2011-05-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Puchar Maratonu bieg nr.2 - 10km (czytano: 477 razy)

Witam czytających i pozdrawiam :)
Zastanawialiście się co Wam daje bieganie?
Mnie dziś po zawodach dopadło takie myślenie :)
Ale może wpierw trochę opowiem co dziś mnie spotkało podczas zawodów :)
Otóż pominę, że się rozgrzewałem etc :) Od razu jedziemy ze startem.
No jak jedziemy to jedziemy :) W głowie plan był by zdobyć dziś choć 1 punkt do klasyfikacji a przypomnę, że był to drugi bieg z cyklu Puchar Maratonu tym razem dyszka.
Deszcz lekko siąpił choć w lesie bardziej się odczuwało spadające krople, gdyż wiatr potęgował ich spadanie z liści. Ale taki deszcz mi nie straszny :) Biegłem 42km195m w Silesia Marathon w pełnym deszczu więc teraz czułem się "doświadczony" :D
Ustawiłem się gdzieś pod koniec stawki. Nie wiem czemu ale mam tendencje by na starcie ustawiać się gdzieś z tyłu. Może to wynika z mojej nieśmiałości? Albo wyprzedzając tuż po starcie koleżanki i kolegów po fachu chcę się dowartościować :D Nie odkryłem tego jeszcze czemu tak się ustawiam...
Zacząłem wyprzedzać poszczególnych uczestników. Pierwsze 3km minęły dosyć szybko :) Ustawiłem się niedaleko za plecami pana Grzegorza i miałem zamiar trzymać jego tempo. Ale chcąc nie chcąc nadeszła słynna już góra prawdy jak ja ją nazywam czyli dość spore wzniesienie i strome :) A raczej nie nadeszła tylko ja do niej podbiegłem. No jak już się podbiegło to przydałoby się wbiec na szczyt :)
Organizatorzy wcześniej wspomnieli, że na szczycie owej góry będzie fotograf więc trzeba było z fasonem pokonać ową górę :)
Góra za mną... serducho bije jak oszalałe...
Biegnę dalej choć straciłem sporo do ludzi przede mną gdyż nie widzę ich. Spoglądam za siebie a tu też nikogo. Co jest?
Pierwsze kółko. 22 minuty równe więc jest dobrze ale zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko zejść poniżej 45 minut.
Biegnę dalej. Doganiam jednego z uczestników i biegnę za jego plecami. 7km i dogania mnie inny uczestnik. Z uśmiechem pytam "Ładnie to tak wyprzedzać słabszego?". W odpowiedzi usłyszałem, że nie jestem słabszy tylko może nie mam silnej woli... No to podziałało na mnie jak płachta na byka.
"Ja mu pokażę kto tu jest słabszy" :)
Biegnę za jego plecami. Ciężko jest ale walczę.
Znów góra prawdy...
Planuję ostatnie jakieś 700 metrów pobiec na maksa. W głowie są myśli. Nie rób tego odpadniesz... Nie odpadnę. Pokażę, że umiem walczyć, że nie na darmo trenuję podbiegi i inne :)
Przede mną w zasięgu wzroku trzech biegnących. Myślę jak nie teraz to nigdy. Włączam 5 bieg w swej 6-biegowej skrzyni :D
Wyprzedzam jednego... Potem dwóch naraz ciesząc się, że pokazuję plecy temu co twierdził, że niby nie mam silnej woli :)
Ostatnie 100 metrów. Włączam ostatni 6 bieg. Czuję małą kolkę. Aha słabo rozciągnąłem brzuch.
Słyszę doping jakiejś dziewczyny "Dawaj dawaj. Za metą nie pada".
Kolega Szymon widząc, że go nagle dościgam przyspiesza na maksa i nie daję już mu rady. Dobiegam szczęśliwy i radosny z uniesionymi rękoma w geście triumfu nad sobą nad swoimi słabościami pokazując jednocześnie, że umiem walczyć i nie mam słabej woli :)
Za metą dziękuję Szymonowi za walkę. Nadbiegają koledzy, których wyprzedziłem na ostatnich metrach. Dziękujemy sobie wzajemnie za walkę :)
To bardzo pobudza mój chart ducha i potęguje biegacza we mnie jako kogoś kto może walczyć i być lepszym w sportowej walce :)
Gdy się przebierałem podszedł do mnie Piotr :) Było to dla mnie spore zaskoczenie i pozytywny odzew w mej głowie :)
Pogratulował mi pisania owego bloga i spytał o kolano :)
Dziękuję Ci Piotrze :)
Wiele dla mnie to znaczy, gdyż zauważam, że kontakt z ludźmi dobrze na mnie wpływa :)
A przed chwilą spojrzałem na wyniki bo już są i jestem super radosny :)
Czas 44:24 więc o prawie pół minuty od rekordu z trasy atestowanej :)
No i 3 punkty do klasyfikacji a to oznacza, że mam ich 12 i jestem 6 w swej kategorii wiekowej :) I choć nie biegam dla miejsc to jednak cieszę się jak jestem gdzieś wyżej sklasyfikowany :)
Odebrałem także przed biegiem medal za udział w GP Łodzi w biegach przełajowych z czego jestem także dumny :) Mój 10 medal :)
Po biegu gdy wracałem do domu naszły mnie filozoficzne wręcz myśli :)
Czym dla mnie jest bieganie?
Wolnością, miłością, radością...
Rajem, do którego mam nieograniczony dostęp...
Przyjacielem, na którego zawsze mogę liczyć, który mnie nie zdradzi...
Co daje mi bieganie?
Dowartościowanie i budulec główny mego ego :)
Jak nie biegam dwa dni to czuję smutek. Jak biegam to potwierdza się to o czym czytałem, że bieganie uwalnia stres oraz, że problemy stają się nagle łatwiejsze do rozwiązania :)
Z dumą spoglądam na swe 10 medali wśród których są dwie perełki czyli za Cracovie Maraton i za Silesia Marathon :) Ale każdy medal kosztował mnie wysiłek. Nie zdobyłem ich łatwo. Musiałem pocierpieć, musiało poboleć. Jednak uważam, że warto pocierpieć trochę podczas biegu by później mieć co wspominać i powiedzieć sobie z dumą ale także i kolegom w pracy, którzy nie biegają, że tak ja biegam i się tego nie wstydzę jestem z tego dumny należę do ELITY osób, które swe życie wzięły w swe nogi :)
I zauważam, że odkąd zacząłem biegać moje życie ma kolory już się nie boję, że złapie mnie ból samotności bo mam bieganie :) Zakładam buty dres i biegam :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Aussie (2011-05-16,12:02): My pleasure, Badyl:)
Dla mnie bieganie jest również czymś więcej, niż światem cyferek, miejsc, czasów. Jest swego rodzaju filozofią, medytacją. Poza (pozytywnym) uzależnieniem rzecz jasna;).
Cel jest niczym, droga jest wszystkim...
Pozdrawiam, miło było poznać się osobiście.
Zdrówka i do zobaczenia na biegowych ścieżkach! BadylLodz (2011-05-16,14:40): Mam nadzieję, że do zobaczenia już w najbliższą niedzielę podczas Biegu Piotrkowską bo widziałem, że jesteś zapisany :)
|