Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [19]  PRZYJAC. [111]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Beauty&Beast
Pamiętnik internetowy
Lecę, bo chcę :)

Pawłowska-Pojawa Anna
Urodzony: 1976-05-06
Miejsce zamieszkania: Warszawa
193 / 228


2009-06-27

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Czasem deszcz, czasem też... (czytano: 211 razy)



Chciałam napisać, że pogoda w tym roku nei rozpieszcza biegaczy, ale biegacze to taki trochę skrzywiony naród. Jak sobie przypomnę zeszłoroczne czerwcowe biegi rozgrywane w pełnym słońcu przy tempreaturze znacząco przekraczajacej 20 stopni, to tegoroczne deszcze nie wydają się być jakieś specjalnei dokuczliwe...

Innym tytułem tego wpisu mogłoby być: Trzy słabe, jeden dobry, trzy słabsze, jeden trochę lepszy... Taka ostatnio mi wychodzi statystyka, co zrobić. Od miesiąca to wygląda tak: słabe Kabaty, słaby Puchar Maratonu 10 K, bardzo słaba truskawka, znakomity Bieg Entre, słabe Kabaty, przerwa, nie najlpesze Legionowo, bardzo słabe Kabaty...

Już po Legionowie zaczęłam o tym myśleć, a fatalny występ na Kabatach tylko mnie utwierdził w tym, że jeszcze tylko start w Pucharze Maratonu 15K, a potem - przerwa i tylko treningi. I tak co najmniej miesiąc.

Obudziłam się dzisiaj o świcie, bo wczorajsza kolacja wyraźnie leżała mi na żołądku. Potem zaliczyłam sens wspomnień z MTV pod hasłem "Nigdy Cię nie zapomnimy", niespiesznie pochłonęłam śniadanko i trzeba się było zbierać. Nie chciało mi się. Cholernie mi się nie chciało. Ale pojechaliśmy, bo to w końcu raptem chwila od domu. Przed startem założenie miałam jedno - byle dobiec. No, byle dobiec w 1:15. Było przyjemnie pochmurno, chłodno i lekko mżyło.

Ścigać się zatem nie zamierzałam. Ruszyłam dość powoli, po 500 metrach rozluźniło się na ścieżce, zaczęłam lekko przyspieszać. Na drugim kilometrze minęłam kilka osób, które mnie troszkę blokowały. Starałam się biec nie za szybko, ale równo. Pierwszą piatkę zaliczyłam w 24:15. Niby nie za szybko, ale dobrze. Zatrzymałam się na chwilę u wodopoju i ruszyłam dalej.

Drugie kółeczko też w miarę równo, w sumie dyszka szybciej niż we wtorek na Kabatach. Nieźle. Na drugiej pętli cały czas zastanawiałam się, kiedy zostanę zdublowana przez zwycięzcę - na drugim?, po trzech? na piątym..?. Kilometry mijały, a dubla nie było, ostatecznie ruszyłam na trzecią petlę, zanim pierwszy zawodnik zbliżył się do mety. Znowu mały postój u wodopoju i ruszyłam dalej. Nieco wolniej, puściłam przodem kilka osób. W niespełna godzinę zrobiłam 12 km, zostały jeszcze trzy.

Na 13 kilometrze zrobiłąm dwa marszowe kroki, ale zaraz mnie ktoś zdopingował. Wykrzesałam z siebie trochę siły i ruszyłam. I wtedy... skończyła się bateria w GPS-ie (Garmin umarł, chwilowwo biegam z Timeksem). Nie wiedziałam jak szybko biegnę, wiedzialam, ile jest do mety. I niestety, na podbiegach dałam się minąc dwóm dziewczynom (i kilku panom).

Na metę wpadłam z czasem 1:15:17. Brutto, bo uruchomiłam stoper po strzale startera, a start 400 osób chwilę trwał. Zatem założenie zrealizowane, a ja - no cóż - zadowolona, prawie niezmęczona. I z bardzo ciekawą fryzurą...

A jutro - pierwszy dzień przygotowań do...

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
miras
22:02
piotrek53
22:00
Andrzej_777
21:51
Januszz
21:49
Waldek
21:47
saul
21:41
StaryCop
21:34
Biela
21:14
kolor70
21:13
JolaPe
20:56
Wojciech
20:55
jaro109
20:55
szymon_p
20:53
Andrea
20:45
rotka
20:18
seba1
20:11
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |