Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [16]  PRZYJAC. [15]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
sikoras
Pamiętnik internetowy
"Jak się jest takim pesymistą jak ja, to można się tylko śmiać" S. Tym

Jacek Sikorski
Urodzony: ---
Miejsce zamieszkania: Piła
3 / 47


2011-11-11

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
„Gdzie jest Orzeł?” (czytano: 373 razy)

 

Na to pytanie zadane krzykiem w piątkowy wieczór przez kibiców na stadionie we Wrocławiu najlepiej odpowiedział sekretarz generalny PZPN, znany autorytet moralny - Zdzisław „nigdy nie latam trzeźwy” Kręcina. Kasa, misiu, kasa… Zjazd innej grupy stadionowych zadymiarzy w Warszawie też zakończył się dla „naszego ptaka” kiepsko – na pewno głównym punktem obchodów święta nie okazał się hołd dla Romka Dmowskiego - „Marsz Niepodległości” MW i ONR napotkał zjednoczone siły „kolorowych” wzbogacone mocami zagranicy (obrazek rodzajowy: obywatele Niemiec tłukący w stolicy kraju, w dniu naszego święta narodowego naszych rodaków - członków grup inscenizacyjnych, ubranych w stroje z epoki…) wynikiem czego wzajemnie częstowano się kostką brukową, petardami przy drogich fajerwerkach z wozów TVN Meteo, Polsatu czy TVP. Czy to jakaś, za przeproszeniem – Uganda? Na szczęście w Polsce mieszkają również normalni ludzie, którzy zajęli się „świętowaniem” a nie „obchodzeniem”: na wesoło, sportowo, kulinarnie – bo kto powiedział, że patos, medale, przemowy – są bardziej patriotyczne od przykładowo 625 osób, które przybyły do podbydgoskiej Łubianki, by uczcić pamięć o przodkach, poświęcając im godzinę swojego wysiłku? Związek wydaje się nawet bliższy – nasi rodacy zimą roku 1919, na pierwsze wybory w wolnej Polsce (frekwencja 78%!!!) potrafili maszerować godzinami w mrozie, głodni, brudni i często bez butów. Nam żadnej z tych rzeczy nie brakuje i choćby za to zrewanżujmy się im naszą pracą – niekoniecznie w trakcie wyrywania kostki z chodników przy warszawskim Placu Konstytucji. Wróćmy może lepiej do biegania – udaliśmy się do Pigży 9 osobową „mechaniczną” grupą, którą sformował niezawodny dr Jan Polcyn. Chłopcy przygotowywali się do biegu w trakcie wczesnogodzinnych jednostek treningowych, co stanowiło najlepszą szkołą charakteru – jakże potrzebnego często w trakcie rywalizacji z samym sobą. Wyruszyliśmy z Piły o 7 rano, po drodze zabraliśmy z Osieka Janka i powolutku (na co zżymał się ksiądz Krzysztof) dojechaliśmy bez większych przygód (jeśli zapomnimy o kierowcy litewskiego tira, który wyprzedzał nas na podwójnej ciągłej, pod górkę i prawie wjechał nam tyłem na maskę – ciekawe ile miał %?) na miejsce. Czasu zostało jeszcze dużo, więc zajęliśmy się spożywaniem śniadanka, a od 10 mogliśmy się zapisać do biegu lub potwierdzić wcześniejsze internetowe zgłoszenie. Bieg z Łubianki do Pigży to jeden z niewielu, gdzie nie pobiera się opłaty startowej i dodatkowo pierwszy raz zdarzyło się, że mogliśmy wybrać sobie numer startowy – oczywiście z tych wolnych, jeszcze nieprzypisanych. Pamiętając o starej chrześcijańskiej zasadzie, że ostatni będą pierwszymi – zapodałem osobiście ostatni numer startowy – 800. Nie wiem o jakiej zasadzie myślał Bartek Kania („Faust” i Goethe?! – czy uczeń klasy 2 informatyka może kogoś takiego znać?!), ale chyba nie o chrześcijańskiej bo chwycił w ręce nr 666. A to ci bestia, dowcipniś! Ale coś może musiało być na rzeczy (oddam duszę za … dobry wynik :), bo nie licząc piszącego te słowa – z naszej ekipy dotarł do mety pierwszy (czas 50 minut i 12 sekund, 195 miejsce ogółem). Ksiądz Krzysztof patrzył na to wszystko ze stoickim politowaniem, a Bartek utrzymywał, że to pomyłka, bo jak wybierał to widział numer 999... Na start przewożono nas autobusami i tam spotkałem całą pilską ekipę, która się gdzieś w międzyczasie zagubiła w akcji (oni twierdzili, że to ja się zgubiłem, ale czy można za zgubę uznać kogoś – kto
w szkolnej świetlicy oddaje się lekturze?). Start się lekko opóźnił, ale to w wyniku oczekiwań na kolejnych dowożonych zawodników, a dzięki temu mogliśmy wysłuchać expose wójta. Po starcie biegliśmy razem z Jankiem około 3 km, ale kiedy dopadł nas Bartek Kania z pytaniem czy może się przyłączyć postanowiłem dać delikatnego dyla. Co by potem na WF nie opowiadał za szeroko…. Mam taką zasadę, że się w czasie biegu nie oglądam za siebie, tak więc dopiero na finiszu zacząłem się rozglądać za naszymi. 18 sekund po wspomnianym już wcześniej Bartku, mieliśmy następnego z naszego teamu – Piotrka Kosteckiego (50,30 i 200 miejsce), a po kolejnych 12 na stadionowej mecie zainstalował się Janek Polcyn (m. 203). Następnym pilaninem, który dobiegł do finiszu w czasie 52,32 okazał się facet, który nie przyjechał z nami, za to absolwent naszej szkoły – Adrian Deja. Cóż za miła niespodzianka – nasz wychowanek, który biegowe szlify zdobywał pod okiem swojego wychowawcy (ponownie - Jan Polcyn) – przyjechał specjalnie na imprezę zabierając ze sobą kolejną niespodziankę. Takową okazała się Milena Jachczyk (m. 488, czas - 1:00,42), która w maju odbierając świadectwo ukończenia „Mechanika” czyniła to ze statusem „zwolnionej z WF” – a tu proszę – bez problemu pokonała 11 kilometrów trudnej trasy. A nie było łatwo: podbiegi, zmiana nawierzchni (od asfaltowej, przez bruk, szutry, piaski po trawę) kilkadziesiąt metrów po dziedzińcu średniowiecznego zamku w Bierzgłowie; do tego zimne, ostre jak brzytwa powietrze, naprawdę masakryczny podbieg kończący malowniczy wąwóz na 9 kilometrze – to wszystko nie powstrzymało kolejnych śmiałków z Piły. Na metę wpadali kolejno: Karol Szulc 2I – m.283, czas 53,24; Dawid Paleń 2I – 366 / 55,39; Mariusz Włodarczyk 2I – 385 / 56,21; Dominik Wiśniewski 3I – 425 / 58,20 i jak przystało na porządnego kapitan co to „z pokładu schodzi ostatni” - ks. Krzysztof Karwasz 536 / 1:04,06. I proszę się nie dziwić temu ostatniemu – jak przystało na dobrego pasterza, pilnował by nic złego nie stało się po drodze jego owieczkom, a musimy też pamiętać o bardzo ciężkiej kontuzji jakiej uległ
i dopiero wraca do swojej normalnej formy. Braliśmy udział również w klasyfikacji drużynowej – nie chciano nas przypisać do jednej ekipy, musieliśmy się „sztucznie” podzielić na dwa odrębne zespoły: KS „Mechanik”
i KB „Mechanik”. Ten pierwszy zajął 20, a drugi 22 miejsce na 28 sklasyfikowanych drużyn. Nie to było jednak najważniejsze tego dnia – dla mnie sukcesem był wspólny wyjazd uczniów i belfrów, dedykowany naszym przodkom przez włożony wysiłek, a nagrodzony udanym piątkowym popołudniem i pięknym medalem z podobizną Ignacego Mościckiego. Pokazaliśmy, że Święto Niepodległości można obchodzić normalnie, z uśmiechem na twarzy, Orłem w sercu (tutaj jego miejsce) i zadumą w głowie. A na koniec z uczuciem dobrze spełnionego obowiązku i miłym zmęczeniem w mięśniach, wróciliśmy do naszych rodzin. Osobiście świętowałem dalej z Robertem Górskim (KMN) i jego genialnymi częstokroć komentarzami do naszej rzeczywistości.










Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
romangla
21:42
rys-tas
21:31
Stonechip
21:13
aktywny_maciejB
21:02
uro69
20:50
42.195
20:34
czewis3
20:32
MEDA
20:32
Bartuś
20:29
jantor
20:07
DAntoni78
20:04
chris_cros
20:02
romelos
19:43
henry
19:39
ziutek58
18:51
eferde
18:32
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |