Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [148]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
tytus :)
Pamiętnik internetowy
„Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać” – Walt Disney

Leszek Szopa
Urodzony: 1953-03-04
Miejsce zamieszkania: Podolsze
10 / 52


2011-10-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Maraton Poznań oryginał na : http://tatromaniak.blog.pl (czytano: 548 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://tatromaniak.blog.pl/maraton-poznan,15546450,n



Wyjeżdżam w sobotę rano, zabieram po drodze Bogdana i Mariusza, jedziemy w trójkę. Po drodze chcemy coś zjeść, zatrzymujemy się w przydrożnym barze nad stawem z zamiarem zjedzenia ryb. Zamawiam sandacza a Mariusz suma, po kilkunatu minutach dostajemy jedzenie, porcje są solidne, jak solidne dowiadujemy się płacąc solidny rachunek. Śmieję się, że w najlepszej restauracji w Krakowie za jednodaniowy obuad zapłaciłbym niewiele więcej. Ale jedno co mozna powiedzieć, jedzenie było smaczne.
Dobijamy do Poznania, pod Areną jesteśmy około 14-tej, załatwiamy sprawy rejestracji, ja biegnę w Drużynie Szpiku, dostaję więc drugi pakiet startowy.
Wieczorem tradycyjne spotkanie MaratonyPolskieTEAM, ale po ostatniej burzy, gdy niektórzy pokazali swoje prawdziwe oblicze uczestników naszego Pasta Party niewielu. JMM odwozi mnie na nocleg.
Rano przymrozek, jest podobno -2 stopnie, ponieważ wieczorem nie zabrałem wszystkiego z samochodu, wychodzę w samych slipkach przed halę, spotykam tam przybyłe dziewczyny z obsługi, istny konrast- facet w slipkach bez koszuli a dziewczyny opatulone w kurtkach.
Dojeżdżamy na start, parkujemy przed termami, mają być lada moment otwarte, ale jest jeszcze wcześnie, pełno wolnych miejsc. Ruch tutaj zrobi się dopiero później, poczas uroczystego otwarcia.
Przed startem miało być zdjęcie całej Drużyny Szpiku, nie docieram na czas, zresztą tak jak wielu nawet tzw VIP-y- Kasia Bujakiewicz czy Ryszard Grobelny. Dorywa mnie Wasyl, robi mi foto, za chwilę krzyczy do Marcina Urbasia- Marcin stań sobie koło Tytusa, zrobię wam foto. I tak dzięki Wasylowi kopnął mnie zaszczyt, mam foto z Marcinem Urbasiem.
Jestem na pierwszej lini, za parę minut start, przeciskam się do tyłu, w tym momencie uświadamiam sobie jak olbrzymie jest grono zawodników, odliczamy i start. Jeszcze nigdy tak długo nie docierałem do linii startu, a po przekroczeniu jeszcze chwilkę nie da się biec tylko idziemy.
Jeszcze przed startem spotykam Iwonę, mam jej towarzyszyć. Przypuszczam jakie są jej mozliwości, proponuję bieg w tempie 8 min na kilometr, pozwoliłoby to na osiagnięcie czasu poniżej 5:40. Iwona protestuje, chce biec w tempie 7:40. Ma Garmina, ja zwykly stoper, po 2 km stwierdzam, że biegniemy poniżej 7:30 na czas w granicach 5:10, próbuję przystopować, nic z tego, dowiaduję sie , że w czasie treningów zaliczyła 30 km w jeszcze szybszym tempie. Na pierwszym wodopoju zostaję z tyłu, potrzebuję prawie km aby dojść do Iwony, doganiamy dwie dziewczyny a w zasadzie 3 bo jedzie z nimi serwisantka na rowerze. Adrianna jest jedną z nich, myślałem, że jest studentką a jak się okazuje jest kilkanaście lat starsza.
Wcześniej biegniemy koło "czarnulki" Magdaleny, proponuję jej wspólny bieg- sami debiutanci, nic z tego, panienka się właśnie rozgrzewa i za chwilę rzeczywiście nas wyprzedza. Dogonię ją po 25 km, gdy Maraton zacznie uczyć ją pokory.
Zespołem: Iwona, dwie AA , ja i jeszcze jeden chłopak biegniemy mniej więcej do 20 km, Iwona stopniowo zostaje coraz bardziej z tyłu. Na 20 tym km maraton zaczyna drwić z Iwony, najpierw zostaje coraz bardziej z tyłu, potem zaczynaja łapać ja skurcze. Wbiegam na druga pętlę, mozna powiedzieć, że od tego momentu biegnę sam. Mijam kilkudziesięciu biegaczy i biegaczek, gdzieś około 29 km dochodzę do Moniki, ciekną jej łzy po policzkach. Chwila rozmowy, wiem już, że lzy wyciska jej pan Maraton. Miałem na tym maratonie pomagać, więc pomagam Monice. Co chwila mobilizuję ja do biegu, i tak na zmianę to biegniemy, to znów idziemy. Wykorzystuję każdy pretekst żeby zmobilizować ja do biegu. To, że jest z górki, to że za chwilę jak pobiegniemy to miniemy grupkę biegaczy. I tak mija czas do Malty. Cały czas maluję przed Monika perspektywę złamania 5:30. W efekcie biorąc pod uwagę czas netto, udaje się .5:30 pada.
Jem, piję. Zbieramy się do domu. Losowanie. Volvo V-60 jednak nie dla mnie, jedzie do Czerska. Wcześniej na pierwszym kółku na 14 km mija nas późniejszy zwycięzca maratonu, krótkie przeliczenie, do tego aby sprzątnął nam Volvo potrzebuje przebiec 8 km w 20 minut, niemozliwe aby udało mu się biec w tempie 2,5 min na km, ostatecznie potrzebuje ok 26 min na pokonanie tych ostatnich 8 km.



Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Tr (2011-10-20,08:32): Nie Tytus. To Marcin Urbaś ma zdjęcie z Tobą. :)
jacdzi (2011-10-20,13:28): VOLVO to chinska firma obecnie, a Twoje ambicje sa wyzsze, nie bedziesz przeciez jezdzil chinskim samochodem. A wiec dobrze sie stalo ze to Volvo bylo nie dla Ciebie.
mamusiajakubaijasia (2011-10-20,14:18): I to, w jaki sposób napisałeś ten wpis, jest jednym z powodów, dla których mam do Ciebie nieustającą słabość. Dziękuję, Tytus:)
Viper (2011-10-20,16:22): Gratuluję i pozdrawiam







 Ostatnio zalogowani
Lucas
23:53
gpnowak
22:51
Wojciech
22:16
Daro091165
21:52
Pawel63
21:33
Citos
21:33
Dana M
21:12
adam71
21:09
Andrzej Cisek
20:31
Raf  Gav
20:17
romelos
20:15
StaryCop
19:55
grzeniuPl1974
19:50
kubawsw
19:49
drago
19:36
Patriszja11
19:22
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |