrody. Wtedy mogę prawdziwie porozmawiać ze sobą.
renia_42195 (2013-01-23,19:08): Nie wiedziałam Kasiu, że można we mnie znaleźć romantyzm :) Myślałam, że ja taka "złośliwa baba" jestem ;)
renia_42195 (2013-01-23,19:10): Można się umordować ;) I aż cud, że się człowiek nie połamał jeszcze :) Tfu, trzy razy przez lewę ramię ;)
renia_42195 (2013-01-23,19:12): Marysieńko, Ty jesteś "niesamowity" egzemplarz ;) Ja też kiedyś lubiłam zimno (dawno, dawno temu), ale chyba się starzeję i lubię się teraz wygrzewać ;)
renia_42195 (2013-01-23,19:14): Pawle, te rozmowy ze samym sobą są najlepsze :) Dzisiaj wielu woli zagłuszyć siebie samego...
renia_42195 (2013-01-23,19:15): Ten odgłos skrzypiącego śniegu jest fantastyczny... Gdyby tak się jeszcze dało to pogodzić z dodatnimi temperaturami ;)







 Ostatnio zalogowani
michal.r
14:27
klewiusz
14:25
arco75
14:22
kryz
14:16
gadom1990
13:36
gup-szy
13:22
Wojciech
13:15
romano071
12:51
Gryzli
12:46
maur68
12:40
Stacewicz1
12:27
edgar24
12:20
marwil
12:16
młodyorzech
12:07
kostekmar
11:55
biegacz54
11:46
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |