2012-07-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Przypadki niefortunnego biegacza terenowego (czytano: 632 razy)

Ponad piętna¶cie lat temu byłem na rodzinnej wycieczce na HveĽdzie. Niewiele pamiętam z tamtego wyjazdu. W odległych zakamarkach składu wspomnień, znajdowała się Czeska Babcia wraz z wnukami, mijali¶my się na szlaku wielokrotnie. W pewnym miejscu czeska rodzinka zgubiła szlak, ale mieli¶my sporo serdecznej uciechy!:)
Sytuację przypomniał mi mój Tata, parę dni przed wyjazdem na "Běh na Hvězdu". Pojechali¶my wesoł± pięcioosobow± ekip±. Zaopatrzeni w ¶piwory, namioty i spor± dawkę głupich dowcipów.
Police nad Metuji to miejscowo¶ć jakich w Czechach mnóstwo. Niewielki ryneczek, parę sklepików i atmosfera weekendowej sielanki, chyba większo¶ć stałych mieszkańców wyjechało na dacze:). Co najważniejsze była też kawiarenka z bardzo dobr± kaw±... Zapłacili¶my po 60 koron wpisowego. Pogadali¶my z naszymi kolegami "po fachu" z Wałbrzycha, pogapili¶my się na biegi dzieciaków. Ogl±danie zaciętych min młodych adeptów biegania jest naprawdę fascynuj±ce. Takiej szczerej walki, ambicji, bólu próżno szukać u dorosłych. Plus u niektórych maluchów idealna technika biegania na ¶ródstopiu...:)
Doczekali¶my się własnego startu. Mnie ambicji brakowało już na pocz±tku, ustawiłem się maksymalnie z tyłu (a może to kultura?:)), walki zabrakło na trzecim ostrym podbiegu, za to bólu było co nie miara!:) Zwłaszcza łydki mnie napieprzały:). Ambicja mi trochę wróciła kiedy zobaczyłem Tatę tuż za moimi plecami... Minęli¶my wioskę, spore gospodarstwo (skojarzyło mi się z "Słońcem, sianem i truskawkami":)). Wbiegli¶my na szerok± le¶n± ¶cieżkę, biegnę, biegnę. Jaka¶ dróżka odbijała w lewo, chcę biec prosto, na wszelki wypadek odwracam się i widzę, że Czech wybiera mał± dróżkę w lesie... Biegnę więc za nim... Sam wybrałbym dokładnie tę sam± trasę, któr± przed ponad piętnastoma laty wybrała Czeska Babcia z pocz±tku tej notki... Na górze trochę biegania w¶ród skał i po skałach, ostatnie 500m po płaskim prawie szczycie, goniła mnie Czeszka więc trochę przyspieszyłem. Zaszczytne 72 miejsce w stawce 86 ludzi. Bez komentarza.
Oddałem numer, wzi±łem paczkę ciastek i jaki¶ napój. Na górze bardzo ładne schronisko nad przepa¶ci±. Rozgl±dam się za piwem. Wzrok mój utkwił w drewnianej budce pamiętaj±cej poprzedni ustrój, a w niej lany primator za 25 koron, "lubię to". Taty nie ma, czekam, czekam, czekam. Z rado¶ci± zacieram r±czki i my¶lę "Pokazałem Tatusiowi jak się biega po górach, a bieg za mn± na pocz±tku hahaha". Od kolegów się dowiaduję, że nie ma też naszego pi±tego załoganta. Jak to nie ma? Odstawił mnie już na drugim kilometrze. Okazało się, że... obydwaj zabł±dzili w wiadomym miejscu:). Z tym, że Bartek był w tych okolicach pierwszy raz...:):)
W ramach rozbiegania polecieli¶my w dół. Zaopatrzyli¶my się w miejscowym markecie w parę butelek taniego "Modrego Portugala" na wieczór. Zjedli¶my pstr±ga już w po polskiej stronie. Ze zdziwiłem zaobserwowałem, że koledzy nie jedz± głów ryb, przecież to najlepszy kawałek!:) Pojechali¶my do Pasterki. Piękne miejsce z widokiem na Szczeliniec, schronisko wygl±da na jedno z najbardziej zadbanych w Sudetach. Rozbili¶my namioty. Wypili¶my znakomite wino i poszli¶my spać. Najszybsi z naszej ekipy Krzy¶ z Adamem skoro ¶wit poszli zdobywać Szczeliniec. My wstali¶my trochę póĽniej. Po ¶niadaniu i lekturze archiwalnych numerów "Poznaj ¶wiat", mocno archiwalnych, tak bardzo że pisali o eksporcie Warszaw do Kolumbii:), pojechali¶my do Kudowy na Bieg Homolan. 15km, fajna trudna trasa po asfalcie, niskie wpisowe (10zł) w pakiecie medal, bigos i album. Formy oczywi¶cie brak, wymęczone 15km w 1:14:29 i miejsce za połow± stawki.
W ¶rodę dłuższe rozbieganie. Maraton już przecież niedługo... Zaczynam się bać:).
W sobotę pojechałem na kolejny górski bieg, tym razem do Polski. Bieg na Jawornik Wielki, zwany "Biegiem na Jawornik". Start i meta w malowniczym Złotym Stoku. Trasa głównie po lesie, wręcz cudowna. Miejscami sporo błota, jedno błoto nawet chciało na pami±tkę mojego buta, nie oddałem, ale noga wyskoczyła z cholewki:). Nawet się udało złamać dwie godziny, co nie jest jakim¶ oszałamiaj±cym sukcesem. Miejsce również nieszczególne. Frajdy za to w cholerę:).
Teraz do Henrykowa żadnego biegania w zawodach, o!:) Chociaż Szlaku polecał dwa fajne biegi w Czechach...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |