2011-05-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 8 dni - 3 starty (62km195m) cz.2 - Biegłem przez Nikisz - Silesia Marathon (czytano: 562 razy)

Silesia Marathon.
Miał być moim pierwszym maratonem w życiu. Przypomnę, że biegam od 28 listopada 2010 roku :) miał być pierwszym ale był drugim :) Pierwszym jak wiadomo był Cracovia maraton.
W poniedziałek praca do 22 a pks do Katowic we wtorek o 3:20.
Mało snu ale byłem podniecony swym drugim maratonem.
Martwiłem się jedynie by zdążyć odebrać pakiet startowy z numerem a czas był do 7:45 a w Katowicach planowo powinienem być o 7:05.
Jestem w Katowicach. Kilka razy już tu byłem więc wiem gdzie się kierować na jaki tramwaj do Chorzowa.
7:21 dopiero tramwaj. Jadę nerwowo spoglądając na zegarek. Po drodze wsiadają Ukraińcy :)
Wysiadam przy głównym wejściu do Parku, w którym jest biuro zawodów i start. 7:40. Mam 5 minut. Biegnę więc...
Zdążam na czas :) Już mogę zająć się maratonem :)
Idę Do szatni, która znajduje się na Stadionie Śląskim. Rozglądam się po parku i myślę, że dopiero tu byłem bo 20 marca na Silesia EcoRun :)
Przebieram się zakładając na wierzch jaskrawo zieloną bluzę Kalenji z napisem na plecach Badyl Łódź :) Odnosze torbę z rzeczami do depozytu a w zasadzie żółtego autobusu, który będzie też na mecie w Katowicach :)
Rozgrzewka :)
Ustawiam się na starcie. Zaczyna lekko padać. Ale nie boję się deszczu. Mam określony cel :) Nauczony pokory podczas Cracovia maraton gdzie chciałem zejść poniżej 4h nie wiedząc, że kolana nie są przygotowane na tak szybkie tempo na tak długim dystansie, tutaj chcę o kilka minut zrobić życiówkę i wolniej zacząć nie dać się ponieść tłumowi. Życiówka z Krakowa 4:29. Może i wstydliwa ale mam z czego teraz zbić :D
Start :) Mam swój cel :)
Boję się o kolana...
za 3 km skręcam siusiu pod drzewo :) Mijając kolejne oznakowania km spoglądam na czas czy trzymam swoje tempo. Udaje się :)
Wybiegamy z parku. Pada już dość mocno. Pocieszam się, że warunki są tak samo sprawiedliwe dla mnie jak i dla innych :)
Biegniemy przez Chorzów... Czuję jakby wszystkich ludzi wysiedlili ale wiem, że to wina deszczowej pogody. 10km. Jest dobrze cieszę się biegiem zwiedzając jednocześnie okoliczny krajobraz nieraz opustoszałe gruzy jakiejś fabryki czy kopalni...
Mijam Pawła :) Kojarzę go z Cracovia maraton. Wtedy biegł boso pchając wózek z niepełnosprawnym :) Teraz też biegnie boso sam zachęcając uczestników że coraz bliżej meta :) Nie interesuje go miejsce ani czas z tego co widze :) Cieszy się biegiem :)
Wbiegamy do Siemianowic Śląskich. Ulice całkowicie pozamykane co mnie cieszy bo można wykorzystać całą szerokość każdej z nich nie obawiając się o jeżdżące samochody. Przy jednej ze szkół ustawione dzieci w rządek i słyszę "Jeszcze jeden, jeszcze dwa, jeszcze tyle ile się da" :)
Dobiegam do 15km z dala słysząc głos spikera. Gdy moim oczom ukazuje się balon oznaczający 15km okazuje się, ze spiker pyta każdego z przebiegających skąd jest :)
Moja kolej. Krzyczę Łódź i słyszę głos spikera "Witamy Łódź". A gdy przebiegłem kilka metrów słyszę ponownie "Słynny Badyl z Łodzi zawitał na Śląsk" :) Bardzo mnie to rozbawiło :) Poczułem się jak ktoś bardzo ważny :)
Mijają kolejne kilometry. Wbiegamy do Katowic. Zbliżam się do połówki. Nagle dołącza się do mnie pewien uczestnik młody chłopak imieniem Wojtek :)
Zapoznajemy się :) Biegniemy razem do ok. 28km On jednak biega szybciej więc go puszczam wolno :)
Doskwiera brak na trasie toi toi. Kolana wporządku nie bolą. Ale czuję, że chyba będę musiał się wypróżnić przy najbliższym skupisku drzew. Jednak walka w głowie i biegnę dalej. 30km przychodzi z upragnieniem. Jeszcze tylko 12km.
Czuję się jakby ktoś za mną biegł tym samym tempem. Oglądam się i faktycznie w odległości jakichś 15m biegnie za mną pewien chłopak może w moim wieku. Dodaję sobie nowy cel. Nie dać się jemu wyprzedzić :)
Tymczasem ja utrzymuję swoje tempo mijając po drodze tych co biegną wolniej lub już maszerują. Znam ten ból maszerowania więc rozumiem ich. Wbiegam w zabytkową część Katowic. Coś jakby tunel ułożony z kamienic. Piękne czerwone cegły tychże budowli pewnie pamiętające powstania śląskie zdają się dodawać otuchy :) Pytam kibica jak ta dzielnica się nazywa. "Nikisz" otrzymuję w odpowiedzi:) Biegnąc rozglądam się na lewo i prawo. Chciało by się w takiej scenerii biec już do mety. Kibice zagrzewają "Dawej dawej" :)
Wybiegamy z Nikisza...
Chłopak cały czas za mną biegnie.
Ostatni ostry krótki podbieg, za którym ukazuje się 41 km :) Jestem szczęśliwy :) Wiem, że moge śmiało wrzucić na maksa :) Kolana super nie bolą :) Wrzucam maksa...
Wyprzedzam kolejnych uczestników biegnąc z uśmiechem :) Zachęcam po drodze dwóch mężczyzn "Panowie jeszcze kawałek". I słyszę już za plecami "Co on dopiero zaczął biec?".
Ostatnia prosta :) Po prawej jedzie tramwaj i kątem oka widzę, że pasazerowie patrzą jakby na mnie :) Po lewej słyszę głos dwóch młodych nastolatek "Hej zielony". Spoglądam w ich stronę. "Siema" słyszę :) Odpowiadam podniesieniem lewej ręki :) Dobiegam do mety wykrzykując juhuuuu!!! z podniesionymi rękoma ku górze :) Drugi mój maraton przeszedł do historii :) Czas 4:20 więc aż o 9 minut poprawiona życiówka :) Pewnie dałoby jeszcze lepiej ale nie ma co szaleć :)
Medal wisi na dumnej szyi :)
W chwilę później gdy odebrałem swoje rzeczy z depozytu nie wiedziałem, że jest możliwość pójścia się wykąpać do hotelu... Przebieram się prawie pod gołym niebem. Zimno dłonie skostniałe...
Dopiero teraz czuję ból nóg. Chodze jak kaczka :D
Mogę wracać do Łodzi :)
Wiem, że jestem bohaterem sam dla siebie :)
Wiem, że ponownie dokonałem sprawy niesłychanej :)
Wiem, że mam się czym chwalić :)
Nie maszerowałem co uznaję za ogromny sukces.
Biegłem biegłem biegłem :)
Mogę śmiało rozpocząć odpoczynek :) Zasłużyłem na niego :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |