Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [48]  PRZYJAC. [172]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
raFAUL!
Pamiętnik internetowy
poalkoholowe bełkotliwe mądrości

Rafał Kowalczyk
Urodzony: 1978-01-26
Miejsce zamieszkania: Wrocław
189 / 217


2012-02-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
wojna nudom (czytano: 904 razy)



Dziesięć dni temu wróciłem po kontuzji do biegania. Do namiastki biegania – ściślej mówiąc. Co drugi dzień coś tam sobie przebieram nóżkami. Ale nie jak prawdziwy mężczyzna – na mrozie i w śniegu, po lodzie lub błocie, tylko pod dachem, na tym skaranym urządzeniu jakim niewątpliwie jest bieżnia mechaniczna. Bosz, jakież to kurewsko nudne. Czerwone cyferki, ściana, lustro, TV wrzeszczący Vivą. W takich warunkach nie da się robić biegu spokojnego. No żeby nie wiem co - nie daje się. Nawet kiedy każda dostępna literatura twierdzi, radzi i poleca tylko i wyłącznie taki trening przez dwa do czterech tygodni tuż po wyleczeniu urazu. No, ale po prostu nie da się wytrzymać w jednostajnym wolniutkim tempie na tej piekielnej machinie. Przynajmniej ja nie mogę. To znaczy wytrzymuję ze sześć minut i jakieś sześćdziesiąt sześć sekund zanim totalnie znudzony i zawstydzony tempem 5:30/km nie zaczynam bawić się przyciskami na całego. Góra, dół, szybciej, wolniej, jeszcze szybciej i … jeszcze szybciej. Tętno nawet do 194. Tup, tup, tup ile aktualnie wlezie. Oj głupio, wiem, że strasznie to głupio i w taki sposób formy na wiosnę nie zbuduję. Ale przynajmniej namiastki frajdy są. Może nawet momentami większe niż truchtanie ubranym na cebulę pod wiatr przy -10. No i jak zapierdzielam 16km/h to nie robię siary przed pakerami.
Szczerze mówiąc to nawet - w jakimś tam sensie - spodobało mi się w tej siłowni. Można sobie dać wycisk na tyle różnych sposobów. A już najfajniej jest, kiedy po treningu siłowym mam problem, żeby się wymyć i ubrać. Tak są mięśnie spuchnięte i się kończyny trzęsą. Czad. W związku z tym, zmieniam swoje podejście do biegania i do lata nie będę realizował żadnego planu treningowego. I nie będę w ogóle robił wolnych czy spokojnych wybiegań, bo one też są nudne. Tylko fartlek. Czasowo, tak do godziny (ograniczenie bieżni), ale z maksymalnymi intensywnościami. Do upadłego. A poza tym ciężary i fitness. Z takimi samymi zasadami – do zajechania. Siedem na siedem. Konkret – żadnych nudów.


Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga







 Ostatnio zalogowani
kostekmar
17:25
rezerwa
17:25
Admin
17:17
Tyberiusz
17:16
macy75
17:14
Wojciech
17:02
wypar@interia.pl
16:52
Citos
16:51
Bystry1983
16:46
biegacz54
16:14
kornik
16:12
janusz.m
16:10
florianchojnice
15:32
Andrea
15:10
szunaj
14:45
malkon99
14:33
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |