2008-12-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 294 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.rckik-warszawa.com.pl/dlakr_przygot.html

Dzi¶ po raz drugi w życiu pojawiłem się w punkcie krwiodawstwa coby upu¶cić sobie trochę krwi. Poprzedni raz miał miejsce w 2006 roku i pamiętam że Ľle to zniosłem psychicznie, ale miało to generalnie zwi±zek z ogólnie zł± kondycj± psychofizyczn±. Było to nieprzyjemne do¶wiadczenie i trochę się zniechęciłem na dłużej. Niedawno zakiełkowała my¶l żeby spróbować jeszcze raz. Powodów było kilka. Najważniejszy to taki, że uważam iż każdy kto nie ma oporów psychicznych przed strzykawk± i nie mdleje na widok krwi powinien oddawać krew co najmniej 1-2 razy do roku, a już zwłaszcza jak ma się tak uniwersaln± jak ja – zero minus. Poza oczywist± osobist± satysfakcj± krwiodawca dostaje 8 czekolad, dzień wolny od pracy i za¶wiadczenie do skarbówki, coby sobie w PIT-cie odliczyć tę „darowiznę” :) No i potem organizm produkuje now± krew, można powiedzieć - od¶wieża się.
Zmotywowany powyższym postanowiłem przełamać niechęć zwi±zan± z pierwszym krwiobraniem i ruszyłem do punktu o 7 rano. Od razu rzuciła mi się w oczy zmiana wnętrza – dwa lata temu było obskurnie i jeden (!) fotel do oddawania, co powodowało kolejkę i dodatkowy stres. Teraz odnowione wnętrze, 4 fotele w nowoczesnej sali, batona i żeton do automatu daj± już przed krwiobraniem, można wypić kawę, herbatę lub czekoladę.
Osobliwym akcentem była kartka w okienku rejestracyjnym – „prosimy nie drażnić rejestruj±cej”, co w zestawieniu z mopsowat± i zaspan± min± owej pani bardzo mnie rozbawiło.
Dalej standardowo – formularz, morfologia (komentarz: ooo jaka ładna krew! – się biega się ma, pomy¶lałem:) i na fotel – poszło dwa razy szybciej niż za pierwszym razem, chyba z 4 minuty w sumie. Zero stresu i ¶wietne samopoczucie. Paczka czekolad i zwolnienie oczywi¶cie też.
Po powrocie do domu trochę oklapłem ale to normalne. No i takie mikroskurczyki mam w łydkach, ledwo je odnotowuję i nie powoduj± dyskomfortu. Waga spadła dobre 2 kg, mimo pochłonięcia trzech batonów, dwóch herbat, szklanki soku i jajecznicy. Jutro na szczę¶cie urlop, mam nadzieję delikatnie potruchtać jak siły pozwol±.
Najbardziej istotny wniosek z dnia dzisiejszego to taki, że lęk albo niechęć do niektórych rzeczy trzeba weryfikować po jakim¶ czasie i nabrać „bardziej słusznej” optyki :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |