2009-06-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kilometrówki (czytano: 612 razy)

Kilometrówki to najmniej przeze mnie lubiany ¶rodek treningowy. Albo inaczej - nie lubię ani kilometrowek, ani dwu-, ani trzykilometrowek (bo i takie w planach treningowych występuja). Najdłuszze szybkie odcinki, które toleruję, to 500m.
Ale, jak pisz± i mowi± różne "gura", przez 1-, 2- i 3 kilometrowki wiedzie droga do gwiazd. Co prawda mój rozs±dek buntuje się na sam pomysł, że muszę biegac kilometr w tempie 4:30, żeby przebiec 42 km w w tempie 5:00, ale... Kiedy po Silesia Maratonie żaliłam się, że nie potrafię utrzymać tempa, guru Szkielet powiedział, że kluczem s± jedno-, dwu- i trzykilometrówki. Plan pana G. również przewiduje tortury w pełnym wymiarze. Guru Williamson pisze, że na treningach trzeba biegać szybko, a guru Skarżynski - że 3:30 w maratonie to ponizej 45 na 10 km.
Jednym słowem - siła złego na jednego. Przekonali mnie. Stwierdzilam, że zaryzykuję. Wg pana G., tempo w jakim powinnam biegac kilometrówki, szykuj±c się do 3:30, wynosi ~4:28. No, to brzmi jakos przyzwoicie, nie jest to 4:00, które mi utkwiło w pamięci z czyich¶ treningów.
Jeden kilometr tym tempem na pewno przebiegnę. Ale podły G. zaklada... 6 powtórzeń. O, losie. No nic. Zobaczymy. Zawsze pocieszaj±ce jest to, że w tempach zaordynowanych przez pana G. mam biegać od za miesiac. Czyli mam miesi±c, żeby spróbować się przystosować.
Dzi¶ rano niespecjalnie chciało mi sie wstawać. Ale chyba powoli się wdrazam w tryb treningowy. Wstałam więc kwadrans po 5 i kwadrans przed szost± wybieglam z domu. Trochę się balam tych kilometrówek. Moje wrodzone lenistwo podpowiadalo mi, że przecież mogę na luzie pobiec dyszkę po 5:30 i wystarczy. Przebieglam spokojnie 1 km na rozgrzewkę i pomy¶lalam, że sprobuję.
Zaczęłam. Szybko zeszłam na 4:30. Przez chwilę nawet było ciut szybciej. Z obaw± patrzylam na zegarek, ale dałam radę. Kilometr w 4:28. Luz. 100 m spacerku, 400 m truchciku i... znowu. 4:30, 4:25, 4:16... W sumie kilometr w 4:25. Przerwa 500 m i znowu. Oj, nie pomy¶lałam, na trzecim kawałku mialam dwa podbiegi. Ale mimo to - 4:26. Czwarty poszedł gładko, na pi±tym trochę mi żoł±dek zaszwankował i w połowie na kilka sekund stanęłam, ale zaraz zerwałam sie do biegu, wyszło ciut wolniej - 4:40. I wreszcie ostatnia. Miałam pokusę żeby już wrócić do domu, ale nie. Jeszcze 4:30 wycisnęłam. I dotruchtałam 500 m do domu.
Nie bylo tak Ľle :) Udało się wybiegać wszystkie 6 kilometrowek w zalozonym tempie... Hm...
Nie będę zapeszać... Zobaczymy, jak pójd± dwojeczki i trójeczki.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |