Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [9]  PRZYJAC. [73]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
a.Klimczak
Pamiętnik internetowy
Zapiski w biegu

Adam Klimczak
Urodzony: 1988-11-26
Miejsce zamieszkania: Kraków
104 / 143


2013-03-25

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Ślężański + EDK (czytano: 372 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: https://www.facebook.com/EDKWroclaw

 

W sobotę odbyły się mistrzostwa klubu WKB Piast w półmaratonie, przy okazji Półmaratonu Ślężańskiego.
Pobiegłem kiepsko, 1:23:22, 19s wolniej niż w zeszłym roku.
Nie będę nawet zamieszczać tu międzyczasów, które niezbyt dokładnie wyłapałem.
Biegło się od początku ciężko, a na Tąpadłach całkiem siły straciłem. Potem to już tylko powolne dogorywanie i dawanie się wyprzedzić przez całe tabuny biegaczy.
Pogoda była ciekawa. Na pierwszych 6km zalewałem się potem, nie było wiatru i biegło się w słońcu.
Po 11km wiał wiatr prosto w klatę, a ja byłem tylko w termoaktywie. Na metę wpadłem zamarznięty.
Tak to jest porywać się z motyką na słońce. Nie byłem przygotowany na dobry wynik, może bym zrobił 1:22 jakbym na taki czas zaczął biec...

Na zdjęciu ekipa WKB Piast ze statuetkami za miejsca w klubowych kategoriach wiekowych


Klubowo pierwsze miejsce w m20, 20s przed Adrianem.
Z tym to kolejna historia, Adrian doszedł mnie na 16km, wyprzedził, ale jakoś udało mi się zmobilizować i mu jeszcze uciec, jakbym jeszcze z nim przegrał to bym był całkiem pogrążony w rozpaczy, a tak druga lokata w klubie to nie najgorsza rzecz jaka mogła się trafić.
Mimo kiepskiego wyniku jestem zadowolony z biegu :)
No, i to czekanie na dekoracje i losowanie 4rech nagród...

Po powrocie do Wrocławia szybkie pakowanie i ruszyłem do Dominikanów, by ruszyć na Ekstremalną Drogę Krzyżową.
Po informacjach organizacyjnych i mszy świętej ruszyliśmy w naszą drogę krzyżową. Od początku mnie bolały nóżki, po półmaratonie.
Tempo marszu było na początku powolne, gdyż szliśmy kobietami w składzie.
A temperatura jakieś -12 stopni, marzły mi dłonie, jak to u mnie bywa.
Kłopoty zaczęły się po 30km, gdy czułem już na poważnie zmęczenie i ból. Zaczęła się walka o każdy krok, stopy bolały mnie od każdego kolejnego uderzenia w ziemię, i to zimno, szliśmy już 8 godzin, a ja prawie nie piłem, bo mi się nie chciało. Niepotrzebnie wlokłem 2 wody w plecaku.
Za to cały czas podjadałem.
Świt zastał nas już niedaleko Ślęży, na 35 kilometrze trasy.
Szliśmy jako druga grupa. A wtedy myślałem że jako jedna z ostatnich. A początkowo przynajmniej szliśmy grupkami 10 osobowymi. W Nasławicach powróciły do mnie wspomnienia z 2009 albo 2010 roku, gdy jechałem z kolegą rowerami na Ślężę, przypomniałem sobie postój pod kościołem, jak miło to wspominam, jak bardzo innym jednak wtedy człowiekiem byłem, jak jeszcze nie biegałem.
Na 40km odłączyłem się od mojej grupy, szli zbyt wolno jak na mój gust, popędziłem marszobiegiem w kierunku kolejnej stacji w Przezdrowicach. Potem do Strzegomian, i już jesteśmy pod Ślężą. W zadumie stanąłem na trasie wczorajszego już półmaratonu, i cieszyłem się klimatem ciszy i spokoju, widokiem tej pustej drogi.
Na stacji koło kościoła w Strzegomianach dołączyłem do koleżanki Basi, i razem już kontynuowaliśmy podróż na szczyt. Szliśmy jako pierwsi, przed nami nie było żadnych świeżych śladów na śniegu.
Pierwszy raz szedłem na Ślężę od Strzegomian, więc zachwycałem się trasą, oraz pięknie grającymi ptaszkami.
Swoją drogą, nogi bolały, ale bliskość celu podróży uskrzydlała. I jeszcze strome podejście czerwonym szlakiem, jak na moje kilkanaście wejść na Ślężę, tylko tego szlaku nie zaliczyłem do tej pory. Naprawdę stromo.
Na szczycie byłem o 8:35, droga zajęła mi 11 godzin i 20 minut ale było warto się zmęczyć. Poznać siebie, swoją psychikę, swoje ograniczenia.
I przy okazji pobić własny rekord odległości pokonanej na pieszo w 24h. A jest to teraz 76km, minimum tyle. Licząc tylko samą trasę EDK i zejście do Sobótki plus 21,095 km półmaratonu.
Po powrocie w ogóle się nie czułem, miałem gorączkę i wszystko mnie bolało. A poniedziałkowe zakwasy przekroczyły wszystkie normy.
We wtorek jakaś przebieżka na rozbicie obolałych mięśni.



Na pierwszej fotografii, ja z Darkami pod krzyżem na Ślęży chwilę przed zejściem do Sobótki

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


a.czykinowski (2013-03-26,07:41): Adaś oj tam oj tam jakie kiepsko:-) Trzeba więcej biegać a nie podjadać batoniki:-) No i gratulacje kolejnej wyprawy nocnej!







 Ostatnio zalogowani
romelos
21:12
42.195
20:46
Bartuś
20:41
kostekmar
20:39
chris_cros
20:33
dammy
20:32
maciekc72
20:03
marian
20:00
Admin
19:45
Prezes
19:41
WitSik
19:08
damwoj
18:53
Hieronim
18:36
marwil
18:30
szyper
18:05
ArturSz
17:53
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |