Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [22]  PRZYJAC. [146]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Kedar Letre
Pamiętnik internetowy
Nie tylko o bieganiu.

RADOSŁAW Ertel
Urodzony: 1968----
Miejsce zamieszkania: Środek lasu(k.Kępna)
42 / 81


2009-05-26

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Wynik nie jest najważniejszy! (czytano: 277 razy)



Z 11 do 12 biegnę po warstwicy . Jeszcze rok temu to była dla mnie czarna magia. Niby wiem co to warstwica, ale ni hu,hu tego w terenie zobaczyć nie mogłem.
Po warstwicy biegnę po raz pierwszy w swojej „karierze” biegacza na orientację i nareszcie to widzę.
Mapa mi się zgadza z terenem. No istny szok. Ku własnej radości i rozpierającej mnie dumie ,docieram - po tej wspomnianej wcześniej warstwicy - do 12.
Punkty: 12,13 ,14 i 15 były NAJCIĘŻSZE.
Tu było to wszystko najgorsze, co wcześniej wymieniłem plus kilka dodatków w postaci niezliczonej ilości powyrywanych z ziemi korzeni, długich na kilometr jeżyn z długimi na metr kolcami, podłożem z jakąś wyjątkowo złośliwą, lepiącą się i łapiącą za nogi mazią. Właśnie trasę pomiędzy tymi punktami zacząłem porównywać do „Biegu Katorżnika”.
Z 15 do 16 zaczęły mnie opuszczać nogi.
Tak to właśnie czułem .
Ja chciałem ,żeby się podnosiły a one nie.
I właśnie w tym momencie zrobiłem coś ,czego jeszcze nigdy podczas zawodów nie zrobiłem.
Odpuściłem.:(
Zaczęła wkradać się rezygnacja.
Biec już nie mogłem, więc maszerowałem.
Nie powiem, że się zupełnie poddałem, ale zacząłem sam się przed sobą tłumaczyć ( tym razem cicho) .
Spojrzałem na zegarek
Biegłem już prawie 100 minut.
Pomyślałem, że po co się zrywać ,jak i tak nie ma szansy na dobre miejsce.
Na moment zapomniałem ,że to ma być dobra zabawa i nie wynik jest najważniejszy.
Nagle gdzieś w zakamarkach umysłu zapalił się taki malutki promyczek nadziei.
A może nie warto jednak rezygnować z walki do końca.
Przypomniałem sobie, co zawsze tłumaczę młodym adeptom BnO.
Mówię im przy każdej okazji;
- „ Pamiętajcie, że nigdy nie macie pewności ,że waszemu przeciwnikowi też się nie przydarzył jakiś kryzys, jakiś błąd. Nawet jak wydaje się wam ,że już wszystko stracone, nie załamujcie się i walczcie do końca”
Po tych przemyśleniach znów zacząłem analizować.
Przecież trasa jest bardzo długa ( 10100m w linii prostej) i trudna, wiec ten czas nie aż tak zły…..i już na głos powiedziałem:
„ No to co, Cieniasie – biegniemy dalej”.
Zacząłem na nowo walczyć.
Zostały mi 3 ostatnie punkty.
Jeszcze dwa skoki przez szerokie rowy , w tym jeden niecelny ,i zaczął się twardszy teren.
Zacząłem biec bardzo szybko.
Ostatnie dwa punkty były dość proste.
Biegnę bardzo ostro i nie mylę się.
Jestem już przy 18 i ostatnim punkcie.
Nie mam już sił na super ostry finisz, ale tempo mam niezłe.
Kasuję punkt z napisem „finish” i zmęczony udaję się do sędziego po wydruk.
Sędzia z marsową miną daje mi kartkę i mówi:
- „Drugi z dwóch”
Patrzę na wydruk i widzę napis ”2 place out of 2” a to oznacza tylko jedno, że wyprzedził mnie Darek i na razie nikt więcej.
Patrzę na wynik Darka. 94 minuty ( z groszem)
Patrzę na swój: 108.13
Zawsze przegrywałem o ponad pół godziny a czasami i więcej.
Pobiegłem więc dobrze i zaczynam żałować ,że miałem chwile słabości.
Podchodzi do mnie Ula ( żona jednego z rywali) i informuje mnie, że Grzesiu wystartował po mnie 8 min i powinien chyba już być .Zerkam na zegarek i zaczynam odliczać.
Zaczynam powoli odczuwać wszelkie zadrapania i rany oraz skutki uderzeń, których podczas biegu wcale nie czułem.
Nagle Ula krzyczy:
- „Już jest” i widzę jak podchodzi do mnie Grzesiu.
Patrzę na zegarek.
Minęło ok.7-8 min. Chyba z nim przegrałem. Teraz jestem już pewien ,że pobiegłem dobrze. .Grzesiu też ze mną zawsze wygrywał.
Pytam go o czas.
-„109.45” – usłyszałem w odpowiedzi.
Robi się gorąco.
Zaczynam powoli myśleć o pudle.
Przybiega kolejny z moich rywali.
Już trochę zdenerwowany zaglądam mu przez ramię i co widzę.
108.54
Biegnę szybko do moich papierów i sprawdzam.
U mnie jest 108.13.
Wygrałem o 41 sekund. SZOK!!!
Zostało jeszcze 5 zawodników z mojej kategorii ,ale nagle przyszło opamiętanie.
TO MA BYĆ DOBRA ZABAWA.
Wiem ,że nie ma nic strasznego w rywalizacji sportowej, ale…………
Zaczęły mnie troszkę pobolewać nogi, wiec postanowiłem wracać do ośrodka........ biegiem.
5 km. przebiegłem sobie w ok. 30 min. Wykąpałem się i czekaliśmy na dekorację.
Po godzinie widzę mojego dobrego kumpla, brudnego, podrapanego i troszkę zjechanego.
Wysiadł z samochodu i mówi:
- „Pier....ne Chinole, skarpetkami chcą nas wykończyć. Takie ciasne ściągacze robią, żeby nogi nam poodpadały”( to chyba z „Dnia świra”) – po czym ściąga je i naszym oczom ukazuje się całkiem nieciekawy widok nóg z odciśniętym ściągaczem.
„Jeżu” informuje mnie ,że jestem.....drugi.
„Wiecznie drugi”( to chyba z” Nic śmiesznego”) – mówię z udawaną złością a gęba śmieje mi się od ucha do ucha.......

