2009-11-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Rusałka. (czytano: 461 razy)

W tą sobotę miałem przyjemność pobiegania nad poznańską Rusałką w sympatycznym towarzystwie Gosi (Gosi 2303) Biegałem tam pierwszy raz od 20 lat i okazało się, że dużo się zmieniło od tego czasu. Kiedyś, pamietam, była tam zwykła wąska ścieżka, teraz jest w zdecydowanej większości autostrada do biegania :) W porównaniu z Zielonką, w której biegam najwięcej jest zdecydowanie równiej. Ma to duże znaczenie jeśli chodzi o szybsze bieganie, niż zwykły spokojny trucht, dla mnie jest to fajna trasa na drugi i trzeci zakres. Zaletą jest to, że w pobliżu jest stadion Olimpii, co prawda tartanowy, ale raz po raz można pobiegać. Tartan, przynajmniej z tego, co pamiętam, nie nadaje się zbytnio do ciągłych treningów. Tak własnie zrobiliśmy z Gosią w sobote - 1 rundka wokół jeziora - na rozgrzewkę i rytmy 200m na bieżni. Gosia przygotowuje się do półmaratonu Mikołajów, ja natomiast chętnie jej potowarzyszyłem w tych rytmach, raz że 5 km to troszkę za mało na trening, dwa, że przeszło 2 miesiące nie robiłem już żadnych rytmów. Bardzo fajnie się je biegło, było bardzo rześko i świeciło piękne słońce. Powiem szczerze, że nawet poczułem ten trening, pewno ze względu na rytmy, po południu czułem, ze biegałem. Dopiero na drugi dzień uświadomiłem sobie, że przed maratonem biegałem w tym samym tempie i szybciej II zakres po 11 km. Nie wiem, czy teraz byłbym w stanie przebiec połowe tego dystansu, nawet w III zakresie. Ale to zupełnie normalne, zupełnie niedawno zakończyłem okres regeneracyjny po pierwszym maratonie i własciwie oprócz spokojnego delikatnego biegania nic nie robiłem. Także jestem bardzo zadowolony, nastąpił pierwszy delikatny akcent w kierunku tego, co lubię najbardziej, czyli szybszego biegania.
Dziś skakanka, brzuszki oraz rozciąganie w domu. Jutro spacer jogiczny a w środe dłuższe wybieganie, jako że w sobotę go nie było.
Dziś też rozpocząłem zimową regenaracje sił życiowych, jak ja to nazywam :)) Plany sa ambitne :)) Do Świąt nie ruszam grama słodkiego, choćby było najsłodsze, jem regularnie o stałych porach, max o 22 jestem w łożku i zaczynam dzień o piatej z uśmiechem na ustach :D Do tego dochodzi kuracja tlenowa w celu wyeliminowania z organizmu wszystkiego, co niepotrzebne, oraz akupunktura w celu wywalenia wiatru i wilgoci z organizmu. Mam nadzieje, że dam rade, pierwszy dzień poszło nawet lekko ;) Wilgoć to wg TCM, a po naszemu to kandydoza, która w mniejszym lub większym stopniu gnieździ się w każdym człowieku. Inaczej zwana drożdżycą opanowuje zwłaszcza układ pokarmowy, powodując niewłasciwe trawienie, wchłanianie i zatruwając organizm. Jest dość trudna do całkowitego wytępienia, bardzo mocno wpływając na psychikę, chociazby "zmuszając" do zjedzenia słodkiego, bowiem cukry to jej podstawowe pożywienie. Najprostszym sposobem na sprawdzenie, czy w układzie pokarmowym znajdują się grzybki jest wypicie nadczo soku z buraków, np takiego do kupienia w sklepach ("Ogrody Natury") i obserwowanie koloru swojego moczu przez następne 24 h. Jeśli nie będzie w nim śladu czerwonego barwnika tzn ze wszystko jest ok. Jeśli będzie - grzybki są ;) Dlaczego, nie bedę się pisał, żeby nie psuć nikomu humoru na noc :)) Ja w kazdym razie skrytym energiożercom mówię NIE :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Darek Ł. (2009-12-02,07:37): Najbardziej podoba mi się to,że zaczynasz dzień o piątej rano z uśmiechem.Ja zaczynam o 4:45,ale nie zawsze z uśmiechem i to muszę zmienić,bo najważniejsze to pozytywne nastawienie z rana na cały dzień.Co do słodkiego,to ja tez odstawiłem,ale czasami po intensywnym wysiłku na coś malutkiego się skuszę-muszę nad tym popracować. tygrisos (2009-12-02,17:26): Darek, to sa plany - mówiąc uśmiech mam na myśli najbardziej to, że budze sam - bez budzika i wypoczęty. Dziś tak było, gdy obudziłem się o 4:10, ale poleniuchowałem do 5:00 ;))
|