2009-01-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Wmordewind na bemowie (czytano: 131 razy)

Wolę po stokroć biegać w siarczyste mrozy niż w temperaturze -2 przy silnym zimnym wietrze. Tak było dzi¶ na warszawskim bemowie. Wracaj±c do domu z pracy nie wyobrażałem sobie że wyjdę na trening, tak mnie drażnił ten wiatr. Jednak wychyliłem herbatę, poleżałem na kanapie i stwierdziłem – kurde to tylko 12 km, nie zawsze się chce, ale zawsze trzeba. Bo za nie odbyty trening kara jest surowa i nieunikniona – kac moralny :) Może siłownia? Ale 12 km na bieżni to masochizm. Wskoczyłem więc w kominiarę antywiatrow± i ruszyłem na szlak. Okazało się że pogoda z punktu widzenia biegacza jest zupełnie inna niż z punktu widzenia pracownika biurowego wracaj±cego z kombinatu. Od razu mi było ciepło a kominiarka zdawała się zbędna, choć szybko to zweryfikowałem – na odsłoniętych fragmentach gdzie mocno wiało bardzo się przydała. Ogólnie trening wyszedł ¶wietnie - całkowita realizacja i satysfakcja. Zauważyłem jeszcze dwóch biegaczy oprócz mnie. O ile w sezonie letnim z reguły widuję truchtaczy/joggerów a rzadko klasowych amatorów, to tych dwóch należało zdecydowanie do tej drugiej grupy. To zreszt± normalny widok, dobry biegacz = całoroczny biegacz :)
W sumie - pozytywny weekendu pocz±tek.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora ArtekP (2009-01-27,15:15): Fotka zawodowa. Wygl±dasz, jakby¶ wła¶nie bank jaki¶ obrobił..., tylko wora z pieniędzmi nie widzę, hehehehe...
|