2009-02-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Odwilż (czytano: 136 razy)

Pierwszy od bardzo dawna bieg w deszczu. Temperatura +1, drobny tn±cy twarz deszcz. „Wymarzona” pogoda do biegania. Dawno tak nie liczyłem kilometrów do końca. Miał być sprawdzian na dychę, ale nie przy takiej pogodzie no i nawierzchni przede wszystkim.
Pobiegli¶my z Popeyem pierwszy zakres + 10x100 SB – skipy. Razem 13,5 k. Bieg od pocz±tku bez entuzjazmu. Dopiero na 4 kilometrze na Arkonce odzyskałem zapał. To zadziwiaj±ce jak pozytywnie przy takich warunkach atmosferycznych nastraja mijanie znajomych biegaczy biegn±cych z przeciwka. U¶miech, krótka wymiana zdań, pozdrowienie i dalej naprzód. Ze względu na fakt, iż „robili¶my” kółka na Arkonce w przeciwnym kierunku, to mijanie następowało co 850 metrów. W grupie biegn±cych „na nas” był Kazimierz Kłodziński, o którym Jurek Skarżyński pisał w Maratonie „O dwóch takich , co 4 godziny w Dębnie łamali” – s. 245.
Po południu zafundowali¶my sobie profesjonaln± odnowę biologiczn±. Było warto.
Dzi¶ rano, co jest dziwne, mój pies nie chciał wyj¶ć z domu (patrz zdjęcie obok):)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |