Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [4]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
buuuuuu
Pamiętnik internetowy
ŻYĆ, A NIE ISTNIEĆ...


Urodzony: -..---
Miejsce zamieszkania:
14 / 60


2007-11-19

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
ostatnia odsłona (czytano: 126 razy)




Na początku roku 2005 odkrywam w sobie… duże rezerwy do biegania długiego…bieganie sprawia mi olbrzymią przyjemność…
Okazuje się, już w styczniu… że bieg ciągły mogę biegać poniżej 3.30… w styczniu… to co będzie w Lipcu?? Niestety zaczynają się problemy… zdrowotne… to mnie zahamowało… biegam słabo… ledwo w okolicach rekordów… ale im dłużej biegam tym jest lepiej… w lipcu zaczynam biegać ulice… Brenna… Międzybrodzie Bialskie( wygrywam z L. BEBŁO… to dla mnie coś…)… startuje w Jaworznie (oczywiście spóźniony… bez rozgrzewki… ale czas dobry- 48.03). Z mocnych akcentów 8x1000m po 2.53 p-2’. Jadę na MMP na 10000m … startuję PK… czas … czas… czas… 30.13.51 :]…
ale to nie ostatnie moje słowo w tym sezonie…
PIERWSZY MARATON 4ENERGY (niektórzy mówią trasa … krótsza, podobno o 80m) nabiegałem tam 1.05.43 !!!! tego to bym się w życiu nie spodziewał… lubię takie niespodzianki… co prawda po 2 dniach nie mogłem chodzić… pokazało mi się więzadło w stopie… o istnieniu którego nie miałem pojęcia… znowu przerwa…

Kończę sezon znów pozostaje niedosyt…


Rok 2006, zima nieprzepracowana… od tego roku się zaczyna… to początek końca mojej kariery… jedna choroba goni drugą… w kwietniu nadrabiam. Dochodzę powoli do normalności… jadę na obóz do SZKLARSKIEJ tam trenuje z Maćkiem Miareczko, Łukaszem Panfilem (tego gościa pewnie znacie MP), Arturem Kernem, Przemkiem Bobrowskim i Piotrem Pałką. Im dłużej tam jestem tym szybciej biegam… szykuje się do jednego startu. Mistrzostwa Polski w Bydgoszczy… upał jak jasna cholera… powietrze można kroić nożem… ale pocieszam się… warunki są takie same dla wszystkich… wyjątków nie przewiduje…

Zaskakuje się sam kolejny już raz… 14.29…. tego się nie spodziewałem…

Idę za ciosem… jadę w sierpniu na kolejny obóz… przygotuję się do „połówki”…
Wszystko idzie zgodnie z planem… jestem coraz lepszy… biegam szybciej… szybciej… tydzień do startu… co się dzieje nie mogę biegać… powietrze zeszło… jestem na samym dnie energetycznym… a dbałem o wszystko… o odżywki… odnowę… odpoczynek… wszystko było przemyślane i zaplanowane…

Jadę do Piły… ostatnie 2 km… szczerze to niewiele pamiętam… wiem że trwało to bardzo długo… chyba nawet spacer zaliczyłem… wynik 1.09. z małym hakiem… pomyślałem „a co się stało się” ale to nie był przypadek…

Kończę sezon… szarpie się jeszcze w Knurowie… ale niestety nie kończę...

Początek roku 2007… tak szybciutko, bo niema co się rozpisywać… 2x zapalenie płuc… zniszczony cały układ odpornościowy… zaczynam trenować w maju… ale to już nie to… warze 75kg… jestem gruby… gdzie się nie pokaże na zawodach słyszę… ”Jarek, ale ty gruby jesteś … co ci się stało…” .

Teraz mamy koniec listopada, wiec zaczynam trenować… oby tylko starczyło zdrowia… samozaparcia…

To co właśnie napisałem to moje życie… jako biegacza… mam nadzieję, że w tych kilku odsłonach dobrze się przedstawiłem…


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
PRE
12:59
Tomad
12:04
Stonechip
12:03
biegacz54
11:38
Kamus
10:11
platat
10:08
Maciej
09:53
przemek300
09:23
MosirZakopane
09:00
martinn1980
08:32
Leno
08:29
kostekmar
08:25
jarek1209
08:15
lukasz.tatys
07:53
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:50
robertst1
07:50
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |