Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [48]  PRZYJAC. [172]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
raFAUL!
Pamiętnik internetowy
poalkoholowe bełkotliwe mądrości

Rafał Kowalczyk
Urodzony: 1978-01-26
Miejsce zamieszkania: Wrocław
185 / 217


2012-02-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
ICE (czytano: 827 razy)



Kończy się właśnie trzeci tydzień mojego przymusowego pauzowania od treningów biegowych. A precyzyjniej - dziś mija dokładnie dziewiętnasty dzień i jest to dla mnie absolutny rekord w tej kategorii.
Tym razem jednak - w przeciwieństwie do dotychczasowych przerw od biegania, zarówno wymuszonych jak i tych planowanych - w tym całym wymienionym wyżej czasie nie poświęciłem choćby pięciu minut jakiejkolwiek, nawet najprostszej aktywności fizycznej. Nie mogłem z powodu kontuzji zbyt dużo chodzić, mało spałem, beznadziejnie (tłusto, katastrofalnie ostro i nieregularnie) się odżywiałem, dość intensywnie pracowałem przebywając w słabo wentylowanym miejscu, w którym wszędzie i wszyscy wypalają koszmarne ilości fajek i oczywiście wystawiałem swoją wątrobę na kolejną próbę wytrzymałości.
Skutek tego wszystkiego – jak można przypuszczać - jest opłakany. No może poza efektem działań na polu zawodowym, co jest dla mnie nie lada niespodzianką. Bo patrząc od strony biegowej to kondycja spadła mi do poziomu solidnej zadyszki przy wejściu po schodach już choćby na pierwsze piętro. Dodatkowo przytyłem kilka kilo, co wybitnie uwidoczniło mi się w nieatrakcyjny sposób w okolicach pasa oraz oczywiście mam absolutnie zdewastowany układ pokarmowy. Oddechowy myślę, że poniekąd też.
Pocieszające jest to, że w połowie przyszłego tygodnia zacznę powoli truchtać. Jeśli kontuzja się nie odnowi, to może w okolicach maja odzyskam jakąś szczątkową formę, która pozwoli mi bez wstydu pokazać się na jakichś zawodach biegowych.
Z innych rzeczy odnoszących się do mojego ekstremalnie ciekawego życia wypadałoby się pokrótce pochwalić, że wczoraj zostałem odgrzewanym kawalerem. To doprawdy fascynujące przeżycie takie szczere tłumaczenie Wysokiemu Sądowi, dlaczego nikt inny, choćby bardzo chciał, nie daje rady zmieścić się w jednym pomieszczeniu razem ze mną i moim ego. Po takiej przemowie sędzina, pozbawiona wszelkich argumentów, z pełnym politowania dla mnie wzrokiem (i chyba współczucia dla eksżony) bez większego wahania zasądziła, co stało w moim pozwie. Innymi słowy – w niespełna piętnaście minut, prawnie, czyli w oczach państwa, dwie kiedyś najbliższe sobie, mimo iż niespokrewnione osoby, zostały obcymi sobie ludźmi. No i teraz nie mam kogo wpisać w telefonie jako ICE.


Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga







 Ostatnio zalogowani
Yazomb
23:36
radosc
23:19
rogul
23:00
Andrea
22:48
stawmar
22:39
jacek50
22:26
Hari
21:58
benfika
21:46
soniksoniks
21:43
janusz9876543213
21:25
Raffaello conti
21:04
szyper
20:52
bogaw
20:44
Tomasz 77
20:25
jarek1909
20:23
kmajna
20:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |