Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [28]  PRZYJAC. [87]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
AgaR.
Pamiętnik internetowy
Kiedy, jak nie teraz...?

Agnieszka
Urodzony: 1980-03-30
Miejsce zamieszkania: Gdynia Miasto z Morza i Marzeń
33 / 106


2008-12-30

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
--- spotkanie --- (czytano: 277 razy)

 

Ostatnie dni przyniosły mi wiele biegowych radości... Nie wydarzyło się nic wyjątkowego, nie pobiłam żadnych rekordów prędkości treningowych, nie poczyniłam też żadnych znaczących postępów, ale w końcu po długim czasie wracam z każdego treningu uśmiechnięta i pełna energii.
Dlaczego? Ano dlatego, że wracam do domu bez bólu w kostce... Kiedyś tego nie doceniałam, ale teraz widzę, jakie to ogromnie ważne. Zresztą, kto miał kontuzję ten wie, jakie to frustrujące, dołujące i odbierające motywację, kiedy nasze plany sięgają nieba, a jakiś drobny często szczegół (np. przyczep ścięgna, czy coś tam) strąca nas z tego nieba....Z hukiem spadamy na ziemię i nabijamy sobie kolejnego guza. I co pozostaje? Kolejny raz podnieść się i rozpocząć wspinaczkę od początku....I ja tak rozpoczynałam raz za razem i jak już myślałam, że jest dobrze, spadałam.
Teraz chyba naprawdę jest już dobrze, przynajmniej mam taką nadzieję. Dlatego każde bieganie bez bólu napawa mnie radością i optymizmem. Jednak z drugiej strony jestem bardzo ostrożna...chyba nawet za bardzo. Tak sobie myślę, że jak teraz znów zacznie boleć, to ja nie mam kolejnego pomysłu, co robić...Łapię się na tym, że boję się mocniejszych / dłuższych treningów, obawiam się, że znów wróci ból...ale...odpukać, jest dobrze!

W drugi dzień Świąt biegałam sobie właśnie taki pierwszy dłuższy trening - cross. W planie miałam 16-18 km, więc zabrałam ze sobą muzyczkę (Wiesiu, uprzedzę Twój komentarz -swojego organizmu też słuchałam, a nawet przede wszystkim!).
I tak po jakiś 12 km spotkałam biegacza. Na początku biegł za mną, ale kiedy ja zrobiłam nawrotkę (droga się skończyła), krzyknął: - Hej koleżanko! – Biegniemy dalej, pokażę Ci fajną ścieżkę, można zrobić pętlę, zamiast wracać tą samą drogą!
Normalnie gdyby mi nieznajomy facet zaproponował, że pokaże mi fajną ścieżkę w lesie, grzecznie podziękowałabym i szybciutko uciekła, ale przecież to był biegacz. Biegaczom jakoś ufam bardziej...co i tak niekoniecznie może mi wyjść na dobre...

W każdym razie pobiegliśmy dalej wspólnie (w razie czego, miałam ze sobą psa obronnego).

---- Na zdjęciu obok: mój pies obronny! ----

Towarzysz okazał się nieziemskim gadułą...i to bardzo dobrze, bo narzucił fajne, energiczne tempo, przy którym jednak miałabym problemy ze swobodną konwersacją. Okazało się, że mój współtowarzysz to 71-letni weteran biegowy, który kilka miesięcy temu pochował żonę (zmarła po długiej chorobie) i postanowił powrócić do biegania po prawie 20 latach przerwy.
Jego przygoda z bieganiem zaczęła się, kiedy jako młody chłopak trafił do klubu lekkoatletycznego. Z wielkim sentymentem i z taką nutką tęsknoty wspominał pierwszy dres ortalionowy i adidasy, które wtedy dostał, jako klubowicz. Nie musiał już biegać w niewygodnych trampkach... A ortalionik...szał, lux i rarytasik:)) – to Jego słowa :>
Opowiadał mi o różnych biegach, o swoim debiucie maratońskim (3:26) i życiówce (ok. 3:04), której jednak nie dane Mu było poprawić – poważna kontuzja. Później, kiedy powrócił do biegania, nie biegał już maratonów...

Teraz, od kilku miesięcy trenuje. Zaliczył latem i jesienią wszystkie imprezy biegowe, jakie dał radę. Szuka kolegów, z którymi ścigał się przed laty. Niektórzy są już po drugiej stronie „warkocza”, inni siedzą przed TV i są bogatsi o spore brzuszki, ale część z nich nadal biega... Jaka to wtedy radość spotkać takiego kumpla! Czasem nie pamiętają swoich imion, ale doskonale pamiętają, w którym roku, na jakich zawodach jeden wygrał z drugim i z jakim czasem! Wspominają wspólne wyjazdy na zawody, zwycięstwa, porażki, treningi...
Teraz znów zaczynają się ze sobą ścigać...tyle, że w innych kategoriach wiekowych :) Planują starty na przyszły sezon, gdzie by tu pobiec, gdzie pościgać się. Mój towarzysz nawet zdradził mi (w tajemnicy), że ma chrapkę na wygraną z takim jednym, którego za nic nie mógł prześcignąć przed wieloma laty. Już ten sezon pokazał Mu, że w przyszłym (jak dobrze potrenuje przez zimę i wiosnę) da radę rywalowi...

Piszę o tym wszystkim, bo choć od mojego spotkania z tym biegaczem minęło już kilka dni, to nadal siedzi mi ono w głowie. Energia i optymizm, jakie biły od tego człowieka były niesamowite! Opowiadał wszystko z takim zaangażowaniem, pasją i widać było, że powrót do biegania tchnął z Niego nowe życie...nową energię ...
Nie potrafię tego spotkania dobrze opisać, bo niektórych emocji nie da się opisać, ale wiem, że nie zapomnę go...

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Hepatica (2008-12-30,12:55): Jak to dobrze, ze śa na Świecie tacy ludzie. Mamy od kogo zarażać się tymi wszystkimi dobrymi rzeczami jak optymizm, nigdy nie gasnąća chęć zycia i wielka radość z przezywania małych WIELKICH rzeczy:-). Chciałabym być kiedys też taką staruszką:-)))
Ev (2008-12-30,12:56): ten Twój pies wygląda jak z epoki lodowcowej! przepiękny brzydalek :)))))))))))))))))))
Marysieńka (2008-12-30,12:56): Aga...Czasami tak już jest, że jakieś, na pozór nic nie znaczące spotkaniae zapada nam na długi czas w pamięci. Jestem pewna, że jeszcze nie jeden raz będziesz myślami do tego spotkanego biegacza wracała myślami:))
Grzegorz J (2008-12-30,13:26): Mnie bardziej przypomina Zgredka z Harrego - tak przynajmniej jak patrzy mu się na oczy :)







 Ostatnio zalogowani
poltergeist
11:04
Leno
10:50
mc42
10:47
kryz
10:47
jaro kociewie
10:35
BOP55
10:27
mieszek12a
10:05
ProjektMaratonEuropaplus
10:04
lisu
09:59
mariuszkurlej1968@gmail.c
09:49
szymon.kalinowski
09:43
benek
09:35
pszczelnik
09:23
danielEm
09:12
cinekmal
09:11
zulek
08:56
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |