2012-06-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Dieta to jest bitwa... (czytano: 255 razy)

Jest wtorek, roku pańskiego 2012, pogoda bez zmian, szaro, buro i... deszczowo. Wstałem jak zwykle o 5:00, szybka higiena, szmatki i na rower. Za oknem na szczę¶cie bez deszczu więc nie musiałem zmieniać planów na trening. Ruszyłem spokojnie pod górkę, trening miał być tak na OWB1 i tylko rower, bez żadnych forsowań, czy ł±czenia z bieganiem. Niestety jak tylko wjechałem na górę... deszcz, nie ulewa, ale delikatne kapanie, momentami silniejsze i tak do końca treningu. Dystans 41 km ze ¶redni± prędko¶ci± 27 km/h. Na koniec myjnia pod domem (na szczę¶cie tak± mam :-)) Cały czas walczę z wag±... jak lew :D Dieta wysoko-białkowa, lub inaczej nisko-węglowodanowa :-) Niestety idzie opornie. Nic nie poradzę, że lubię je¶ć :D To jeszcze nic... ale nie zawsze zdrowe, np. z jarzyn najbardziej lubię... golonkę :D , a do tego jestem strasznym łasuchem. Choć teraz od kilku tygodni to ze słodko¶ci jedynie kilka razy zjadłem „mieszankę studenck±” i jakie¶ owoce. Najgorzej jest wieczorem, gdzie po 18:00 nie powinienem już nic je¶ć, a wtedy mam największe ssanie w żoł±dku ! Niestety dolegliwo¶ć współczesnego ¶wiata, praca do 18:00 a potem obiado-kolacja, czyli... wyżera do kwadratu, grille, piwo itd... Walczę z tym, ale nie jest łatwo. Do zawodów w Suszu 25 dni, oby zrzucić jeszcze 2-3 kg i będzie dobrze :-) A jutro pływanko na żwirowni i może z 5 km bieg...!?
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu jacdzi (2012-06-14,23:10): Moja slabosc to slodkosci. Nie mam szans w tej walce. Viper (2012-06-15,06:45): Tak, tak... też co¶ mogę na ten temat powiedzieć :-)
|