Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [28]  PRZYJAC. [87]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
AgaR.
Pamiętnik internetowy
Kiedy, jak nie teraz...?

Agnieszka
Urodzony: 1980-03-30
Miejsce zamieszkania: Gdynia Miasto z Morza i Marzeń
52 / 106


2009-04-27

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
VI Leśny Maraton Rowerowy (czytano: 350 razy)

 

Weekend zapowiadał się bardzo przyjemnie – i taki właśnie był :)

Mój nick – Aga_mtb zobowiązuje...ponoć. Żeby nie było to tamto, w sobotę wybraliśmy się z Michałem na zawody MTB. W sumie to zapowiadało się śmiesznie, bo odkąd biegam, na rower wsiadam ze 4-5 razy w roku, a ostatnio jeździłam w listopadzie ;) Ale co tam, postanowiłam ustawić się na szarym końcu i wystartować jako ostatnia – przynajmniej byłam spokojna, że nikt nie rozjedzie już na początku.
Bardzo ucieszył mnie też fakt, że również Michał postanowił wystartować w zawodach. Nie musiałam Go nawet namawiać – ochoczo zgłosił swój udział, jak tylko wspomniałam o imprezie.
Tak więc w sobotę skoro świt spakowałam niezbędne rzeczy, w tym czasie Michał załadował rowery do samochodu i pojechaliśmy do Wejherowa.
Na miejscu sporo znajomych, pogaduchy, śmiechy, przygotowanie roweru do startu, no i strat.
Trasa to 2 albo 3 (do wyboru) 23-kilometrowe pętle po lesie – wybrałam oczywiście 2 i dobrze zrobiłam, bo pod koniec tyłek bolał już niemiłosiernie ;)
Generalnie trasa piękna, urozmaicona, tylko meeeega piaszczysta – rowery się zakopywały i miejscami trzeba było jechać po krzakach albo iść. Ja wybrałam to pierwsze, bo w końcu to zawody rowerowe, więc trzeba jechać, a nie iść. Poza tym nic mnie bardziej nie wybija z rytmu, jak zejście z roweru i marsz.
Były też fajne podjazdy (oczywiście po piachu), na których to wyprzedzałam, bo większość zawodników szła. Ja uparcie pedałowałam, bo podjazdy to akurat zawsze bardzo lubiłam. Niestety traciłam na zjazdach (też po piachu), bo generalnie jeżdżę zbyt ostrożnie i mam talent do nie mieszczenia się w zakrętach (2 razy wjechałam w krzaki)....
Finalnie skończyłam z czasem 02:09 i byłam chyba 7 czy 9 wśród około dwudziestu kobiet, które jechały 2 pętle – chyba nieźle :) Michał był szybszy o kilkanaście minut.
No i kurcze spodobało mi się to ściganie.... od czasu do czasu będę startowała, tak dla urozmaicenia.
Po zawodach grill, znów pogaduchy, trochę leniuchowania i trzeba było wracać.
W domku kąpiel, pranie, później zabrałam się za obiadek, a w tym czasie Michał wyczyścił rowerki (poprzymilałam się, to i moją meridkę wypucował).
Wieczorem pojechaliśmy jeszcze do kolegi Sławka (mojego kochanego zająca z Poznania) na naleśniki, piwko i oczywiście pogaduchy :)
Sobota minęła bardzo, bardzo przyjemnie i przede wszystkim wspólnie, od rana do nocy. I bawiliśmy się przy tym równie dobrze – i ja i Michał :)

Na niedzielny poranek Michał miał zaplanowaną sesję zdjęciową w Gdańsku, więc skoro świt zabrał się za pakowanie sprzętu. Ja miałam w planie wycieczkę biegową, a żeby nie było nudno wymyśliłam, że zabiorę się z Michałem samochodem, wysiądę gdzieś po drodze i wrócę biegiem do domu. Wysiadłyśmy z Fruzią w Sopocie i pobiegłyśmy lasami w stronę Gdyni. Wyszło ok. 17 - 18km. W lesie – cudowna wiosna w pełni. Zatrzymałyśmy się nawet na półgodzinny odpoczynek nad strumieniem w rezerwacie „Kacze Łęgi”. Ja siedziałam i chłonęłam piękno przyrody wszystkimi zmysłami, a Fruźka brodziła w strumyku i pasła się na soczystej trawce. Oj nie chciało się wracać....
Kolejnym uroczym miejscem, w którym zatrzymałam się na chwilę był stary, dziki sad, w którym wszystkie drzewka obsypane były kwiatami – nie było widać nic, ani gałęzi, ani listków – same kwiaty! Zapach był niesamowity, prawie narkotyczny, a „białe” drzewka z błękitnym niebem, zieloną trawką i kępami kwitnących szafirków, pięknie kontrastowały.... oj cudowne miejsce.... Musiałam nasycić wzrok, bo na dniach drzewka zaczną przekwitać i na taki widok przyjdzie mi czekać cały rok.

W domu zrobiłam sobie domowe SPA, uparcie szukałam kanału Eurosport (transmitowali londyński maraton), którego chyba jednak nie mam, więc musiałam zadowolić się relacją sms-ową (dzięki Sławku!) :)
Wrócił Michał, zjedliśmy obiadek, a ja wybrałam się z krótką wizytą do rodziców i Kasi (ha! i dostałam od Kasi super fajną koszulkę biegową NB!).
Wcześniej jeszcze połaziłam sobie po sklepach :-)
Wieczór też był miły :-)

A następny weekend zapowiada się równie sympatycznie :-)


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Marysieńka (2009-04-27,11:08): Muszę przyznać, że jak na wolny od pracy, Twój weekend całkiem pracowicie wyglądał:)))
Isle del Force (2009-04-27,11:13): no to ja nacieszę zmysły Silesia Marathonem i okolicami Szlaku Orlich Gniazd, na rowerze oczywiście.
Henryk W. (2009-04-27,12:00): Ale za to w bieganiu to Ty lejesz Michała - prawda?
enemigo (2009-04-27,12:50): kurcze, Tobie to dobrze, wiosna, slonce, kwiatki, a ja tutaj w tym deszczu do rana... a jak kapiele w morzu, praktykujesz caly czas?
Marfackib (2009-04-28,07:45): Hej... nie ma jak to MTB :-)))))







 Ostatnio zalogowani
Moniasz
13:27
Admin
13:26
Wojciech
11:35
PRE
11:13
schlanda
11:07
Świstak
10:55
Gryzli
10:55
Mikesz
10:36
zwojtys
10:33
BOP55
10:21
wypar@interia.pl
10:09
biegacz54
10:03
Leno
09:31
RunLaw
09:06
Tatanka Yotanka
08:42
42.195
08:28
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |