2009-01-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| nie kuś losu, czyli niedziela z czwórką w dacie (czytano: 141 razy)

Podążając tropem obranym w poprzednich zapiskach dotyczących felerności wszystkiego z czwórka choćby w tle, dziś nie zrobiłem nic, co by mogło sie przyczynić do przekonania się na własnej skórze o słuszności przesądu. Wstałem, zjadłem, położyłem się, wstałem, pomodliłem, zjadłem, położyłem się, wstałem, wyszedłem odnaleźć jakieś lepsze miejsce dla choinki niż róg balkonu, wróciłem, nie zjadłem (bo czułem się pełny), opłukałem dzień z siebie, zaraz się położę i wstanę już piątego:) A piąty to tak:) Oj bardzo tak:) Ja to z piątym to mam sztamę, ale to innym razem.
Te dzisiejsze pokłady i wstawania, i inne tam przygody były się ma rozumieć urozmaicane na przemian TV albo internatem.
I tak sobie myślę, że w sumie to przez to, że chciałem się nie wplątać w jakąś pechową rzepę, to właśnie tym się wplątałem:)
Następnego dnia z 4 w dacie zrobię coś innego:) Nie wiem jeszcze co, ale pewnie coś wymyślę - jak to będzie środek tygodnia, to pewnie nawet nie zauważę tej 4-ki:D
Zamiast hajku dziś stary wojenny żart, jak to niemieckie służby zwiadowcze uskuteczniały przenikanie do polskich partyzantów:
- Puk, puk !! (onomatopeja)
- Kto tam !!
- Żołnierze
- A ilu Was tam?
- Funfundzwanzig
Do historii przeszło róznież sławne, podpuszczające polskie kręgi zwiadowcze, wywołanie, co bardziej znających język polski, niemieckich asów wywiadu:
"Ja Sosna... ja Sosna... Hurst du mich?"
:)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora shadoke (2009-01-05,16:17): ech.. i człowiekowi od razu lepiej:)
|