2013-02-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Zimnar vol.6 & Z biegiem natury vol.4 (czytano: 363 razy)

Jak ten czas leci. Do przebiegnięcia Zimnara zostało już tylko 6195m. Dziś skończyliśmy 6ty bieg w tym świetnym cyklu.
Tak jest, zacznę ten wpis od końca, cofamy się powoli w czasie.
Aura w Oławie, jak na zimową porę była łagodna, trochę powyżej zera i chyba jakiś drobny śnieżek.
Trasa była z lekka upstrzona kałużami o niemiłym kolorze kawy z mlekiem, przykryta delikatnie cienką warstwą ubitego śniegu.
Byłem zestresowany przed startem, jak zwykle łajzowato podszedłem do biegu. W ostatnich minutach przyszedłem na start i się przebrałem w biegowe ciuchy. Zero rozgrzewki, totalnie amatorsko. Jakoś tak byłem zniesmaczony, zdegustowany. W dodatku w strachu przed Danielem, który zrobił mnie tydzień temu na 27s.
Krótka, zdecydowanie lakoniczna, relacja z międzyczasami:
1km 03:26,0 Spokojnie zacząłem w peletonie.
2km 03:34,8 Dalej luźno, zwalniamy, sytuacja się klaruje.
3km 03:42,9 Daniel zaczyna ucieczkę, ale jakoś tego nie widać po tempie biegu, ja z Benkiem lecimy zaraz za nim
4km 03:46,1 Daniel na przedzie, próbuję się go trzymać.
5km 03:35,1 Próbuję go dojść ale bezskutecznie, szarpiemy tempo, Benek się ostro trzyma zaraz za mną.
6km 03:23,1 Pogodziłem się z przegraną, D ucieka mi na kilka metrów, zaraz przed metę, nie wiem ile, 200-250, Benek motywuje mnie do przyśpieszenia. Wpadam na metę pierwszy.
Całość 21:28,0 po 3:35/km.

Po biegu chwila wypoczynku i zostałem wywołany do jedzenia, w postaci festiwalu pizzy w Pizza Hut. W zeszłym tygodniu miało być ostatni raz, zjadłem 13 kawałków, jak tydzień temu. Mądre to nie było. No ale głodny do tej pory nie jestem.
A w sobotę szalałem na Osobowicach,
Było mgliście, niby 3 stopnie powyżej zera, ale wilgotność robiła swoje i skutecznie wysysała ciepło z ciała.
Podłoże lekko śnieżne, ale biały puch strasznie ciapowaty, mokry, jak to w roztopy. Ogólnie wilgotno i buciki mokre.
Ach te moje kolce, do żadnych innych butów nie podchodze tak emocjonalnie, może kiedyś dostaną nawet imię?
Nie uzyskałem wysokiego miejsca, ponieważ pobiegłem kiepsko i dodatkowo na bieg przybyło kilku dobrych biegaczy.
Relacja z międzyczasami i tętnem, które właściwie nic mi nie mówi, poza tym, że za wolno biegłem:
1km 03:16,9 HR 176 Za szybko zacząłem, to już tradycja. Lecę jakoś z tyłu, na 10 pozycji.
2km 03:38,6 HR 188 Wyprzedzam Belga Basiak wyprzedza mnie
3km 03:49,0 HR 192 Basiak wyprzedza mnie
4km 03:38,8 HR 192 Zaczyna się piramidka, powtarzam tempo z 2km, wyprzedza mnie Tomek
5km 03:16,7 HR 194 Trasa się poprawia, mobilizuję wszystkie siły, zbliżam się do Piotrka, ale na ostatnich metrach mięknę i wyprzedza mnie jeszcze jeden zawodnik, o sekundę
Całość 17:40,0 po 3:32 Średnie HR 189.
Zadowolony nie jestem, osiągam tylko 12 pozycję. Prawdopodobnie to będzie mój najgorszy bieg w GP, oby był!
Biegłem bez rękawków, w startowych spodenkach i koszulce, w buffie na głowie. Jednak rękawki to dobra rzecz, powinienem je założyć bo mi łokcie marzną.
A tydzień skończyłem z kilometrażem 25km. Tragedia. Oszczędzałem się, z uwagi na ból nogi, zmienia się jego umiejscowienie, to teraz chyba piszczelowy przedni.
Ale jakoś przechodzi.
Myślałem o słabościach biegacza. Czemu biegamy.
Bo przecież nie dla lansu, to nadal niszowe i niepopularne hobby, raczej niezrozumiałe przez większość społeczeństwa.
Myślę, a przynajmniej jest tak w moim wypadku, że chcemy COŚ zrobić. Zagłuszyć słabości, przełamać je.
Zawsze byłem słaby, i nadal jestem. W szkole na WFie nie wyróżniałem się na plus, raczej na końcu stawki we wszystkim. Mikra postura, brak siły i wytrzymałości, sprawiała że czułem się źle ze swoim ciałem. To poczucie zostało ze mną do tej pory. I te 2 lata temu z hakiem zacząłem biegać, by RUSZYĆ się, a przy okazji zrzucić kilka kilo. W tej chwili to drugie zadanie kiepsko wypada, ważę tylko 6 kilo mniej i nadal borykam się z biegową nadawagą.
Słabość nadal we mnie siedzi, czuję to na każdych zawodach, gdy odpuszczam, poddaję się, zwalniam. Czuję to na treningu, gdy nie mogę go zrealizować do końca, albo nie udaje mi się nawet wyjść z domu.
I co jest najlepsze? Czuję się słaby, nawet jak wygram jakiś bieg, co ostatnio się nawet zdaża na tych Zimnarach.
Bo mogłem lepiej, bo nie odstawiłem reszty na większą odległość.
Czas z tym skończyć i wziąść się w garść. Poczuć moc.
PS. Dzięki Benek za wsparcie na trasie, do tej pory myślałem że doping kibiców to ściema. Ale jednak to coś daje, szczególnie jak jest ciężko.
Na pierwszym zdjęciu ja z Danielem i Beniaminem w tle, na finiszu Zimnara, druga fotografia przedstawia moich współtowarzyszy podróży
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |