2009-01-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Wyjść albo nie wyjść (czytano: 110 razy)

Dzisiaj dzień zaczął się od szybkiej pobudki i przgotowania się do pracy. Z pośpiechu nie zjadłem porannego śniadania, co naprawdę rzadko się zdarza. Drugie śniadanie zjadłem dopiero o godzinie 11 w pracy.
Do domu wróciłem kilka minut przed siódmą. Byłem bardzo głodny, bo po pracy prawie cały dzień latałem po mieście. W domu miałem przygotowane pyszne jedzenie, ładnie pościelone łóżko i przede wszystkim...mój nowy telewizor kupiony wspólnie z Karolcią. Nic tylko leżeć i oglądać, tym bardziej, że wczoraj nie miałem nawet czasu napatrzeć się na niego. Powoli zbierała się myśl: "Już za późno na bieganie, pozatym jestem zmęczony i głodny...głodny...głodny". Już miałem siadać, kiedy odezwało się ponownie sumienie, które podpowiadało bym wyszedł :-). Zacząłem sobie przypominać, wszyskie artykuły z forum, książek itd., że lenistwo najgorszym wrogiem biegacza. Dobra, postanowiłem: "Idę biegać, idę biegać, idę biegać"...szepcząc sobie tak w głowie, ubrałem się w ciuchy biegowe. Podejrzewam, że gdybym włączył telewizor to byłby to gwódź do trumny.
Już na dworze, po przeprowadzonej rozgzewce... wbiegając na Al. Włókniarzy z 1-go Maja spotykam Jarka Felińskiego. On już kończył. Przywitaliśmy się i dalej długa, w stronę parku na Zdrowie. Na skraju parku, na początku alejek przy basenie spotykam kolejnego znajomego biegacza - Mariusza oraz pięciu nieznanych chyba początkujących biegaczy. Z Mariuszem pobiegaliśmy wspólnie chyba z 1,5km, a później każdy w swoją stronę. Po drodzę mijałem kolejnych znajomych, a mianowicie grupkę z kijkami :-). Przy ósmym kilometrze powoli wykruszała się brać sportowa, a ja zostałem sam w parku. Gdy na liczniku miałem już 10km, wieczoem po godzinie dwudziestej spotkał mnie szok :-). Na ścieżce biegowej minąłem blondynkę biegaczkę. Ale była fajna, i taka wysoka jak ja :-). Dziewczyna była odważna, bo wbiegała nawet na nieoświetlone ścieżki w lasku, na co ja się nie odważyłem.
Na 12-tym kilometrze zakończyłem moje bieganie, z krótkim podsumowaniem: "Opłacało się :-)".
W domu rozciąganie obolałych nóg, ćwiczenia na ławeczce i seryjka na drążku.
Wszystko zgodnie z planem, jedynie w treningu nie było przebieżek. Odpuszczam je jeszcze przez ten tydzień, do czasu aż z nogami będzie już bardzo dobrze.
Teraz mogę w końcu iść pod prysznic i zjeść obiad.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora biegaczka;-) (2009-01-25,22:46): ach te blondynki...
|