Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [22]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Woland
Pamiętnik internetowy
Blog biegowy

Michał Wolański
Urodzony: 1981-07-03
Miejsce zamieszkania: Bydgoszcz
86 / 125


2010-10-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Berlin w liczbach (czytano: 391 razy)

 

Euforia opadła, przeziębienie się przypałętało, Garmin zdechł i to mniej więcej stan obecny.

Nie biegam, bo odezwały się odwieczne problemy z zatokami. Jednak trochę je w Berlinie przewiałem. Nic poważnego, ale skoro teraz już nic mnie nie goni, to lepiej dać im odpocząć.

Niestety Garmin już nie ożył. Raz go zmoczyłem kiedyś na treningu, później zmartwychwstał, ale teraz to już jego koniec, żadne wyczytane w internecie sposoby uruchomienia nie dają rezultatu.

W wynikach maratonu berlińskiego podane są międzyczasy z co piątego kilometra plus z połówki, więc jest materiał do analizy. Oto jak wyglądał mój bieg:

dystans czas netto 5km tempo /km
5 km 00:26:42 26:42 05:21
10 km 00:53:15 26:33 05:19
15 km 01:19:13 25:58 05:12
20 km 01:44:50 25:37 05:08
Half 01:50:30 05:10
25 km 02:10:54 26:04 05:14
30 km 02:37:19 26:25 05:17
35 km 03:03:02 25:43 05:09
40 km 03:29:54 26:52 05:23
Netto 03:42:26 05:43

Myślę, że wygląda zupełnie przyzwoicie i chyba zgadza się z moimi odczuciami w czasie biegu. Najpierw przeciskanie się w tłumie, nabieranie prędkości aż do połowy dystansu, kryzys przed 30-tką, przyspieszenie po 32km i kryzys przed 40-tką.

Moim zdaniem zupełnie przyzwoite rozłożenie tempa jak na gościa z całkowitym brakiem doświadczenia maratońskiego. Nie licząc ostatniego odcinka rozpiętość tempa to 15s/km - chyba przyzwoita. Różnica między połówkami to 1m26s - też katastrofy nie ma.

Jednym słowem - dobry bieg. Nawet nie na miarę możliwości, tylko chyba powyżej nich. Wiadomo co poprawić - energetykę. Być może gdybym pił izotoniki byłoby lepiej, ale tylko energetyka sprawiła kłopoty. Mięśnie zniosły ten bieg fantastycznie, zresztą dni następujące po nim też. Po prostu zero problemów. Oczywiście, lekkie odrętwienie, ale żadnego "day after marathon" - chodzenia jak kaczka, tragedii na schodach itp.

W przyszłym roku atak na 3:30 to minimum. Jeśli uda się na wiosnę, to jesienią, zobaczymy :) Poza tym piłowanie dychy. Tam 45:00 to plan minimum.

Aha - gdybyście słyszeli, że ktoś ma do sprzedania używanego Garmina, lub dojścia do nowych w atrakcyjnej cenie, dajcie znać.

A na fotce finisz - kto przeżył, wie, co się wtedy czuje.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Rufi (2010-10-04,13:03): a teraz to se mozesz chorowac :-) nalezy Ci sie :-))))
Aga Es (2010-10-04,13:54): Ambitnie,ambitnie:)Tak trzymaj! No i wykuruj się szybko!







 Ostatnio zalogowani
Biela
18:26
eferde
18:10
Falko
18:05
benfika
17:48
heniek1966
17:46
aschro
17:43
Zedwa
17:42
Admin
17:37
waldekstepien@wp.pl
17:34
Raffaello conti
17:30
kasjer
17:17
rav78
17:14
timdor
17:00
yaros
16:58
bur.an
16:55
JolaPe
16:50
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |