2009-08-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Jestem niedysponowana... (czytano: 344 razy)

Tak się mówiło na szkolnym wuefie, dyskretnym szeptem, i dzięki temu z czystym sumieniem można było cał± lekcję spędzić sobie spokojnie w szatni, ewentualnie kibicowac koleżankom. Niedysponowane oczywi¶cie bywaly wyl±cznie dziewczyny i w zalożeniu - raz w miesi±cu. Wspominam to z pewnym...rozbawieniem. Niektóre koleżanki ¶rednio co trzeci wuef były niedysponowane, chociaz niektore nauczycielki miały zwyczaj jako¶ t± niedyspozycję oznaczać w dzienniku.
Ja niedsyponowana w zasadzie nie bywałam. Generalnie fizjologia na wuefie specjalnie mi nie przeszkadzała, tzw. niedyspozycje przechodziłam nieomal bezbole¶nie i w zwi±zku z tym nie uważałam tego za powód do niećwiczenia. No, parę razy zdarzyło mi się wykręcić niedyspozycj± od jakich¶ upiornych fikołków na ocenę. Potem jednak na fikołki wymy¶liłam inny sposób....
Ale czemu ja tak ni przypi±ł ni przyłatal o tych niedyspozycjach...
Aha. Ostatnio na jednym z biegowych forów przewin±l się watek, jak fizjologia kobiety wpływa na systematyczno¶ć treningów biegowych... Z pewnym zdziwieniem skonstatowałam wtedy, że kilka calkiem przyzwoitych wyników (w tym życiówek- Kabaty, PMW 5 km), nabiegałam w trakcie tzw. niedyspozycji. Malo tego - dwa maratony biegłam w końcówce tego, co marketing okre¶la jako TE DNI, i w obu pobiegłam bardzo dobrze...
Już wtedy pomy¶lałam, że jestem mutantem.
Dzisiaj ta my¶l, genialna w swojej prostocie, znalazła kolejne potwierdzenie.
Rano wstalam z lekkim dyskomfortem w okolicach brzucha. Ale pozbieralam się do¶ć energicznie, wyszlam... Ruszyłam powoli, bez przekonania. Plan zakładał 15 km w docelowym tempie maratonu. Czyli po 4:58. Haha. W zeszlym tygodniu nie dałam rady w tym tempie przebiec 10 km, musiałam się zatrzymać ze dwa razy. No, ale kto nie próbuje, ten nie jedzie. Znaczy, nie biega. Z drugiej strony w tym tempie biegłam 20 km na Pucharze Maratonu...
Przetoczyłam się przez pierwszy rozgrzewkowy kilometr i zaczęłam przyspieszać. Za chwile miałam na zegarku 4:40. Oj, nie. To jest tempo dla 3-kilometrówek. Wolniej. Trochę zwolniłam, ale dalej było poniżej 4:50, a mnie się bieglo całkiem przyjemnie. Zrobiłam pierwsze kółko (4 km) mniej wiecej po 4:50, drugie w tym samym tempie. Bieglo mi się lekko, plynęłam tym chodnikiem, frunęłam, wcale nie zwalniałam. Na trzecim lekutko zwolnilam (do 4:52), ale wtedy zerknęłam na zegarek i...
Biegłam sobie dalej trzecie kółko. Zaczełam czwarte, znowu ciut wolniej, ale dalej poniżej 4:55. Na ostatnim kilometrze miałam siłę, żeby trochę jeszcze podkręcić tempo i.... tym sposobem na treningu pobiegłam 15 km w jakies 1:12:50. Moja oficjalna zyciówka na 15 km wynosi 1:13:15. To prawda, że pochodzi sprzed ponad roku, ale jednak...
Może ja powinnam starty z kalendarzykiem planować... o, tu będę niedysponowana, to jadę, życiówkę zrobię :>
W Berlinie raczej będe dysponowana. Mam nadzieję, że na 110 proc.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora biegaczka;-) (2009-08-10,14:53): No jestem pod wrażeniem....po raz kolejny Ci zazdroszczę, ale tak szczerze bez zawi¶ci...trzymam kciuki kokrobite (2009-08-10,21:05): Skoro przekłada się to na życiówki, szkoda, że też nie mogę być tak niedysponowany ;-) szpaq (2009-08-10,23:09): mężczyzna też może być niedysponowany i to czę¶ciej niż raz w miesi±cu, szczególnie rano po dobrze przebalowanej nocy... co ciekawe wtedy też się łatwo robi życiówki ;-D jacdzi (2009-08-11,10:12): A wiec Aniu, minimum 12 razy w roku pobijesz swoje zyciowki, planuj tylko dobrze biegi! Beauty&Beast (2009-08-11,22:05): Trzyna¶cie ;-) Miesiac księżycowy jest krótszy ;-)
|