2011-05-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Się nie poddać czyli 9 Bieg Piotrkowską 22.05.2011 (czytano: 296 razy)

Witam po raz kolejny :)
Tym razem parę słów o wczorajszym biegu ulicą Piotrkowską :)
Dystans 10km. Byłem nastawiony od samego rana na dobry wynik może uda się zrobić rekord atestowany, który dzierżę od Częstochowy 44:51 :)
Kilka dni przed biegiem poznałem pewną Kobietę, która mówiąc dosłownie spowodowała szybsze bicie serca :)
Noc przed biegiem mało spałem i tego się obawiałem, że organizm jest niewypoczęty i w głowie zaczęło się roić od nastawienia bynajmniej nie napawającego dobrym wynikiem a przecież psychika odgrywa ogromną rolę podczas biegu.
Na miejsce zawodów stawiłem się o czasie przebrałem się i ruszyłem do rozgrzewki choć sama temperatura rozgrzewała :)
Gdy rozgrzewałem się w pobliskim parku spostrzegłem Michała Kaczmarka :) "Kurczę, co on tu robi?"- pomyślałem :) Przecież to mistrz Polski w półmaratonie o ile się nie mylę :) Podszedłem do niego i się przywitałem podaniem dłoni życząc powodzenia :) Odwzajemnił uścisk również życząc powodzenia choć pewnie pierwszy raz mnie na oczy widział :) Ale kolejne przeżycie jest zapisane we wspomnieniach a to dla mnie bardzo ważne choćby takie podejście i uściśnięcie dłoni z takimi mistrzami jak Michał :)
Pokazuje mi, że jestem tak samo normalny jak Ci mistrzowie też mam dwie ręce dwie nogi i też biegam a że wolniej niż oni to mało znaczące :)
Przyszła również Monika czyli Kobieta z którą się spotykam :) Pierwszy raz Kobieta przyszła specjalnie na zawody bo ja biegłem :)
Upał był spory lecz w głowie już miałem sam bieg. Chciałem od razu wejść w swój rytm biegowy i spróbować utrzymać tempo.
Nadmienię też, że wiele radości sprawia mi gdy ktoś mnie rozpozna i podejdzie pogadać :) Tak było i wczoraj :) Podszedł Piotr i Maciej i Tomek :) Super uczucie :)
Zawodnicy ustawieni na starcie i za chwilę zacznie się bieg być może wyjątkowy a na pewno wyjątkowy bo każdy bieg dla mnie jest wyjątkowy choćby z tego względu, że biorę w nim udział ja :)
Wystrzał i ruszyliśmy...
Przez pierwsze ok 2 km wyprzedzałem i czułem, że wszedłem we właściwy rytm. Dobrze szło do wybiegnięcia z Manufaktury na ul. Ogrodową i tu niestety poczułem jakbym miał nagle na nogach odważniki 20 kilowe...
Zaczęła się walka z samym sobą i kolejnymi metrami.
Zdałem sobie sprawę, że czas będzie dużo gorszy niż planowałem.
Wbiegam na Piotrkowską. Muszę przerwać bieg na kilka sekund gdyż kolka z prawej strony męczy mnie niemiłosiernie. Lekkie rozciąganie i człapię dalej :) Albo mało magnezu albo nie wiem co z tą kolką.
Za ok 300m ponownie staję bo znów kolka...
Mijają mnie kolejni uczestnicy ale nie przejmuję się tym tylko biegnę dalej. Nie jestem tu aby się ścigać ale po to by ukończyć bieg i pokazać po raz kolejny sobie, że jak chcę to potrafię :)
Półmetek choć nie wiem czy to 5km czy 6km bo nie ma oznaczeń trasy choć to trasa atestowana PZLA...
Jest wodopój. Chwytam jeden kubek piję. Ciepła ta woda. Chwytam drugi i trzeci kubek z czego zawartość jednego wylewam na siebie.
Do głowy dochodzą myśli czarne. Zejdź z trasy przecież to tylko głupie 10km. Będzie wstyd jak nie zejdę nawet poniżej 50 minut. Nie! Nie! Nie!
Nie zejdę z trasy i choćbym miał nie złamać 50 minut to przecież pracuję na swoją przyszłość czynię wysiłek a to tylko procentuje :) Serce oczekuje ode mnie tego bym biegł dalej. Nie poddam się i choćbym miał ostatni dobiec to dobiegnę ale ukończę a to też się bardzo liczy :)
Wybiegam na Piłsudskiego. teraz tylko z górki. Nawrót przy Zachodniej i biegniemy w stronę widzewa.
Wypatruję kolejnego nawrotu i coś mi się ubzdurało, że znajduje się on przy Kilińskiego ale nie. Jest przy Przędzalnianej...
W końcu ostatni nawrót i teraz już coraz bliżej. Spoglądam na czas. Nie będzie tak tragicznie :) Gorąco. Ale żyję :) Zdejmuję mokrą czapkę od potu. Planuję ostatni odcinek na Piotrkowskiej pobiec ile fabryka dała. Po drodze na Piłsudskiego mijam zawodnika, który zasłabł. Odpowiednie służby się nim zajęły.
Wbiegam na deptak Piotrkowska. Przyspieszam na maksa ile mogę. Spoglądam na czas może uda się zejść poniżej 48 minut...
Wpadam zdyszany na metę. W głowie się kręci. Czas 47:54 więc nie jest źle :)
Już wiem, że nie mogę zarywać nocy przed biegiem nawet jeśli ta noc spędzona jest z Kobietą :)
Najważniejsze, że kolejne 10km za mną i kolejne doświadczenia w sobie i wspomnienia, których nikt nie jest w stanie mi zabrać :)
Biegam dopiero pół roku więc szybsze bieganie dopiero przede mną. Nie ma się czym martwić, że nie udało się wykręcić dobrego czasu bo moim zdaniem ważniejsze od rekordów jest radość z biegania i tego sobie życzę i Wam aby nie utracić radości i przyjemności z biegania :)
Dzięki, że jesteście :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |