2009-01-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Koniec, a może jeszcze nie...? (czytano: 351 razy)

Ale się naczytałam wczoraj...
O zdrowym odżywianiu, o stylu życia zgodnym z naturą, o suplementacji, o różnych wymyślnych dietach...no cuda normalnie. Od tego wszystkiego mam lekki mętlik w głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie dietetyki.
No bo jak tu na przykład zjeść 30kg cytryn w kilka dni....Niby oczyszcza organizm z toksyn i innych, niepotrzebnych metabolitów – taka dieta.
Ja oczyszczam organizm pijąc pokrzywę z bratkiem – ale czy mam pewność, że ta pokrzywa nie rosła przy ruchliwej drodze krajowej? No nie mam....a jeśli rosła, to przy okazji dostarczam sobie solidną dawkę metali ciężkich.
Z drugiej strony jednak te cytryny też mi się nie widzą. Rosną sobie dajmy na to w Hiszpanii, a jak to bywa na plantacji są ostro faszerowane chemią. Są piękne, jędrne, nie mają robali i co najważniejsze....mogą spokojnie przeleżeć ze 2 – 3 miesiące i żadna się nie zepsuje, nie ruszy ją pleśń, itd.
A z trzeciej strony, skoro żyjemy w takim, a nie innym klimacie od wieków, nie powinniśmy jeść cytrusów, bo w naszym klimacie po prostu naturalnie nie rosną (póki co...) i nie są dla nas naturalnym pożywieniem :-) Taką właśnie tezę też słyszałam.
I bądź tu człowieku mądry...
Mało tego...Fruzia (moja suczka biegowa) żyje na kulkach (czyli szama psią karmę)... i chyba jej to smakuje. Uwielbia też drób, ale w obecnych czasach kurczaki rosną w 6 tygodni (naturalnie około 2x dłużej), a w Chinach pewnie jeszcze krócej...
Na szczęście póki co, Fruzia wygląda jak normalny pies, zachowuje się również jak na psa przystało – czyli np. na dzisiejszym porannym spacerku wąchała krzaczki i ryła w śniegu. Później, biegnąc wpadła w poślizg, ale to już uwarunkowane było pogodą :)
A poza tym Rosja odcina gaz, zbliża się globalne ocieplenie klimatu, gazy cieplarniane produkujemy w zastraszającym tempie i nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej, lodowce topnieją, ale może zamiast ocieplenia, przyjdzie jednak zlodowacenie...? Bo czemu by nie?
Za xx lat Polska będzie miała podobny klimat do tego, który obecnie jest w Grecji, będziemy uprawiać oliwki (może będą tańsze), ale już teraz mamy zasoby słodkiej wody zbliżone do Egiptu.
Poprawia się natomiast stan wód Bałtyku (pomału, ale sukcesywnie od kilkunastu lat), co mnie bardzo cieszy. Nie powiększają się już obszary pustyń siarkowodorowych, a np. Zatoka Pucka w końcu zarasta trawą morską i tworzą się zielone łąki:-)
Jednak wobec postępującego w zastraszającym tempie ogólnego zanieczyszczenia środowiska na świecie, niedługo będziemy musieli szukać innych miejsc, gdzie będzie można żyć. Atmosferę ziemską zniszczymy do reszty i tyle będzie...
Może jednak nie będzie tak źle... Myślę, że zdążę jeszcze nabiegać życiówkę jesienią w maratonie, więc póki co trenuję i trenować będę.
Zdjęcie: www.adamlawnik.pl ---> Lofoty (Norwegia)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marysieńka (2009-01-07,10:54): Aga...Naprawdę się naczytałaś!!! Na te wszystkie Twoje wątpliwości mam jedną receptę...Po prostu nie myślę o tym, nie "zawalam" umysłu tym na co i tak nie mam najmniejszego wpływu...no, na to co jem mam...ale zjadam tylko to na co mam ochotę..żadnych diet!!! :))) AgaR. (2009-01-07,10:57): Wiem Marysiu, wiem... Tak naprawdę jak też to wszystko traktuję z "przymrużeniem oka". mamusiajakubaijasia (2009-01-07,11:08): Agusia...mam propozycję:)) Idź teraz do kuchni, zrób sobie gorącą herbatę z cytryną (nie nasze to, ale witaminy C ma sporo), kropnij do tego rzetelna łyżkę miodu, puść sobie Stacey Kent, a wieczorem albo najdalej w sobotę upiecz całą blachę szarlotki z dużą ilością cynamonu (też nie nasz, ale szarlotka bez cynamonu to zupełnie nie byłoby to...poza tym cynamon fenomenalnie rozgrzewa i jest niezgorszym afrodyzjakiem)....I jeszcze jedno...pomyśl, jaka jesteś szczęśliwa nie musząc pożerać tej chorej ilości cytryn, a zaledwie dawkując je sobie z umiarem:) I co? Prawda, że od razu lepiej:) MĄDRE książki zostawmy MĄDRYM ludziom...a my - intuicjonistki, bądźmy po prostu szczęśliwe:)) AgaR. (2009-01-07,11:20): Gabrysiu - mało tego, kupię Fruzi soczystą, świeżutką kurzą pierś i niech też wcina na zdrowie! :-)) I masz rajcę, jeszcze dziś zrobię ciasto (ojjjj mąż się ucieszy, a najbardziej, jak wyjdzie mi zakalec)... Grażyna W. (2009-01-07,12:18): Agusiu, kiedyś też dużo czytałam na takie różne tematy, jednak z czasem zaczęło mnie to przygnębiać, przytłaczać i przestałam. Jednak to od kazdego z nas, w większym, czy mniejszym stopniu, zależy jak daleko posuną się te zmiany klimatyczne. Przecież to my jednostki tworzymy społeczenstwo i jednak mamy jakiś tam wpływ na otaczający nas świat. Może niewielki, ale zawsze. Owszem, na jakośc naszych posiłkow też mamy wpływ, ale nie do końca, bo czyż zawsze wiemy, co jemy...no właśnie ;)
Nie stosuję żadnych diet, jem to, na co mam ochotę i to, co lubię, chociaż mój żołądek często się buntuje, niestety.
Wierzę w moc ziół. Ostatnio kupiłam sok z brzozy.
A Fruzi daj tę soczystą pierś :) Pozdrawiam. Hepatica (2009-01-08,12:25): :-)Zdolności adaptacyjne do zmiennych warunków organizmów żywych w tym człowieka sa praktycznie nieograniczone i do końca niepoznane:-). Myslę więc, że tak szybko nasza Planeta nie zmieni się i nie zniknie, a my wraz z nią bedziemy trwać:-))). Aby poczuć sie lepiej wobec przerastającego nas problemu posegregujmy sobie smieci, podokarmiajmy ptaszki, chociaz czy to cokolwiek zmieni patrząc na zagadnienie w skali makro???:-)))
Smacznego życzę podczas pałaszowania ciasta upieczonego z jaj pochodzących z "ekologicznych" ferm, z mąki wyprodukowanej ze zbóż nie modyfikowanych genetycznie i zjedzonego z talerzyka umytego w ulegającym biodegradacji płynie:-))). A dla fruzi koniecznie filet z kurczaczka z gospodarstwa agroturystycznego;-))))
|