2012-01-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| nogi (czytano: 1165 razy)

Znalazłem sobie seksualny obiekt pożądania! I nie jest to kobieta…Jezu, to znaczy JEST(!), tyle, że nie cała. Tak, zdaję sobie sprawę, że mogę być teraz postrzegany przez wszystkie koleżanki, jako klasyczna, męska, szowinistyczna świnia. Ale to, co ja sobie wypatrzyłem jest zupełnie zjawiskowe i takiej ujmy na honorze warte. O czym mowa? O nogach. Nogach - udach, łydkach, kolanach, a może nawet i biodrach Martiny Sablikowej. Zdjęcia nie oddają ich doskonałych proporcji, długości, perfekcyjnie wyizolowanych mięśni. To trzeba zobaczyć w ruchu. A da się, ponieważ Sablikova, to ktoś pokroju Lance Armstronga tyle, że w łyżwiarstwie szybkim.
Wróciłem ja sobie wczoraj przed południem do domu totalnie skatowany po jednym z pierwszych szybszych i bardziej wymagających treningów w tym cyklu przygotowawczym. Było naprawdę ciężko, nie tylko z powodu tego jebitnego wiatrzyska, ale wyjątkowo paluszkiem pomachał mi przed nosem niedawny maraton. Że niby się jeszcze całkowicie po nim nie zregenerowałem. Tak czy inaczej, dostałem od treningu progowego totalny łomot, ale taki, że na końcu jednostki gile i ślina wisiały mi losowo acz zgodnie ze wszystkich dziur jakie mam w twarzy. Wyglądałem zupełnie jak ci z Europsortu, choć ja się nie zwaliłem na śnieg. Inną sprawą jest fakt, że go po prostu nie było.
W domu wykąpałem się, ugotowałem sobie michę ryżu z warzywami i zaległem z girami na pufie przed TV. Celem relaksu, jasna sprawa. No i tak gapiłem się jak w Bischofshofen walczą z padającym śniegiem, a na niemieckiej stacji podpatrywałem jak Neuner bezlitośnie kosi rywalki w biathlonie. I mi się pstryknęło na RAISPORT. Łyżwiarstwo szybkie. Super - myślę sobie. Zorganizowałem sobie kanapeczki z sałatą i jajkami, zasiadłem z herbatką i śledzę jakieś tam zawody, zupełnie niepopularnej u nas dyscypliny sportowej, z włoskim komentarzem. Zajadam, i z coraz większą ciekawością przypatruję się technice jazdy łyżwiarzy. Tak sobie pomyślałem, że skoro ja na tych rolkach, to może coś mi się zapamięta. I jak tak sobie patrzę, a tu nagle okazuje się, że te zakapturzone postaci to kobiety. No to oprócz techniki jazdy zacząłem naturalnie zwracać uwagę na inne rzeczy. Po paru biegach doszedłem do wniosku, że wszystkie te laski mają strasznie napakowane uda (jak koleżanki w kolarstwie torowym) i że łyżwiarki szybkie nie znajdą się na mojej liście potencjalnych partnerek życiowych. Aż tu nagle widzę nogi. Inne niż wszystkie - szczupłe, długie, wyrzeźbione, odtłuszczone. I start – biegną. Lewa, prawa, lewa, prawa, przekładanka na wirażu. Pięknie. Idealnie. Długie ruchy. Jedna ugięta, druga prostuje się odsuwając od linii jazdy na zewnątrz. Magia. Prędkość, które wytwarzają te nogi jest tak duża, że kobieta na wyjściu z łuku jest wyrzucana aż pod bandę. I tak patrzę: lewa, prawa, lewa, prawa i czuję, że już kiwam się w tym rytmie z zupełnie rozdziawioną japą. Taaaakie nogi! A jak się ruszają. Do takich nóg, to mógłbym się przyczepić rękoma i nogami i trwać przez długi czas w bezruchu, zupełnie jak miś koala przytulony do konarów drzewa eukaliptusowego. Rozmarzyłem się, aż poczułem ciepło. Szklanka pełna gorącej herbaty dała znać o sobie. Martina wygrała bieg. Euforia. I zdjęła okulary i kaptur i zaprezentowała swój uśmiech…hmpfmp?! Opadłem na kanapę i odstawiłem herbatę zupełnie nie zważając, że się nią oblałem po kroczu. Przełączyłem telewizor, starając się wymazać ostatnie chwile tej relacji z pamięci. Jak ktoś sobie zerknie na Youtube’a, to od razu załapie, dlaczego upatrzyłem sobie tylko dolną część ciała pani Martiny. No cóż, na szczęście tutaj mówimy wyłącznie o jej boskich nogach.
W dobrej jakości: http://www.youtube.com/watch?v=g77R8ettcEE&feature=related
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga zbig (2012-01-08,06:13): Jesteś zboczony! To zwykłe nogi są. raFAUL! (2012-01-08,22:05): To pokaż mi inne takie zwykłe nogi z rekordami świata na 5000 i 10000m. zbig (2012-01-09,15:38): Ja tam wolę biceps Bjoergen :-)
|