Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [86]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Marfackib
Pamiętnik internetowy
W chwili w której umiera w nas dziecko, zaczyna się starość.

Marek Bota
Urodzony: 1963-03-20
Miejsce zamieszkania: Leszno
62 / 105


2009-06-13

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Częstochowska "masakra" (sobota) (czytano: 303 razy)



Jak co roku (raczej od 4 lat) grupa kolarzy pod przewodnictwem „Ojca-Dyrektora” Wacka wybiera się na wycieczkę rowerową do Częstochowy. Jedziemy w sobotę , nocujemy i w niedzielę wracamy. W 2 dni pokonujemy 500 km, ot taki koleżeński maraton. W tym roku postanowiłem pojechać i ja, będzie to mój drugi Częstochowski wyjazd. Niestety pogoda nie dopisała, od rana pada deszcz i jest bardzo zimno, 8 godzin jazdy w deszczu nie napawa kompletnie optymizmem. Na miejsce startu przyjechało 8 kolegów, gdzie Roman jedzie nas odprowadzić 50 km i wraca, więc jedziemy w 7 osób. Wyjazd zdeklarowało się 14 kolarzy jednak Ci rozsądniejsi zrezygnowali. Jeszcze przed startem zastanawiamy się nad sensownością tej eskapady, jednogłośny wynik głosowania zdecydował, że jedziemy. Pierwszy przystanek planujemy w Kępnie po 140 km. Do Kępna przyjeżdżamy kompletnie przemoczeni, część udaję do McDonalda wypić ciepłą kawę i cościk zjeść. Niestety w Kępnie nasza 7-ka się rozsypuje. Niektórzy nie chcą czekać, bezruch od razu nas wychładza i zaczynamy dygotać z zimna. Wyjeżdżamy jako przedostatni razem z Arkiem, a za nami samotnie ruszy Wiesiu, który woli jechać wolniej swoim tempem. Arkowi jest bardzo zimo, postanawia mocno przyśpieszyć aby się rozgrzać. Druga część trasy jest trudniejsza, teren jest dość pofałdowany no i trochę km mamy już w nogach.. Po 25 km szalonego pościgu doganiamy Krzysia i jedziemy w trójkę. Przed nami Wacek, Artur i Paweł, jednak ich nie jesteśmy w stanie dogonić, to kolarze z innej półki (czytaj wyższej). Do Częstochowy zostało 80 km, pada jakby mniej, czasami w ogóle, Arek jednak nie pasuje i zamiast jechać spokojnie jedziemy jak na wyścigu. Jak się później okaże szarsza ta będzie bardzo fatalna w skutkach. Po niecałych 8 godzinach jesteśmy na miejscu. Małe zdziwienie jesteśmy pierwsi, Wacek z kolegami pomylił drogę i nadłożyli dodatkowo 30 km. Za chwilę niespodzianka, zjawia się Zygmunt, cwaniaczka (to ten z tych rozsądniejszych) przywiozła żona samochodem, będzie z nami wracał jutro rowerem. Samochodem dojechał jeszcze Beniu, więc będziemy wracać w 9 osób. W czasie kąpieli stwierdzam niesamowite obtarcia na pośladkach, kilkugodzinna jazda w deszczu zrobiła swoje, jak przeżyję w takiej sytuacji powrót okaże się jutro. Dodatkowo robię szkolny błąd, powinienem po przyjeździe od razu iść na obfity, bogaty w węglowodany posiłek, jednak jem dopiero wieczorem przed zaśnięciem.
cdn.


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Aga Es (2009-06-16,21:09): Czekam na dalszy ciąg,bo zapowiada się jakis film sensacyjny..Adrenalia rośnie w miarę czytania:)







 Ostatnio zalogowani
AntonAusTirol
23:35
RobertG10
23:19
kris1020
23:14
Wojciech
22:19
BonifacyPsikuta
22:16
romelos
21:12
42.195
20:46
Bartuś
20:41
kostekmar
20:39
chris_cros
20:33
dammy
20:32
maciekc72
20:03
marian
20:00
Admin
19:45
Prezes
19:41
WitSik
19:08
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |