2011-03-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Niedziela (czytano: 530 razy)

Skoro niedziela to jak na porz±dnego biegacza przystało w planie musiało pojawić się długie wybieganie.
W tym miesi±cu to mój drugi trening z tej serii ale jak się okazało znacznie trudniejszy do zrealizowania niż przypuszczałam.
A wszystko to za spraw± wirusa, który się do mnie przyczepił i nie chce po dobroci odej¶ć.
Od rana czułam się już niewyraĽnie. Targały mn± w±tpliwo¶ci czy pojechać na trening czy odpu¶cić?
Wybrałam opcję: jedĽ , najwyżej zrobisz mniej kilometrów...
Pierwsz± piętnastkę biegałam po 5"00/km. Czułam się ¶wietnie, aż tu nagle organizm zacz±ł protestować.
Muszę dać radę - pomy¶lałam
Przecież tak samo może być na zawodach i co wówczas?
Poddać się i zej¶ć z trasy?
Maratończyk tak nie robi...
A że końcówka czyli ostatnie 5 km było w tempie po 4"20/km zacisnęłam zęby by polecieć swoje w my¶l motta: płacz na treningu, ¶miej się podczas walki.
Szczerze powiedziawszy ten trening tak mi wszedł w ... jak żaden inny bo bieganie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz na co trafisz..
Dzisiaj na liczniku: 20 km.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |