2008-04-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| półmaraton Zywiec ... czyli rekreacyjny weekend w górach :) (czytano: 448 razy)

Niedzielny poranek, na budziku 4:30, pora wstawać! Zadaję sobie pytanie…kto normalny wstaje o tej porze, gdy na podwórku ciemno, a dookoła wszystko jeszcze smacznie śpi i to w niedzielę? I po co, a po to, ażeby pokonując własne słabości, zalewając się potem wpaść na metę po pokonaniu 21,097 metrów po pagórkowatej trasie żywieckich okolic Nie, nie to nie moja bajka, a przynajmniej jeszcze nie tym razem, może za dwa – trzy lata, kiedy trochę potrenuję… do Żywca jechałam z jasnym zamiarem – trening w zakresie i tak też zrobiłam , tętno utrzymywało się na poziomie 165-169, tylko na podbiegach skakało trochę mocniej Trening się udał,chociaż został okupiony krwią i wizytą w ambulansie,a to przez spodenki z kiepskiego materiału...do dziś nie potrafię normalnie chodzić:/ Na mecie dowiedziałam się że przybiegłam na 6 miejscu ! Do 5 zabrakło mi zaledwie 22 sekund, a do 4 49 sekund, można było przyśpieszyć i powalczyć, na to jeszcze będzie czas. Najważniejsze, że jestem zadowolona i to bardzo, a kto by nie był po udanej wycieczce Wyjazd miał drobny poślizg, w postaci dłuższej drzemki zakończonej budzeniem na zamówienie o godzinie planowanego odjazdu gdy przyjechaliśmy na miejsce na placu boju było kilka pani, które walczyły z rozkładaniem biura zawodów, po chwili oczekiwania odebraliśmy numerki startowe i co… zostały ponad 2 godziny do10:00, czyli startu, który jak co roku planowo odbywa się ok. 10:20, po tym jak już – zgodnie ze stałym rozkładem jazdy - przez przejazd kolejowy znajdujący się na trasie biegu, przeturla się pewien pociąg I co tu robić do tego czasu? Oczywiście w MECIE mamy na to doskonały patent – pójść na kawę, tym razem, tak jak to było w Trzebnicy nie trzeba było gorączkowo szukać kawiarni, żywiecką kawę serwowano na wyciągnięcie ręki…a nawiasem mówiąc, jeżdżąc tak wcześnie na zawody chyba zostaniemy expertami od … tego tureckiego napoju…ta żywiecka była całkiem, całkiem dobry początek dnia, potem było jeszcze lepiej…piękna trasa, wiodącą dookoła Jeziora Żywieckiego, a do tego towarzyscy miłośnicy biegania, a myślałam że tym razem nie będę nikogo zaczepiać, to chyba jest silniejsze ode mnie … widząc kogoś przede mną czy obok mnie, nie mogłam się powstrzymać przed zagadywaniem i męczeniem swoją gadatliwością, która na zawodach osiąga swój szczyt … porównywalny do częstotliwości nadawania CB-radia… Czas na mecie 1:39:49…jak na trening w pagórkowatym terenie, to całkiem nieźle, za rok trzeba to powtórzyć
na fotce autorstwa ZM - META (od lewej Kris, ja, Gabuś i Yaca) przy ... kawie :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |