2009-05-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Silesia cd. (czytano: 189 razy)

Korzystając z okazji, a właściwie z braku okazji, chciałam wrócić do wydarzeń sprzed blisko miesiąca, zanim pokryje je pomroczność jasna dziejów wszelkich. A konkretnie - do 3 maja 2009, do I Silesia Maratonu.
Od razu napiszę: to się nie miało prawa udać. Magia magią, ale jeżeli kalkulatory biegowe mówią, że stac mnie na co najwyżej 3:38, to moge próbować powalczyć o 3:35, a nie o 3:30. I żadna magia tu nie pomoże. Teraz już wiem. Teraz, od czerwca, zaczyna się harówa pod Berlin. I wtedy się spróbujemy z kalkulatorami.
Tymczasem był poczatek maja, od rana zanosiło się na pogodę nie dla biegaczy, czyli pełne słońce i zrazu kilkanaście, a potem coraz więcej stopni w cieniu, którego nie było. Start uroczysty odbył się punktualnie, starterem był ex-szef rządu, obecnie eurodeputowany i kandydat na eurodeputowanego. Na starcie, oprócz mnie (:)), staneło prawie tysiac osób - maratończyków, półmaratończyków, nordic-walkerów (spacerowiczów po naszemu).
Padł strzał. Ruszyłam dzielnie z grupą na 3:30. Jeszcze temperatura była przyjazna dla otoczenia. Jeszcze się dało w miarę szybko przebierać nogami. Co jakiś czas zerkałam na Garminka. Szybko biegliśmy. Oj, szybko. Około 10 km spojrzałam, że na zegarku 4:45. Niedobrze, zwolniłam trochę, ale na szczęście - cześć grupy też, więc wciąż się trzymałam założeń. Na 15. i 16. mimo górek udało mi się nadal biec z grupą. Na każdym punkcie chwytałam wodę, bo już było po 10, już robiło się gorąco, rogrzany asfalt oddawał ciepło.
Na podbiegu na 18. km zostałam nieco z tyłu. Ale cały czas grupa była w zasiegu 100-200 m. Nie chciałam jednak ich gonić, zbyt duzo by mnie to kosztowało. Uznałam, że i tak, biegnąc równo, powinnam dac radę. Na półmetek sfrunęłam. Liczyłam, że najgorsze już za mną, że teraz będzie z górki.
Z górki...? Górki, jak się okazało, dopiero były przede mną. Na 24. km zwolniłam bardzo. Ale na chwilę. Potem wydawało się że odzyskałam siły. Ale nic bardziej mylnego. Tuż przed 30. km dwa podbiegi jeden za drugim skutecznie mnie podłamały. Już zaczęłam przechodzić do marszu. I tylko patrzyłąm na biegnący nieubłagania czas. Choć jeszcze sięzdawało, że o 3:30, no - 3:33 jest szansa powalczyć.
Szansa był jednak wyłącznie teoretyczna. Nie pomógł mi prysznic strażacki na 32. km. Ani woda podana przez kibiców na 34. Od 36 km przeszłam do marszu przerywanego biegiem. Już wiedziałam, że o wyniku 3:3X to mogę dalej pomarzyć. O zyciówce - coraz bradziej też. Na 39. km, na kolejnym podbiegu, niestromym, ale dlugim, minęły mnie dwie dziewczyny. A ja zaczęłam się zastanawiać, czy zmieszczę sie w czterech godzinach.
Na 40. ktoś skomentował - o, ósma kobieta. Rozczmuchałam się nieco. Ale kolejny podbieg pozbawiła mnei złudzeń. Jednak kiedy mijałam tabliczkę "41", kątem oka dostrzegłam, że za chwilę połknie mnei kolejna zawodniczka. I tu już moja ambicja zaprotestowała. Gwałtownie zaprotestowała. Wyciągnęłam nogi w obłednym truchtogalopie i pokłusowałam do mety. Na moje szczęście, ostatnie 400 m było z górki. Nie dałam sie wyprzedzić, choćnie dogoniłam zawodnika przede mną.
Wpadłam na metę. Ktoś zawiesił mi medal na szyi. Ktoś podał izotoniki. Przez chwilę nic do mnie nie docierało... Dopiero po kilku minutach wypatrzyłam małżonka, który jakiś czas temu skończył półmaraton i któremu ręka omdlała niemal w oczekiwaniu (20-minutowym) z aparatem w ręku.
A potem poszłam na masaż. I pierwszy raz cuzłam, że jest mi potrzebny, bo inaczej w poniedziałek nie wstanę...
A czas... No coż. Jak napisałam zaraz po maratonie - jaka piękna porażka. A jednak - to mój drugi wynik w maratonie.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Isle del Force (2009-05-26,23:21): Kalkulator mówi prawdę, tylko nie ta trasa na taki wynik. Już mi nie mów o porażkach bo Cie przerzucę na mój artykuł i przestaniesz widzieć wszystko jako osobistą porażkę.
http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=8&action=2&code=1770
Udanych następnych sukcesów biegowych, SUKCESÓW ogólnie. Beauty&Beast (2009-05-27,10:41): Serio? Mnie sie wydawało, że to znane slowo jest ;-) kokrobite (2009-05-28,18:03): Tez się zatrzymałem podczas czytania na tym słowie, by się domyśleć, co znaczy :-)
|