2008-02-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| KONIEC Z BIEGANIEM ... przerzucam się na SLALOM GIGANT ;-P (czytano: 266 razy)

Wiedziałam że zabawa będzie nieziemska …jak mogło by być inaczej, jeśli w planach PIĘĆ GODZIN JAZDY NA NARTACH CODZIENNIE ! Jadąc do Zieleńca byliśmy święcie przekonani, że zamiast tonąć w białym puchu na stokach, będziemy śmigać po błocie … takie przekonanie trzymało jeszcze w Dusznikach, gdzie po śniegu ani śladu! Jak się zdziwiłam, kiedy na kilometr przed Zieleńcem zobaczyłam biały puchowy płaszczyk na górskim stoku Pomyślałam sobie…jest śnieg, nic nie stoi na przeszkodzie, żebym się w końcu nauczyła jeździć na nartach zjazdowych i „zasmakowała” nart biegowych…Już pierwszego dnia po obiedzie ruszyliśmy na stok w celu sprawdzenia kto do jakiej grupy narciarskiego zaawansowania będzie zakwalifikowany. To była moja największa porażka na tym obozie, oprócz tego że oberwałam orczykiem w sama skroń i kumpela zgubiła moją ulubioną „newbalansowską” bluzkę do biegania;) – kara za gapowatość. Jak wyglądały te kwalifikacje? Otóż do pokonania na czas mieliśmy mały slalom między trzema tyczkami. Chyba nie potraktowałam tego poważnie, bo nie dość że złapałam zająca tuż przed metą, z bardzo przeciętnym czasem wylądowałam w IV grupie. Dla wyjaśnienia I-pierwsza była „najlepsza”, a VII „najgorsza” , po 10 – 13 osób w grupie :/ Myślałam jednak, że co tam…przecież narty na nogach mam dopiero drugi raz w życiu. Pierwszy raz założyłam deski rok wcześniej, kiedy ze znajomymi ze studiów wybrałam się właśnie do Zieleńca, pojechaliśmy tam z myślą o tegorocznym obozie. Nikt z nas nie umiał wtedy jeździć na nartach, a obóz zbliżał się wielkimi krokami i to na ocenę! Dobrze pamiętam pierwszy „kontakt” z orczykiem…nie wiem tylko dlaczego każdy próbował na nim usiąść, najpierw Rafał, potem Marek i na końcu ja…wyglądało to bardzo zabawnie, bo najpierw Rafał się przewrócił i trzymając orczyk chciał się wciągnąć na górę, po czym padł, zaraz za nim jechał Marek też złapał zająca a na końcu ja i tak wszyscy padliśmy w rożnych miejscach wyciągu, przez co operator musiał zatrzymać wyciąg na dobrych kilka minut, zanim pozbieraliśmy się spod wyciągu..trzy sieroty które pierwszy raz w życiu widza na oczy wyciąg narciarski ;PPP to były TRUDNE POCZĄTKI ;P Wracając do tegorocznego wypadu, chłopaki wylądowali w I i II grupach, a ja w IV, czy aż tak beznadziejnie jeżdżę! Okazało się że nie! Ostatniego dnia mieliśmy bowiem zawody, sprawdzające nasze narciarskie umiejętności, coś w rodzaju mini slalomu giganta – gigantowe tyczki, ale odcinek dość krótki, i co … na 80 osób (facetów i kobitek razem) miałam 6 czas ! Nie mogłam w to uwierzyć! Tak się poprawiłam! Ehh, tylko boleć nad sobą, dlaczego tak nie pojechałam pierwszego dnia :/ Wtedy miałabym okazję nauczyć się czegoś więcej w grupie zaawansowanej, a tak przez pierwsze dwa dni wymiatałam pługiem poprzek stoku i podchodziłam jodełką pod górę… a w tym czasie grupa I zapoznawała się z jazdą terenową…Jedno wiem na pewno ZAKOCHAŁAM SIĘ W NARCIARSTWIE ZJAZDOWYM, bo biegowe jakoś nie przypadło mi do gustu i to nie dlatego ze przy pierwszym zetknięciu z nim połamałam kijek …
na fotce od lewej : ja, moje najlepsze kumpele... Agata, Agnieszka, Ania (pojechały do Hiszpanii...ja też miałam :/) i Iwona
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |