2011-06-08
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| rower i... golf? (czytano: 573 razy)

W sobotę po triathlonie nie wróciłem do domu, tylko zostałem u znajomych w Geteborgu z którymi już bardzo dawno się nie widziałem, a było tak miło, że uległem namowom i zostałem u nich aż do poniedziałku. Wtedy też miałem startować w wyścigu kolarskim, którego trasa gdzies koło 78km przebiegała 800m od ich domu. Oczywiście znajomi przejawiają już też objawy infekcji biegowej, którą ustawicznie w nich podtrzymuję, ale ostatnio zafascynowali się golfem i oboje poszli na specjalny kurs. Ja jakoś do tej pory nie lubiłem tego sportu i na namowy starszych kolegów z pracy odpowiadałem, że dla mnie przy golfie jest za niski puls :) W niedzielę jednak nie wypadało mi odmówić i chętnie wyciągnąć powybijać trochę piłeczek na „driving range” (takie duże pole do ćwiczeń). Jakie było moje i ich zaskoczenie, kiedy już w pierwszym podejściu posłałem piłeczkę na 75m. Nie jest to może niebywałe osiągnięcie (Tiger Woods posyła piłki pod 300m nie wspominając już o precyzji), ale i tak sprawiło mi radość. Oczywiście kiksy się zdażały i czasem piłka leciała w bok lub toczyla się 3m ode mnie, ale 8 na 10 leciało naprawdę daleko. W sumie wystrzelaliśmy po około 200 piłek. Techniki nie mam żadnej, więc i zaczęły mnie boleć plecy. Mimo tego że robiłem tylko połowiczny zamach (przy pełnym nie trafiałem w ogóle w piłeczkę ;)) średnia odległość posyłanych piłek oscylowała koło 100m a najlepsza poleciała gdzieś na 170m. A najbardziej mi się podobał fakt, że szło mi lepiej niż im jak zaczynali :) I widziałem jak ich to trochę denerwuje. Śmiałem się do nich, że muszą zacząć trenować triathlon by poprawić się w golfie ;)
6.06 (w tym roku poniedziałek) jest świętem narodowym w Szwecji i jest dniem wolnym od pracy. Przy tej okazji rozgorzała w radiu dyskusja na temat dni wolnych. Wielu się zastanawiało jak mają świętować skoro następnego dnia trzeba iść do pracy! Wtorek też powinien być wolny, co by był czas aby wytrzeźwieć :) W sumie to i racja. W radiu zastanawiali się na głos jak można spędzić te święto nie upijając się i właściwie co to jest za święto... A jest to święto ichniejszej flagi państwowej / mało kto o tym wie. Na szczęście nie wszyscy Szwedzi się upijają i jest całkiem sporo takich co mają ambitniejsze plany świąteczne. Między innymi dla takich osób lokalny klub kolarskich mastersów organizuje zawody rowerowe dla calych rodzin. Trasy od 1,2km dla najmłodszych, poprzez trasy rodzinne 24km z piknikiem w połowie trasy, do tras liczących 60 i 100km. Ta najdłuższa jest dotatkowo bardzo pofałdowana i ma ponad 1000m stronych podjazdów i zjazdów. Robiłem tą trasę również rok temu i pokonanie jej zajęło mi 3h14min. Teraz bardzo chciałem się poprawić.
Dzień się rozpoczął normalną pompą z nieba i przez chwilę zastanawiałem się wyjeżdżając z garażu czy może jednak nie zawrócić, ale takie głupie myśli szybko mi przeszły. Jeśli myślę o zawodach ironman, to pogoda nie powinna być dla mnie przeszkodą. Im bliżej byłem startu tym mniej padało, a w końcu przestało w ogóle. Tylko asfalt na niektórych odcinkach trasy pozostał mokry. Z tego wszystkiego zapomniałem się posmarować kremem z filtrem.
Start elity zaplanowany był na godzinę 9.00 z terenów koszar wojskowych. Po odśpiewaniu hymnu państwowego i wystrzale armatnim zawodowcy ruszyli na tresę prowadzeni początkowo przez grupę żołnierzy na starowawnych rowerach wojskowych.

