2009-03-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Sen o połówce (czytano: 138 razy)

Dziwny sen o półmaratonie mi się trafił. Półmaraton ów miał linię startu w Parku Sowińskiego na warszawskiej Woli. W ¶nie tym jestem w domu rodziców około kilometra od parku, zostało kilka minut do startu a ja mam sznurówki totalnie posupłowane /chyba nie ma takiego słowa ale co tam/ i próbuje je jako¶ rozsupłać przed włożeniem na nogi. Nade mn± stoi koleżanka /z któr± notabene biegłem swój pierwszy półmaraton/ i pogania: „pospiesz się, nie zd±żymy”. Po chwili patrzę że te buty które chcę „rozsupłać” to s± te stare które miałem już dawno wyrzucić. Zmarnowałem mnóstwo czasu, w¶ciekły rzucam się więc do szafy i wyjmuję te wła¶ciwe, a w nich sznurówki w jeszcze większych węzłach. Zaczynam z nimi robić porz±dek a tu niecała minuta do startu, który jest kilometr od domu. Mówię do koleżanki: „nie martw się, i tak liczy się czas netto” i dalej pl±czę się w sznurówkach. I w tym momencie sen się rozmywa. Może dzi¶ będzie ci±g dalszy:)
Sny się zmieniaj±. W zamierzchłych czasach, w podstawówce, ¶niłem głównie o braku możliwo¶ci ucieczki np. przed sfor± zdziczałych zwierz±t. Pod nogami nie ma tarcia, albo lepi± się do podłoża. Mam blisko do schronienia, ale nie zd±żę, dopadn± mnie.
Teraz prawie w ogóle nie mam snów. A jak już się trafił, to taki gdzie muszę zd±żyć, muszę gonić.
Tak czy owak, w moich snach różne rzeczy mi przeszkadzaj±, a najbardziej czas, którego nie mogę zatrzymać. Jak w życiu.
Mam nadzieję że zd±żę na start w niedzielę ;)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |