2009-05-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kocia interwencja... (czytano: 527 razy)

Nie przepadam za kotami.... Chociaż to może złe określenie, tak prawdę mówiąc, koty są mi zupełnie obojętne. Niech sobie są, byleby nie łaziły po moim samochodzie i nie sikały na murek przy wejściu do klatki schodowej – co jednak czynią namiętnie...
Wczoraj, wracając z pracy i sklepu, tuż pod klatką schodową, kiedy właściwie szukałam już kluczy od domu, usłyszałam koci płacz. Dochodził z okienka piwnicznego. Zobaczyłam tam kota – wciśniętego jakoś dziwacznie pomiędzy murek bloku, a okienne pręty...zresztą nie potrafię dokładnie tego opisać, ani wyobrazić sobie, jak i po co on tam właził.... Miauczał tak, że moje serce od razu rozdarło się na pół, a że nie potrafię przejść tak obojętnie, kiedy jakiś zwierzak cierpi, zaczęłam kombinować, jakby tu mruka wyciągnąć. Jedynymi częściami ciała, którymi mógł ruszać, był łepek i ogon – reszta była unieruchomiona. Próbowałam chwycić go za grzbiet, próbowałam mu uwolnić zadek, ale lipa...nic nie działało, a biedak na przemian darł się i cichł...
Kiedy tak walczyłam zjawiła się jakaś dziewczyna z sąsiedniej klatki (jak się później okazało dokarmia czasem podwórkowe koty) i oznajmiła, że to kotka i w dodatku kotna (co tłumaczyło, czemu wcisnęła głowę, a reszty nie zmieściła).
Razem uradziłyśmy, że trzeba powiadomić schronisko. Jednak w schronisku powiedzieli nam, że jedyny samochód jest na interwencji i nieprędko wróci oraz abyśmy jeszcze same popróbowały pomóc kocicy.
To było bez sensu, więc nie zastanawiając się zbytnio zadzwoniłyśmy po Straż Pożarną. Długo nie kazali nam czekać....przyjechał taki ogroooomy wóz, a z wozu ochoczo wyskoczyło 5 strażaków :-)))) A jacy to byli fajni strażacy.... no tacy przystojni i uśmiechnięci :D i w tych kombinezonach i w ogóle :-))))))))))
I tak wysiedli, popatrzyli na kotka (który jak ich nad sobą zobaczył, rozdarł się już konkretnie), popatrzyli na mnie i sąsiadkę (i na nasze słodko – smutno – błagalne minki).... i dzielnie zabrali się za ratowanie futra :)
Wystarczyło, że solidnie pociągnęli za kratę (wcześniej nie wiedzieć czemu, rozebrali kawałek chodnika), a kocica poczuła luz i wystrzeliła jak z procy! Zanim udało jej się wślizgnąć pod zaparkowany samochód, wywaliła się 2 razy, a potem czmychnęła między bloki... Strażacy sprawiali wrażenie wyraźnie uradowanych. Poskładali chodnik, wysłuchali naszych podziękowań i odjechali, a ja, sąsiadka i tłum gapiów rozeszliśmy się każdy w swoim kierunku.
W końcu mogłam wziąć na spacer moją Fruzię. Wyszłyśmy, przeszłyśmy może ze 100m, patrzę...a na chodniku leży rozkraczona kocica i płacze...
No to ja Fruzię do domu, do piwnicy po transporter do przewożenia zwierząt, do domu po stary ręcznik i w końcu po kota. Szkoda tylko, że nie miałam pojęcia, jak kocicę załadować...syczała jak tylko próbowałam się zbliżyć na mniej na mniej niż pół metra, aż w końcu po kilku moich próbach odskoczyła kawałek i wskoczyła w taką wybetonowaną dziurę, zwinęła się w kłębek i cichutko popłakiwała...
No to ja do domu, telefon do schroniska, potem 20 min. pilnowania kota, aż w końcu przyjechał miły Pan, założył rękawice i wyciągnął przerażoną kocicę z dziury... Załadował ją do klatki, porozmawialiśmy chwilkę i pojechał do schroniska. Na Jego „oko” była kotna i raczej nie połamana, tylko solidnie poobijana i w ogromnym stresie...
Ja wróciłam do domu (po w sumie prawie 2 godzinach) i zabrałam się za szykowanie obiadu :)
A na zdjęciu Diesel – czeka w gdyńskim schronisku, może na Ciebie?
Trafił tam oblany naftą lub ropą, kiedy go przyniesiono nie miał sierści, a skórę miał spaloną. Teraz jest spokojnym, dostojnym kocurem, a kiedy chce być głaskany, patrzy człowiekowi prosto w oczy tak długo, dopóki nie zmiękczy Jego serca...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Foxik (2009-05-12,17:06): Tego, że masz dobre serce już się nie wyprzesz!!! :) Niedola zwierząt nie często jest zauważana przez ludzi - tym większa Twoja zasługa :) Kedar Letre (2009-05-12,22:10): Gratuluję godnej naśladowania postawy!!! Kiedyś pewien zdziczały kociak przy próbie wyciągnięcia go zza łóżka poharatał mi pazurami i zębami rękę w strzępy.Przy próbie uwolnienia się od oprawcy tak go rzuciłem o ścianę ,że o mało nie przeżył.Kilkanaście dni później byliśmy najlepszymi kumplami.Chodził ze mną do lasu i wskakiwał na ramię jak wracałem z pracy.Czy lubię koty?.....sam nie wiem.Tego lubiłem. TREBI (2009-05-12,22:26): Kiedyś też nie lubiłem kotów. Ale z czasem się do nich przekonałem. Mają ciekawą osobowość, są zagadkowe i tajemnicze. No i trzeba sobie zasłużyć na ich życzliwość:)
jacdzi (2009-05-13,08:15): Ach Ci przystojni Panowie w swoich mundurach!
A Twoje zowe zdjecie pelne uroku. suchy (2009-05-13,08:15): W ubiegłym roku,jak wychodziłem do roboty przypałętał sie do mnie kot, czarny śliczny kot :) nazwałem go Teodor :) polubił mnie i rzucałem mu kiełbasę z okna. Jak mnie widział na balkonie przychodził, wskakiwał na samochód i skrzynkę elektryczną i miałczał :) Raz nawet zabrałem go do domu ale Iwonie się to nie spodobało :P piter82 (2009-05-13,09:47): brawo Aga, niejeden przeszedłby obojętnie - ty to masz przygody :-) krokodyllos (2009-05-13,10:05): A ja Aga mam 6 kotów domowych, więc Twój wpis mnie ucieszył:)Uważam , że w procesie ewolucji pies ma jeszcze wiele do nauczenia się od kota i tu pewnie sie nie zgadzamy... Najlepszego. Grażyna W. (2009-06-04,22:50): Jestes kochana Agusiu :) Je też nigdy nie przejdę obojętnie obok czyjejś krzywdy, czy nieszczęscia, zawsze pomogę i to powinno być zupełnie normalnym zjawiskiem, a nie jest... Ev (2009-06-23,11:32): za dużo ratowania kotów jak na jeden dzień :)
|