2009-05-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| W zawieszeniu (czytano: 222 razy)

Już miałam plan zawiesić bloga, przez chwilę nie pisać o bieganiu, ale zaglądam i patrzę, że jednak mam swoich wiernych czytelników :) Bardzo to jest mile dla każdego, kto pisze, nawet jezeli czasami pisze tak sobie.
Jakos tak w ogóle ostatnio się zawiesiłam. Biegowo i nie tylko. Ale walczę z tym. Przede wszystkim w głowie, bo stad się bierze poczatek wszystkiego. Jezeli sobie w glowie wszystko wyklaruję, pewnie sie odwieszę :). Przynajmniej tak zakładam.
Glowa jest miejscem, gdzie zaczyna sie bieganie. Głowa też bywa przeszkodą w bieganiu. Bo jak czlowiek za dużo myśli, to wolniej biega.
Ostatnio na zawodach (Wesoła Stówa, napiszę o nich) widziałam jak bardzo szybki biegacz amator biegnie na maksa. Biegnie "w trupa". Zazwyczaj widuję go ładnych kilka minut po tym, jak kończy bieg. Tym razem widzialam jak wpada na metę na stosunkowo krótkim dystansie (5 km, z tym, ze to było jego piąte 5 km tego dnia i na trudnej trasie).
Ja wiem, że nigdy (tak myślę) nie pobiegnę na maksa, nie pobiegnę "w trupa". Nie. Bo zbuntuje mi się głowa i wymusi wolniejszy bieg.
Głowa też narzuca pewne ograniczenia. Wytyczam sobei granice - tyle mogę biec bezpiecznie, wiecej nie, bo...
Ale przecież caly czas granicę tę sobie przesuwam. Kiedy pierwszy raz na Kabatach lamałam 50 minut (pobieglam 48:35), miałam łzy w oczach z wysiłku i ledwo stałam na nogach na mecie. W tym sezonie pobiegłam w tym tempie (dokładnie w takim czasie) trzy razy. I były to biegi słabe, nieudane. W trakcie jednego trzy razy wiązalam buta. Rok temu chciałam złamać 1:50 w półmaratonie. Dzisiaj sie zastanawiam, gdzie by tu wystartowac, żeby spróbowac sie z czasem 1:40 (pewnie już na jesieni).
Zostal jeszcze maraton, ale tu moja głowa zadziałała odwrotnie. Wyznaczylam sobie cel, który nie miał żadnych podstaw w innych wynikach. Ani w pracy na treningach. Nic dziwnego, że przegrałam. Gdzieś na dnie mózgu pokutuje mi taka myśl, żeby z dnia na dzień pojechac na maraton, nie mówiąc nic nikomu, pobiec nie na słynne 3:30, którego nie mam prawa dzisiaj zrobić nawet na idealnej trasie, ale na spokojne 3:40 i z tego się odbijać do 3:30. Ale ten numer nie przejdzie, atestowane wieksze maratony w Polsce do wakacji zostaly 2 (zresztą oba w jeden weekend), oba mi kolidują z innymi planami. Więc pozostanie czekać do jesieni i szykować sie po raz kolejny. Do 3:30, bo to jest jakiś tam wyznacznik.
Takie rózne myśli mi chodzą po głowie... W zawieszeniu, bo od niedzieli nie biegam, moja głowa protestuje przeciw wczesnemu wstawaniu, wieczorem brakuje mi siły... W sobotę - spacerowy krosik po MPK, w przyszly wtorek - Kabaty, kolejan sobota - dyszka w ramach Pucharu Maratonu. Dzień później może mi się uda wyskoczyć do Mińska na 15. Tylko po co, skoro mi się nie chce biegać :( I nawet nie bardzo mi się chce o bieganiu pisać.
Chociaż właściwie to nie tak. Mnie sie chce biegać. Tylko głowa protestuje. Muszę ją sobei poukładać :) Ale obiecane relacje - sie napiszą :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Isle del Force (2009-05-20,17:51): Aniu nastał u Ciebie tzw. przesyt biegowy. A organizm swojego odpoczynku też wymaga. Gdybyś z tą formą co Katowice pobiegła Kraków byś miała wynik 3:36. Poza tym głowa do góry. Kros Wawerski dla poprawy hunoru. Zulus (2009-05-20,20:13): Bibka,cały czas jesteśmy z Tobą! Beauty&Beast (2009-05-20,21:14): Dzięki chłopaki :) chyba jutro sobie potruchtam już... szpaq (2009-05-20,22:11): blondyna :-D kokrobite (2009-05-22,09:51): Gdy się zje za dużo czekolady, przestaje smakować, a nawet pojawiają się mdłości... Ale po przerwie znowu wydaje się pyszna :-)
|