Ci żołnierze, to raczej nie były elitarne jednostki :)
Po dwóch kilometrach żołnierze zawrócili by poprowadzić amatorów, a zawodowcy ruszyli na trasę pełnym gazem. Dla nas też sygłał startu dano armatą i ruszyliśmy w żółwim tempie za grupą może już co nie co zmachanych starszych zółnierzy z niezłymi brzuszkami. Rany jak się to ciągnęło. A już tak się chciało przyśpieszyć :) W końcu zjechali i od razu tempo wzrosło. Na początku grupa była dość zwarta lecz w pewnym momencie czołówka wyraźnie przyśpieszyła a ja zostałem w tyle. Próbowałem ich dogonić, ale dystans cały czas zostawał taki sam. Na każdym podjeździe od grupy odpadało kilka osób, które doganiałem, ale do czołówki cały czas nie mogłem się zbliżyć. Ale też nie traciłem dystansu. Przekonałem się wtedy jak bardzo trzeba uważać na takie przyśpieszenia grupy, by nie zostać w tyle, bo potem trzeba całą robotę wykonywać samemu, a to kosztuje siły. Na zjazdach strasznie się boję i nie lubię jechać zbyt blisko innych kolarzy. Nie widzę wtedy asfaltu, boję się, że nie zdążę w porę zareagować jakby coś się wydarzyło przede mną. Prawie zawsze mam ręce na hamulcach, choć i tak prędkość na kilku zjazdach przekraczała 60km/h. Ja mam już wtedy strach w oczach. Na jednym z takich zjazdów na zakrętem zobaczyłem kota siedzącego sobie na drodze jakby nigdy nic... Zastanawiałem się z której strony go minąć aby nie wskoczył mi pod koła... Wybrałem przejazd od strony ogona i całe szczęście. W ostatniej chwili poderwał się w drugą stronę... Wolę nie myśleć co by było gdyby jednak wybrał przeciwny kierunek.
W połowie trasy wjechaliśmy na drugi już ostry podjazd i osiągnęliśmy najwyższy punkt na trasie. Mimo podjazdów i początkowego ślamazarnego tempa średnia wyszła prawie 30km/h -nieźle. Teraz Będzie bardziej z górki a w dodatku końcówka z wiatrem.
Druga część pętli to naprawdę ostre tempo. Utworzyła się nas grupka 4 osób i razem współpracowaliśmy zmieniając się co kilka kilometrów na prowadzeniu. W ten sposób każdy mógł trochę odpocząć. Gdzieś od 92 km prowadziłem po raz kolejny ja. Na około 3km przed metą zjechałem do środka szosy puszczając następnego, aby trochę nabrać sił przed finishem. Ale jakoś nikt nie chciał dać zmiany. Albo już opadali z sił (w co wątpię), albo chcieli je zachować na sam finisz. Nie to nie. Wstałem z siodełka, przycisnąłem i pognałem około 45km/h. Nikt się ze mną nie zabrał :D Oczywiście musiałem potem zwolnić, ale jeszcze przed metą udało mi się wyprzedzić kolejnych dwóch kolarzy. Wynik na mecie jak dla mnie super – 3:01:39 (średnia ponad 32,4km/h) co dało mi 65 miejsce wśród amatorów na 682 sklasyfikowanych na tym dystansie. No i poprawa od zeszłego roku o ponad 13 minut, a to oznacza ponad 7km w tym tempie jazdy. Wiem, że jeszcze dużo można w tej materii zrobić (zwycięzca pokonał tą trasę w 2:26:29 czyli miał ponad 40km/h średnio), ale i tak postęp cieszy.
Na koniec jeszcze potruchtałem 4 km. Oj ciężko było zwłaszcza w tym skwarze, ale jakoś poszło. Plecy tylko dość mocno bolały. Nie wiem teraz na ile bolały od gry w golfa, a na ile od podjazdów. Bedzie trzeba nad tym popracować i przewidzieć trochę ćwiczeń na ich wzmocnienie. Trzeba eliminować słabe ogniwa :)
Za niecałe dwa tygodnie będzie kolejny start w triathlonie. Tym razem na dystansie olimpijskim. Będę chciał powalczyć o czas poniżej 2,5h. Dużo będzie zależało od roweru, a wiem, że trasa jest dość pofałdowana. Może zdąży przyjść nowy rower (oby), ale nawet jeśli tak, to nie wiem na ile zdażę go przetestować i się do niego przyzwyczaić. To będzie zupełnie inna maszyna. Ale o tym napiszę jak w końcu przyjdzie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu tygrisos (2011-06-08,15:47): Gratuluje świetnego czasu - 100 km w tym tempie to juz jest coś! :) Ja dopiero niedawno przejechałem po raz pierwszy 100 km i średnia była dużo gorsza. Ale za to przewyższenia wyniosły prawie 2 km. Tr (2011-06-08,16:07): Tomek golf?? Ta gra dla emerytów? :))) Tr (2011-06-08,16:16): a jakiś taki niewyraźny jesteś na tym zdjęciu u góry. :) tdrapella (2011-06-08,16:48): Spokojnie Iza, tak łatwo pasji nie zmieniam :) Też uważam, że to idealny sport dla emerytów, a na razie się na emeryturę nie wybieram... Jeszcze tylko drugie tyle co żyję :) tdrapella (2011-06-08,16:52): wiem Iza, że nie wyraźne, ale innego niestety nie mam :( Pewnien starszy Pan mi je robił moją komórką, a nie zauważyłem tego od razu, że jest nieostre. Tzn ostrość jest nie tam gdzie trzeba, raczej na tym gościu za mną :) Marysieńka (2011-06-08,18:05): Wielki szacun i gratki:)) mamusiajakubaijasia (2011-06-08,18:26): A kobiety były tam jakieś na trasie? Wyprzedziłeś wszystkie? agawa (2011-06-08,20:04): Tomek gratuluję i zazdraszczam. Coraz częściej uczestniczysz w bardzo ciekawych imprezach sportowych. Suuuper!!! tdrapella (2011-06-08,20:43): Gaba, szczerze to nie sprawdzałem, ale skoro pytasz to sprawdziłem. W grupie elity która startowała przed nami amatorami wyprzedziły mnie 3 kobiety (m.in vice mistrzyni Szwecji w jeździe na czas z zeszłego roku). Natomiast w grupie amatorskiej najpierw wydawało mi się że były trzy (imiona które podpadały mi pod kobiece: Ola, Gisle i Reine) ale jak sprawdziłem to się okazało, że to faceci :) tdrapella (2011-06-08,20:43): Aga, a najciekawsze imprezy tego sezonu dopiero przede mną :) ddrapella (2011-06-09,05:51): Fajnie Tomku poczytac o Twoich sukcesach i systematycznym dazeniu do celu. szkoda, ze mam tak malo czasu nawet na przeczytanie maila, a statkowy rewelacyjny "gym" odwiedzilem dopiero raz. Po 14-16h na mostku od polnocy kazdego dnia juz motywacja nieco spada, ale jeszcze to sie zmieni. Napisz bl;izej o dalszych planach startowych. Moze cos razem??? Jasiek (2011-06-09,07:23): Widać można znaleźć wspólny mianownik między golfem a rowerem, bo w życiu nie tylko siła i wytrzymałość, ale również precyzja się przydaje ;) Tr (2011-06-10,15:30): A ten rower to już masz czy jeszcze nie? :) tdrapella (2011-06-10,15:43): Jeszcze nie... Ponad miesiąc obsuwy... Ale już wysłali i jest w drodze... Gdzieś na jakimś skladzie TNT... Może już w Szwecji?... Normalnie co godzinę wchodze na ich stronę i patrzę czy się statuś przesyłki nie zmienił... Normalnie wypatruję go jak dziecko św. Mikołaja :))) Tr (2011-06-10,23:28): to jak już ci go przyślą chyba będziesz z nim spał :)) tdrapella (2011-06-10,23:30): na pewno będzie stał w sypialni :) Przynajmniej do powrotu Magdy ;)
|