Podczas dekoracji przeżyłem piękny moment, którego długo nie zapomnę.
Jest taki zwyczaj , że dekoruje się 6 zawodników. 4,5 i 6 dostają dyplomy a pierwsza trójka medale i nagrody. Podchodzę więc do podium ( a podchodziłem w poskokach i rozpromieniony jak zorza polarna). Podszedłem z gratulacjami do „szóstego” a ten bierze się do ściskania i całowania. ”Piąty” to samo. „Czwarty” i „Trzeci” też.
Zazwyczaj kończy się na uścisku dłoni a tu takie rzeczy. Najmilsze w tym wszystkim było to ( obym się nie mylił),że czułem ,że robią to szczerze i widząc moją radość z całego serca mi gratulują.
Później było ognisko.
Jeszcze później impreza przeniosła się do wspominanego już holu ośrodka ,ale na to co się tam działo spuśćmy zasłonę milczenia :)

Cóż można na koniec powiedzieć?

Że impreza była udana?
Że kocham bieganie?
Że BnO to wspaniały sport?

TAK ! To wszystko prawda.
I jeszcze takie oklepane lecz nie zawsze szczerze wypowiadane zdanie:
"Najważniejszy jest udział i radość czerpana z zawodów, wynik (choć czasami miły) jest sprawą drugorzędną".

Ja o tym podczas tegorocznego biegu na taką malutką chwilkę zapomniałem i pewnie dlatego zacząłem się poddawać.
Więcej tego nie powtórzę :)


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


dario_7 (2009-05-26,10:15): Radek, normalnie ciary po po plecach mnie przeszły... Jak doszedłem z czytaniem do sprawdzania czasów rywali, to chyba tak samo się emocjonowałem jak Ty... Super relacja, super bieg i super wynik! GRATULUJĘ!!! :)
Tom (2009-05-26,10:41): Liczy się udział i radość czerpania z zawodów. Lepiej tego nie można było wyrazić !!!! :))
jacdzi (2009-05-29,09:39): Super ciekawe, ale jest to dla mnie nadal czarna magia. Musze kiedys sprobowac BnO







 Ostatnio zalogowani
kmajna
02:32
Ziuju
01:51
jakub738
00:50
RobertG10
00:46
przemek300
23:54
mk13
23:07
robert77g
23:01
przemcio33
22:59
wieslaw44
22:29
p.1
22:25
miras
22:02
piotrek53
22:00
Andrzej_777
21:51
Januszz
21:49
Waldek
21:47
saul
21:41
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |